Recenzje

ZA DRZWIAMI SYPIALNI (2001). Siedlisko demonów

Poprowadzona ze starannością i wyczuciem gorzka analiza rozpadu małżeństwa.

Autor: Karolina Chymkowska
opublikowano

Co się dzieje za drzwiami sypialni?

Matt i Ruth Fowlerowie to małżeństwo w średnim wieku, któremu, jak się wydaje, niczego do szczęścia nie brakuje. Mają zamożny dom, on jest lekarzem, ona prowadzi zajęcia chóru ludowego. Kochają się, mają udanego syna, Franka, studenta architektury, który właśnie przyjechał do domu na wakacje. Z pewnym niepokojem patrzą jednak na związek tegoż syna z kobietą, starszą od niego, matką dwojga dzieci, która pozostaje w separacji z brutalnym mężem. O ile ojciec jest dosyć pobłażliwy, przekonany, że to tylko przelotna, nic nie znacząca miłostka, o tyle matka jest wyraźnie niechętna temu związkowi. Usiłuje wymusić na synu zerwanie z Natalie. Niestety, zanim Frank zdąży podjąć jakąkolwiek decyzję, dochodzi do tragedii. Zazdrosny mąż Natalie, który marzy o odzyskaniu żony i rodziny, posuwa się do zbrodni. Cały poukładany świat Fowlerów rozsypuje się w gruzy. Strata syna wyzwala lawinę wzajemnych oskarżeń, pretensji, które narosły przez lata, i nagle okazuje się, że ci ludzie są sobie właściwie obcy. Bezsilny gniew, pulsująca wściekłość, dojmująca samotność krystalizują się w jedno konkretne uczucie – żądzę zemsty.

To film trudny i bardzo gorzki.

Za drzwiami sypialni to film trudny i bardzo gorzki. Analiza najbardziej intymnych, zazwyczaj skrzętnie skrywanych uczuć prowadzi do niepokojących wniosków. W najtrudniejszym momencie życia ludzie najbliżsi sobie stają się wrogami. Odkrywają, że ich stabilizacja była pozorna, że całe lata spędzone razem bledną wobec faktu, że tak naprawdę się nie znają, że są zdolni powiedzieć sobie z premedytacją najokrutniejsze i najbardziej cierpkie słowa, jakie tylko przyjdą im na myśl. Nawet jeśli żałują, nawet jeśli za chwilę przychodzi opamiętanie, to jednak ta iskra jest prawdziwa – istnieje – grozi kolejnym wybuchem. Czy jeszcze mogą sobie zaufać, czy już ostatecznie odwrócili się do siebie plecami, zamknięci we własnym prywatnym świecie analizowania i przeżywania bólu?

Matt i Ruth, patrząc na ruinę własnego życia, chcą jednocześnie poddać się – i walczyć, ale nie jest to walka o odbudowę. W obojgu narasta pragnienie niszczenia, początkowo ukryte, skrywane wewnątrz, potem, kiedy już nie ma możliwości zapanowania nad nim, kierujące się najbliżej, w stronę tej drugiej osoby, z która dzieli się życie. Ale nawet to nie przynosi ulgi. Wściekłość i gniew, zamiast krzepnąć, narastają, pojawia się rozpaczliwa próba wyładowania tej namiętności poprzez odwet, i znowu zawód – odwet nie uwalnia żadnego z tych uczuć. Może jedyną drogą jest ta, której nie chcą wybrać – wybaczenie. Żadne z nich nie potrafi sobie wybaczyć, a ten żal do siebie przenosi się na otoczenie, przekłada na żarliwe pragnienie destrukcji. Cały świat zostawia się za drzwiami własnej sypialni, miejsca, które winno być najbezpieczniejsze, a może się okazać siedliskiem demonów – bo najgroźniejsze demony zawsze nosimy w sobie i nie ma przed nimi ucieczki.

Film jest debiutem reżyserskim aktora znanego między innymi z obrazu Kubricka Oczy szeroko zamknięte – Todda Fielda. Jak podkreśla sam reżyser, warunkiem stworzenia wiarygodnej historii było skompletowanie odpowiedniej obsady, aktorów, którzy byliby w stanie skonstruować relacje postaci za pomocą półtonów i impulsów. Rola Ruth przypadła w udziale Sissy Spacek. Zagrała doskonale. Jej Ruth to kobieta, która przechodzi dramatyczną zmianę. Zamiast opanowanej, może nieco zaborczej, lecz zadowolonej z życia kobiety kontrolującej własne emocje, pojawia się kobieta przepełniona żalem i goryczą, oschła, niedostępna, nieprzewidywalna w swoich reakcjach nawet sama dla siebie. Jedno łączy te dwie tak różne Ruth – przywiązanie do pozorów, do rutyny. Znaczący jest zabieg zastosowany przez reżysera w momencie, kiedy Ruth kosztem innych osiąga to, czego chce: dokładne powtórzenie dialogu. Ruth mówi to samo do syna, na którym wymogła zerwanie z dziewczyną, i później do męża, który dokonał odwetu na zabójcy Franka. Sama usiłuje się przekonać, że wszystko ma szansę jeszcze odżyć i wrócić do normy. Myli się.

Rolę Matta zagrał Tom Wilkinson, kojarzony głównie z rolą Geralda w Goło i wesoło. Matt to człowiek spełniony zawodowo, którego jednak dręczy myśl, że wybierając drogę ambitnego lekarza nie postąpił w zgodzie z własnymi upodobaniami, a raczej spełnił tylko to, czego po nim oczekiwano. W pewien sposób podziwia swojego syna, który odnajduje w sobie odwagę, by postępować w zgodzie ze sobą. Kiedy Frank ginie, Matt jest przytłoczony przez poczucie winy. Ma bowiem wrażenie, że sam do tego doprowadził, że nie sprzeciwił się wyborom syna, a może powinien? Może za daleko poszedł w akceptacji samodzielności i autonomii Franka? Może gdyby zdecydował się na pełniejszą kontrolę, uchroniłby syna przed takim losem? Te myśli są dla niego bardzo bolesne, czemu daje wyraz, stawiając konkretny zarzut swojej żonie Ruth – „ty nigdy nie akceptowałaś Franka do końca”. Tym samym mówi „ja postąpiłem dobrze”. Ale rozumie, że oszukuje sam siebie. Kiedy wraca do domu, do własnej sypialni, myśląc o tym, jakiego wyboru dokonał, że odebrał życie za życie – wie, że zrobił ponownie ten sam błąd. Prowokuje kolejną lawinę nieszczęść. Lawinę, której zatrzymać nie będzie w stanie.

Znakomicie poprowadzony i świetnie zagrany, In the bedroom jest prawdziwą ucztą dla miłośnika filmów. Jednak kiedy wychodzimy z kina, zostawiając Ruth i Matt za drzwiami ich sypialni, wiedząc, że ich udręka nie ma szans na zakończenie, podstawowym uczuciem jest dojmujący żal. I gorzka refleksja.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane