Recenzje

YYYREEK!!! KOSMICZNA NOMINACJA (2002)

Pełen nic nie znaczących epizodów, których jedynym celem jest zaprezentowanie całej galerii postaci z telewizyjnego programu.

Autor: Edward Kelley
opublikowano

Czarna dziura

Kilka miesięcy temu obejrzałem film Gulczas, a jak myślisz?, traktując go jako ciekawostkę – kontynuację popularności fenomenu socjologiczno – medialnego, jakim bez wątpienia stał się Big Brother. Ciekawe wydało mi się postawienie bohaterów reality show w zupełnie sztucznych, bo podyktowanych scenariuszem sytuacjach. Nie byłem zawiedziony, otrzymałem mniej więcej to, czego się spodziewałem: sporą dawkę niezbyt wyrafinowanego humoru, prostą jak kij od szczotki intrygę, ale co najważniejsze – możliwość podpatrzenia bohaterów zbiorowej wyobraźni: Gulczasa, Manueli, Grzesia, Janusza i innych w nowym dla nich otoczeniu. Krótko mówiąc – zgrywę z wyraźnym przymrużeniem oka i zgodę na zabawę konwencją. Reżyser mówił do mnie „ja ci pokażę, jak świetnie się bawiliśmy, a ty nie będziesz nam stawiał wygórowanych wymagań” i ja jako widz z pełną premedytacją na to przystałem. Tak więc szedłem na Yyyreek!!! Kosmiczna nominacja bez uprzedzeń, może jedynie z lekką obawą, że eksploatacja tematu może zaszkodzić już i tak niezbyt wygórowanym ambicjom filmu. To, co jednak otrzymałem, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

To raczej koszmar grafomana.

Kanwą scenariusza stały się domniemane związki tytułowego Irka – bohatera drugiej edycji reality show – z istotami pozaziemskimi. Irek z nieznanych przeciętnemu śmiertelnikowi przyczyn odgrywa na Ziemi rolę kogoś w rodzaju kosmicznej skrzynki kontaktowej. Kosmici donoszą, że ich zamiarem jest wylądowanie w zimowej stolicy Polski – Zakopanem, nieopodal Nosalowego Dworu (dlaczego akurat tam?). Na pokładzie latającego spodka znajduje się osobnik przypominający Datę – androida z serialu Star Trek, dwóch łysych karłów i napalona zwyciężczyni konkurencyjnego show Łysi i blondynki. Oczywiście nie byłoby zabawy, gdyby do wszystkiego nie wmieszały się media (w osobie przeuroczej Manueli Michalak).

W zasadzie opis intrygi mógłbym na tym zakończyć, gdyż nic więcej z tego, co zobaczyłem na ekranie, do sensownego opisania się nie nadaje. Użycie nazwy „scenariusz” w jej powszechnie zaakceptowanym znaczeniu w tym przypadku nie może mieć miejsca. To raczej koszmar grafomana. Zadziwiające, że Jerzy Gruza, swego czasu twórca niemal kultowych polskich komedii, zechciał się pod czymś takim podpisać. Już sam temat – Irek zostaje nominowany na pierwszego ziemskiego reproduktora, którego zadaniem jest „krzyżować się” z istotami pozaziemskimi – stawia go w jednym rzędzie ze Spermanem, Star Ballz i kilkoma innymi – równie ambitnymi filmami. I na równi z tymi ostatnimi wywołuje jedynie reakcje natury…. fizjologicznej.

Yyyreek… jest pełen nic nie znaczących epizodów, scenek, których jedynym celem jest zaprezentowanie całej galerii postaci z telewizyjnego programu. Mamy więc parę agentów Centralnego Biura Śledczego: Gulczasa i Alicję, młode małżeństwo: Grzesia i Karolinę, tytułowego Yrka – świrka, dwie niewyżyte seksualnie studentki: Agnieszkę i Ilonę (nie żałujące widzowi swoich wdzięków) i niezbyt rozgarniętego pracownika stacji paliw. Jako usprawiedliwienie dla prezentacji tych postaci wpleciony został wątek sensacyjno – gangsterski o międzynarodowym, bo czesko – polskim zasięgu. Konia z rzędem temu, kto wywnioskuje, dlaczego piękna kosmitka o wdzięcznym imieniu E-mail (sic!) jest tak spragniona fizycznego kontaktu z oszołamiającym urodą i intelektem Irkiem i dlaczego na Boga jego imię jest pisane przez „Y”.

Żeby nie być gołosłownym, przytoczę jeszcze kilka rozwiązań fabularnych, które powiedzą o filmie więcej niż najlepsze opisy. Podstawą do interwencji mediów w lądowanie kosmitów na zakopiańskiej ziemi staje się (uwaga, uwaga!) purpurowa poświata spowijająca głowę Irka, który porozumiewa się z kosmitami za pomocą telefonu komórkowego marki Samsung. Czescy gangsterzy, sprzedający naszym rodzimym oprychom Semtex (materiał wybuchowy), podczas ucieczki wysadzają przy pomocy całej jego torby solidny… szałas, czym wywołują paniczną ucieczkę kosmitów obawiających się… rewolucji. Gangster grany przez Henryka Talara, ze słowami duetu Krawczyk – Bregovic na ustach („mój przyjacielu, byłeś mi naprawdę bliski”) wysyła na akcję swojego najmniej rozgarniętego podwładnego, prześladowanego, jak mu się wydaje, przez (a jakże!) kosmitów. To dopiero początek, bo intryga (z wahaniem używam tego słowa) aż roi się od tego typu „perełek”.

Pytanie, w jaki sposób udało się namówić do udziału w tak kuriozalnym przedsięwzięciu profesjonalnych aktorów: Janusza Rewińskiego, Henryka Talara czy Piotra Zelta, pozostaje słodką tajemnicą producentów. Janusz Rewiński najwyraźniej odmówił bliższego kontaktu z wątpliwej jakości ekipą aktorską, bo we wszystkich ujęciach, w których się pojawia, towarzyszy mu tylko jedna osoba. Ciekawe, czy miał to zagwarantowane kontraktem? W zasadzie poza Rewińskim nie można mówić o aktorstwie. Talar i Zelt pojawiają się właściwie w epizodach. Wbrew tytułowi na ekranie rzadko widać również Irka (może to i lepiej). Pozostali członkowie ekipy Big Brother po prostu są i niech to wystarczy. Jedno co trzeba przyznać, to fakt, że wyśmiewana przez wielu w trakcie trwania programu Karolina Pachniewicz jest bez wątpienia lepszą aktorką niż wszyscy pozostali bigbrotherowcy razem wzięci. To niestety nie oznacza, że dobrą.

Z założenia nigdy nie wychodzę z kina przed końcem seansu. Chcę wierzyć, że po przeczytaniu tego tekstu nikt z was, szanowni czytelnicy, nie wystawi swojej cierpliwości na taką próbę. Yyyreek!!! Kosmiczna nominacja ma z kosmosem tyle wspólnego, że bez wątpienia jest najgłębszą z czarnych dziur, w jakie udało się wpaść polskiej kinematografii na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane