Recenzje

WOJNA ŚWIATÓW – NASTĘPNE STULECIE (1981)

Szulkin pod fantastycznonaukową przykrywką nakręcił film niezwykły.

Autor: Adrian Szczypiński
opublikowano

Tak bardzo aktualnie

U schyłku XX wieku ludzkość dostąpiła zaszczytu pierwszego w jej dziejach kontaktu z obcą cywilizacją. Pierwsze pozaziemskie rakiety wylądowały o godz. 11.15 w południowo-zachodniej części kraju, gdzie okoliczna ludność zgotowała przybyszom z Marsa spontaniczne i gorące przywitanie. Kosmici, reprezentujący wyższy w porównaniu z ziemską kulturą stopień rozwoju, podjęli historyczną misję podzielenia się swą wiedzą i doświadczeniem z ludźmi.

Gatunek science fiction nigdy nie był łaskawy dla rodzimych twórców. Kilka koprodukcji z bratnimi kinematografiami NRD, Węgier i ZSRR, kilka krótkich filmów telewizyjnych oraz dramatyczne dzieje superprodukcji Na srebrnym globie – taki bilans, sporządzony na początku lat 80. XX wieku, nie nastrajał nadzieją na jakikolwiek rozwój, nie tylko wobec hegemonii mistrzów gatunku zza oceanu. Na głowę bili nas chociażby artyści z dawnej Czechosłowacji, uzbrojeni sprzętowo w studio Barrandov, zaś artystycznie w dokonania mistrzów pokroju Karela Zemana. Siłą polskiej kinematografii byli Wajda, Zanussi, Hoffman, Kieślowski, Has, że ograniczę się do najwybitniejszych nazwisk. A czysta gatunkowo fantastyka naukowa nie leżała w orbicie ich zainteresowań twórczych. Nie widzieli oni żadnej szansy na powiedzenie rzeczy znaczących w gatunku, który przeciętnemu zjadaczowi chleba kojarzył się z małymi zielonymi ludzikami.

Na odmiennym biegunie stała pod koniec lat 70. literatura SF. Stanisław Lem już w dziełach z poprzedniej dekady udowodnił, że ważne problemy społeczne, ideowe, psychologiczne i moralne można z powodzeniem ubrać w kostium SF. Powrót z gwiazd, Solaris, Głos Pana, Kongres futurologiczny zwiastowały i pokazywały w olbrzymim powiększeniu aktualne problemy, związane z rozwojem społeczeństw w obliczu coraz agresywniejszych metod odgórnego sterowania i ich wpływu na moralne wybory jednostek.

Szulkin powtórzył pomysł Wellsa w bardzo przewrotnym kształcie.

Druga połowa lat 70. w Polsce, kiedy to obiecywane przez Gierka złote góry okazały się kupioną za miliardy dolarów iluzją, oraz związana z tym napięta sytuacja społeczno-polityczna, odbiły się szerokim echem w środowisku artystycznym. Demaskatorskie filmy Wajdy, Kieślowskiego, Zanussiego, Holland, Falka, obrazujące sprzeciw jednostki wobec bezwzględnego systemu, zapoczątkowały nurt kina moralnego niepokoju. Rodzime kino SF (jeśli można o takim w ogóle mówić), za wyjątkiem Andrzeja Żuławskiego, przegnanego z kraju przed ukończeniem Na srebrnym globie, zdawało się nie dostrzegać tej fali buntu (Marek Piestrak nakręcił wtedy neutralny ideologicznie Test pilota Pirxa). Na przełomie dekad jak grzyby po deszczu powstawały natomiast powieści, które w kostiumie SF kontestowały niewygodną rzeczywistość. Literackie dzieła Janusza A. Zajdla, Marka Oramusa, Edmunda Wnuka-Lipińskiego, Wiktora Żwikiewicza czy Adama Wiśniewskiego-Snerga kreśliły świat zepsuty, pokraczny, wyzuty z ludzkich wartości, o które walczyli bohaterowie ich książek. Właśnie wtedy pojawił się młody reżyser nazwiskiem Piotr Szulkin, który swoim pierwszym filmem fantastycznym Golem (1979) obudził nadzieje fanów gatunku. Dwa lata później na ekrany wszedł jego kolejny film, Wojna światów – następne stulecie.

Tytuł filmu, nawiązujący do klasycznej powieści H.G. Wellsa o inwazji Marsjan na Ziemię, niech nie będzie sygnałem dla fanów gatunku, spodziewających się klasycznej fantastyki naukowej. Piotr Szulkin powtórzył pomysł Wellsa w bardzo przewrotnym kształcie. Oto 16 grudnia 2000 roku na Ziemi lądują Marsjanie. Nasza planeta nie jest jednak startrekową krainą mlekiem i miodem płynącą. Przypomina ponure państwo policyjne, w którym kluczową rolę propagandową pełni telewizja. Tu właśnie pracuje główny bohater filmu, prezenter Iron Idem (fenomenalny Roman Wilhelmi). Jego Iron Idem’s Independent News są niezależne tylko z nazwy. Posłusznego Idema kontroluje wszechpotężny szef (Mariusz Dmochowski), z którego rozkazu uprowadzona zostaje żona Idema (Krystyna Janda). Zmuszony do kolaboracji z aparatem przemocy, będącym na usługach krwiożerczych (dosłownie) Marsjan, Idem z ekranu telewizyjnego zachęca ludność do przymusowego oddawania krwi. Po wyrzuceniu z mieszkania, Idem z punktu widzenia ulicy widzi represje, którym są poddawani ogłupiali mieszkańcy miasta. Iron Idem zdobywa się wreszcie na moment buntowniczej wielkości. Podczas TV Super Show, wielkiego koncertu żegnającego Marsjan, Iron wygłasza miażdżącą krytykę do tej samej ciemnej masy, którą codziennie ogłupiał przed studyjną kamerą. Następnego dnia po odlocie Marsjan ziemskie środki masowego przekazu odwracają sytuację o 180 stopni. Wizyta z Czerwonej Planety jest przedstawiana jako zbrodnicza napaść, której zasadniczym elementem była osoba… Irona Idema. Skazany na śmierć za kolaborację z najeźdźcami, Idem staje przed plutonem egzekucyjnym. Padają strzały…

Wojna światów – następne stulecie nieprzypadkowo powstała właśnie na początku lat 80. ubiegłego wieku. Piotr Szulkin pod fantastycznonaukową przykrywką nakręcił film niezwykły. Groteskowi Marsjanie, grani przez pomalowanych srebrzanką karłów w watowanych kurtkach zimowych i butach Relax na nogach, są jedynie fabularnym wykrętem, daniną na rzecz gatunku SF. Tu wcale nie chodzi o inwazję z obcej planety. Nieporównanie bardziej przerażająca jest wiwisekcja totalitaryzmu, bezlitośnie pokazana przez Szulkina podczas tułaczki Idema przez upodlony świat, na którego szczycie zdawał się być. Szary tłum, posłuszne stojący w kolejce do oddawania krwi, obezwładniający swoją wrodzoną bezsilnością lokatorzy przytułku dla bezdomnych, bezkarność służb bezpieczeństwa, irytująca obojętność urzędników – wszystko to jest spowite gęstą aurą beznadziejności i konformizmu w imię… No właśnie, czego?

Film powstawał w gorącym czasie pomiędzy zrywem Solidarności a stanem wojennym.

Film powstawał w gorącym czasie pomiędzy zrywem Solidarności a stanem wojennym. Postawa Polaków była wtedy daleka od wizerunku owieczek idących posłusznie na rzeź. Masowy sprzeciw wobec bezkarności komunistycznego reżimu dowodził żywotności ducha w narodzie. Tymczasem Szulkin stworzył obraz, który portretował coś dokładnie przeciwnego, jak gdyby przeczuwając nadejście stanu wojennego (Marsjan). Nośnikiem buntu są tylko dwie postaci, Iron Idem oraz starzec z przytułku dla bezdomnych (Wiesław Drzewicz). Tylko ich dwóch stać było na podniesienie ręki przeciw aparatowi. Starzec nie miał zresztą niczego do stracenia, dlatego już na początku filmu rzucał cegłówkami w ekrany telewizyjne. Iron Idem musiał natomiast przeżyć swój czas apokalipsy, by odzyskać godność i dumnie podnieść czoło.

Ostatnio dodane