VHS

WŁADCA LALEK. VHS, którego rodzice nie chcieli wam pokazać

Sztandarowa seria legendarnego Full Moon Features przypomina czasy, gdy filmy klasy Z robiono z miłością i pełnym zaangażowaniem, nie żałując przy tym taśmy 35mm, którą dzisiaj w podobnych produkcjach zastępują niemalże telefony komórkowe.

Autor: Jarosław Kowal
opublikowano

Toy Story dla dorosłych

Władca lalek nigdy nie doczekał się kinowej premiery, choć zrealizowany został w sposób nie gorszy od chociażby opublikowanej rok wcześniej Laleczki Chucky. Twórcy filmu nie muszą jednak czuć z tego powodu żalu, ich obraz stał się kultową pozycją na rynku kaset wideo i do dziś ma wielu fanów, między innymi w Polsce.

O dystrybucję tego rodzaju taśmy można by podejrzewać Video Rondo czy Elgaz, ale ukazała się za sprawą jednego z większych graczy na polskim rynku – Vision, które okazjonalnie sięgało po tego rodzaju niskobudżetowe filmy. Kilka z nich możemy zobaczyć w dołączonych zwiastunach, dopasowanych według klucza „horror z końca lat osiemdziesiątych”. Pierwszy z nich to Łowca głów, gdzie „dwoje gliniarzy musi powstrzymać grozę” („dwoje”, choć na ekranie widzimy dwóch mężczyzn), ale w ostatnim zdaniu dowiadujemy się, że „pozostaje jedynie modlitwa”. Kolejne filmy to Zapomniana oraz Nocne życie z najmniej zachęcającym hasłem w historii: „Popsuje każdy dobrze zapowiadający się wieczór”. Jeszcze jedna istotna informacja dotycząca polskiej wersji – na końcu pada magiczne: „Czytał Tomasz Knapik„.

Porównanie z Laleczką Chucky nie jest przypadkowe. Film Davida Schmoellera to odpowiedź na nowy trend, który z czasem stał się znakiem firmowym studia Full Moon. Ożywione lalki, ożywiony piernikowy ludzik, ożywione bongo… Firma Charlesa Banda wyspecjalizowała się w straszeniu ożywionymi przedmiotami, które każdy może znaleźć w najbliższym otoczeniu, a sam Władca lalek doczekał się aż dziesięciu sequeli i kolejne dwa są już w planach.

Historia jest prosta. Renomowany lalkarz Andre Toulon jest jednocześnie alchemikiem posługującym się egipską magią w celu ożywiania kukiełek. Pewnego dnia do jego drzwi pukają naziści, ale zamiast wyjawiać sekrety, decyduje się na strzał w głowę. Pięćdziesiąt lat później pojawia się grupa ciekawskich osób, które również pragnąć posiąść tajemnice Toulona, ale na przeszkodzie stają im lalki. Tylko tyle, ale jak na niskobudżetowy horror to i tak całkiem sporo. Jedyne, co można uznać za minus tej historii, to brak ściśle określonego kierunku. Niby są elementy grozy, ale tak naprawdę nie da się na Władcy lalek odczuć strachu; niby są elementy komedii, ale nawet uniesienie kącików ust przychodzi z trudem.

Na pierwszy zachwyt nie trzeba jednak długo czekać, już na starcie zostajemy wchłonięci do filmowego świata przez rewelacyjny motyw muzyczny, który do dzisiaj pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych w świecie horroru. Zresztą zgodnie z obecnymi trendami tworzenie charakterystycznych motywów jest nieporządne, a przypadki tematów na miarę Gwiezdnych wojen czy nawet Piratów z Karaibów można policzyć na palcach jednej dłoni (najświeższy to znakomita muzyka do Wonder Woman).

Autorem ścieżki dźwiękowej jest Richard Band, brat wspomnianego Charlesa, a także syn legendarnego producenta filmów klasy Z – Alberta Branda, który przyczynił się do powstania między innymi Robot Jox, Troll i Miasteczka Oblivion. Richard ma na koncie muzykę do Re-Animatora, Nasion czy Potwora z kosmosu, a więc samych przebojów w świecie „złych” filmów, a ponadto pracował nad muzycznym tłem dla klasycznej, wciąż cieszącej się dużą popularnością gry komputerowej Planescape: Torment. Dodajmy jeszcze gościnny występ Barbary Crampton – najmniej stereotypowej scream queen z lat osiemdziesiątych – znanej również z Re-Animatora oraz Robotów śmierci, ale także współczesnych Następny jesteś ty i We Are Still Here, a otrzymamy absolutną ekstraklasę, jeżeli chodzi o kino klasy Z.

O sukcesie zadecydowała przede wszystkim atmosfera, trudny do uchwycenia czar, który sprawia, że tak wielu z nas wraca do epoki dominacji kaset VHS z dużym sentymentem.

Władcę Lalek otwiera kilka zgrabnie nakręconych scen, w których udaje się osiągnąć dość trudny zabieg. Okładka i opis natychmiast zdradzają, czego możemy się spodziewać, obecność żyjących, żądnych krwi lalek nie może być zaskoczeniem, ale reżyser i operator obierają perspektywę kukły, przez co napięcie i oczekiwanie na ukazanie bohaterów w pełnej krasie narastają. To, co nie jest tajemnicą, staje się więc tajemnicze, a w dodatku do końca trudno rozstrzygnąć, czy mamy do czynienia z postaciami pozytywnymi, czy też negatywnymi. Zbiorowy wróg pojawiał się wcześniej niemal wyłącznie w filmach o żywych trupach, a i później rzadko scenarzyści sięgali po podobne rozwiązania (między innymi stąd wziął się sukces pierwszego Krzyku, który wyłamał się ze schematów, jednocześnie wciąż z nich korzystając). Władca lalek, choć stworzony na podobieństwo Laleczki Chucky, okazał się więc pomysłem bardzo oryginalnym i pomimo niemal trzydziestu lat od daty premiery w ogóle się nie zestarzał.

Kukły kradną każdą scenę, w której się znajdują, ale kiedy wraca się myślami do Władcy lalek, trudno znaleźć rzeczowe argumenty na jego korzyść. O sukcesie zadecydowała przede wszystkim atmosfera, trudny do uchwycenia czar, który sprawia, że tak wielu z nas wraca do epoki dominacji kaset VHS z dużym sentymentem. W tej kategorii film Schmoellera jest niemal bezkonkurencyjny, a o jego sukcesie świadczy chociażby to, że kolejne części serii oglądane są przez setki fanów, choć ich jakość dramatycznie się obniżyła. Dla mnie jest to jedna z najważniejszych pozycji w kolekcji.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane