Recenzje

WIELKI CHŁÓD (1983)

Przyjaźń (nie) na zawsze?

Autor: Anna Niziurska
opublikowano

Siedmioro przyjaciół ze studiów spotyka się po latach na pogrzebie Alexa – jednego z ich paczki. Najzdolniejszego i najbardziej obiecującego. Tego, przed którym, jak to się zwykło mawiać w takich sytuacjach, życie stało otworem. On jednak wybrał inną drogę – samobójstwo.


Karen (JoBeth Williams), Meg (Mary Kay Place), Sarah (Glenn Close), Michael (Jeff Goldblum), Nick (William Hurt), Sam (Tom Berenger) i Harold (Kevin Kline). Siedmioro ludzi, których połączyła nie tylko uczelnia, na której studiowali, ale również wspólne pasje i spojrzenie na świat. Po latach jednak okazuje się, że chyba więcej ich dzieli, niż łączy. Ich drogi rozeszły się, gdy wstąpili w dorosłość. Sprawy zawodowe i prywatne rozrzuciły ich po różnych częściach kraju. Już nie mieli okazji – a z czasem chyba również ochoty – na spotkania. Po pogrzebie Alexa wszyscy zostają w domu Sarah i Harolda na weekend (ciekawostką jest, że ten sam dom „wystąpił” również w Wielkim Santinim z 1979 r. Był to jeden z ulubionych filmów Kasdana, więc reżyserowi zależało, by jego obraz również  powstawał w tym domu). To dla nich pierwsza od wielu lat okazja, by porozmawiać i wspólnie spędzić czas. Czy to będzie udane spotkanie?

Wielki chłód Lawrence’a Kasdana (znanego wtedy m.in. z Poszukiwaczy zaginionej Arki, do których napisał scenariusz) to świetny obraz przyjaźni. Ale nie obraz infantylny, wmawiający widzowi, że przyjaźń to coś danego nam raz na zawsze. To trzeźwe spojrzenie na specyfikę relacji zawiązanej jeszcze w młodości przez studentów i jej przemianę pod wpływem upływającego czasu. Dziś, po pogrzebie Alexa, przyjaciołom trudno jest zrozumieć, dlaczego ktoś tak im bliski popełnił samobójstwo. Niełatwo jest o tym rozmawiać, niełatwo również „odkurzyć” relacje między sobą.

To spojrzenie na przyjaźń jako coś, o co trzeba dbać i co pielęgnować, jest osią całego filmu Kasdana. Obraz nie ma jednak wydźwięku negatywnego – wręcz przeciwnie! Z czasem przyjaciele przypominają sobie, za co się polubili przed laty, wybaczają sobie sprawy, które ich poróżniły. Poza tym śmierć Alexa sprawia, że zaczynają patrzeć na życie inaczej. Już nie codzienne sprawy, zwykła pogoń za pieniądzem są najważniejsze. W życiu liczy się coś więcej. Co takiego? Odpowiedź znajdziecie w filmie.

Siłą Wielkiego chłodu - mimo tytułu - jest atmosfera. Spokojny, powolny rozwój akcji oraz fabuła oparta głównie na rozmowach przyjaciół, podczas których poznajemy, kim są, to główne plusy filmu.

Po kawałku odkrywamy ich historie, poznajemy charaktery. Kasdanowi udało się stworzyć te postaci do końca – każda jest wyrazista, wyjątkowa. Nie ma tu płaskich i jednowymiarowych bohaterów, każdy wnosi do filmu coś interesującego. Być może jest to wynik tego, że główni bohaterowie mają swoje pierwowzory w przyjaciołach reżysera z czasów studenckich. A może stało się tak dzięki temu, że przed rozpoczęciem zdjęć aktorzy odtwarzający główne role spędzili ze sobą kilka tygodni. Mogli się wtedy dobrze poznać i polubić, co zaowocowało autentycznością ich relacji na ekranie. Poza tym dobrym posunięciem było zaangażowanie do filmu wtedy jeszcze mało znanych aktorów (Kevina Kline’a, Jeffa Goldbluma, Williama Hurta, Glenn Close, Toma Berengera), którzy z czasem zyskali sławę.

Spośród wszystkich bohaterów na szczególną uwagę zasługuje Chloe, dziewczyna Alexa. Mimo że jest młodziutka i trochę naiwna, a jej żarty czy komentarze często są nie na miejscu i szokują innych, to ona znała Alexa najlepiej. Wiedziała o nim to, czego przyjaciele nawet nie mogli się domyślić. Bez wątpienia to moja ulubiona postać.


Poza sposobem prowadzenia kamery i tworzenia oryginalnych ujęć (najciekawsze i najbardziej zapadające w pamięć to te z samego początku filmu, gdy widzimy mężczyznę ubieranego przez kobietę o czerwonych paznokciach) obrazu dopełnia znakomita ścieżka dźwiękowa, oparta na znanych utworach lat 60. W 2004 roku piosenka Ain’t Too Proud to Beg zajęła 94. miejsce na liście 100 najlepszych piosenek filmowych wszech czasów.

Film oceniłam na siedem punktów. Dlaczego nie 10, skoro tyle rzeczy mnie w nim urzekło? Największym problemem, jaki mam z obrazem Kasdana, jest relacja Sarah–Harold–Meg. Nie będę zdradzać, o co chodzi, by nie psuć seansu tym osobom, które jeszcze filmu nie widziały. Powiem tylko: nie kupuję tego pomysłu. Wydaje mi się to naciągane i absolutnie nieprawdopodobne. Myślę, że taka relacja po prostu nie miałaby możliwości albo zaistnieć w ogóle, albo rozwinąć tak łatwo, bez wzajemnych – chociaż ukradkowych – spojrzeń zazdrości, ukłucia bólu, a potem otwartych pretensji.

Film był nominowany do Oscarów w trzech kategoriach: najlepszy film, najlepsza aktorka drugoplanowa – Glenn Close i najlepszy scenariusz. Otrzymał również nominację do Złotego Globu: najlepsza komedia lub musical oraz najlepszy scenariusz.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane