W kręgu zła (1970) | FILM.ORG.PL

W kręgu zła








Mariusz Czernic
23.06.2013


Wytwórnia:  Rialto Pictures, StudioCanal, The Criterion Collection

Reżyseria: Jean-Pierre Melville

Scenariusz: Jean-Pierre Melville

Zdjęcia:  Henri Decaë

Muzyka: Éric Demarsan

Obsada: Alain Delon, Bourvil, Yves Montand, Gian Maria Volonté

 

Autorem recenzji jest Mariusz Czernic.

Po tym filmie stare przysłowie „Milczenie jest złotem” nabiera nowych znaczeń. Nikt tu nie rzuca słów na wiatr, każde słowo, gest, spojrzenie jest przemyślane jakby za każdy niewłaściwy ruch groziło więzienie. Melville tak zaplanował poszczególne sceny, by uzyskać niesamowity minimalizm. Eskortowanie więźnia oraz kulminacyjna scena rabunku to najlepsze przykłady minimalizmu Melville’a – żadnej muzyki i dialogów, tylko wykreowane przez dźwiękowców odgłosy przerywające ciszę. W fabule widoczne są inspiracje amerykańskim kinem noir, szczególnie Asfaltową dżunglą (1950) Johna Hustona, ale styl zaprezentowany przez Melville’a to jego indywidualny styl, dzięki czemu ten mistrzowski kryminał nie jest typową opowieścią o kryminalistach, ale dziełem w pełni autorskim.

Gangster Corey przed wyjściem z więzienia otrzymuje od klawisza cynk dotyczący nowych zabezpieczeń w renomowanym sklepie jubilerskim. Na wolności ma wielu wrogów, którzy tylko czekają by go dopaść, ale nieoczekiwanie Corey zyskuje też przyjaciół, którzy gotowi są dla niego zaryzykować. Są nimi zbiegły z transportu aresztant Vogel oraz były policyjny snajper Jansen. To oni pomogą mu dokonać kradzieży cennej biżuterii. Ci ludzie tworzący gang złodziei rozpoczynają partię białymi pionkami, a więc muszą zrobić pierwszy krok, by do akcji wkroczyli funkcjonariusze. Szef policji uważa, że chociaż ludzie rodzą się niewinni to nigdy tacy nie pozostaną. Nie jest bez winy także stary i zmęczony komisarz Mattei, który nie był w stanie zapobiec ucieczce więźnia. Aby się zrehabilitować za tamtą wpadkę próbuje schwytać nie tylko Vogla, ale i jego kompanów. Być może jest doświadczonym i inteligentnym gliniarzem, ale upływ czasu nadwyrężył jego zdrowie, nie ma już sił by biegać za przestępcami. Mając takiego przeciwnika szanse gangsterów idą w górę.

Przedstawiony tu świat został stworzony dla mężczyzn – kobiety nie znajdą tu dla siebie miejsca, mogą jedynie przeszkadzać i narażać na szwank powodzenie misji. Poza tym kobiety znane są z bezsensownego paplania i nie nadają się do akcji „milczenie jest złotem”. Faceci z reguły umieją trzymać język za zębami oraz potrafią, jak koty, działać po cichu, by dojść do celu przez nikogo nie zatrzymani. Najważniejszą cechą, która łączy gangsterów Melville’a jest lojalność. To czyni z nich ludzi z zasadami, pełnymi pogardy dla zdrajców i kapusiów. I pod tym względem bohaterowie W kręgu zła przypominają tytułową Dziką bandę (1969) z filmu Sama Peckinpaha. W kręgu złodziei niełatwo jest być lojalnym, bo skoki na dużą kasę wyzwalają w człowieku niewyobrażalną chciwość i pazerność. U Melville’a gangsterzy nie są całkowicie zepsuci, bo ważniejsze od złota i pieniędzy jest dla nich współdziałanie, udowadnianie własnej wartości, sprawdzanie w praktyce własnych umiejętności i skłonności do ryzyka.

Wszyscy aktorzy dostosowali się do surowego stylu reżysera, ograniczając do niezbędnego minimum mimikę twarzy i gestykulację. Dobrą, choć raczej typową dla siebie rolę zagrał Alain Delon. Wcielił się w postać Coreya, byłego gangstera, który nie jest bezwzględnym mordercą ani kobieciarzem – interesuje go tylko robota, na której można się wzbogacić. W interpretacji Delona to człowiek opanowany, potrafiący zachować twarz pokerzysty nawet w wyjątkowo stresujących sytuacjach. Gdy policjant każe mu otworzyć bagażnik samochodu widz nie wie czy Corey zdaje sobie sprawę iż w bagażniku ukrył się poszukiwany przestępca. Vogel, w którego wcielił się znany włoski aktor Gian Maria Volonté to spryciarz, któremu nie udowodniono winy i eskortowano go jako podejrzanego. Jednak z pewnością ma on na sumieniu niejedno przestępstwo i raczej nie myśli o spokojnej emeryturze. Volonté nieraz grał złoczyńców, bo w takich rolach spisuje się wybornie.

Obsadzenie znanego komika Bourvila w roli inspektora Mattei wygląda jak nieśmieszny żart (to tak jakby Lesliego Nielsena obsadzić w roli „brudnego” Harry’ego), a jednak André Bourvil sprawdził się w tej niekomediowej roli. Mattei to dobry detektyw, który szybko podejmuje decyzje, nie traci czasu na zbędną gadaninę i umie przewidzieć ruchy przeciwnika. To sprawia, że nie musi biegać za przestępcami – oni sami do niego przyjdą jeśli rozegra partię w rozsądny sposób, z wykorzystaniem umysłu a nie mięśni. Czwartym istotnym bohaterem tej historii jest Jansen, którego zagrał Yves Montand. Ten były gliniarz i snajper o sokolim wzroku otrzymuje szansę, by wyjść z wyniszczającej go choroby alkoholowej. W swoim domu z butelką wódki jest zupełnie bezużyteczny – bierze udział w akcji, by komuś się przysłużyć. Komu? To bez różnicy, bo pracując w policji przekonał się, że gliniarze niczym nie różnią się od kryminalistów. Ważną postacią jest właściciel nocnego lokalu, Santi (François Périer), który nie chce być kapusiem, ale zostaje postawiony pod ścianą, pozbawiony możliwości wyboru.

Paryski świat przestępczy został tu przedstawiony w sposób oszczędny i ascetyczny. Nie ma tu spektakularnych akcji, a historia opowiedziana jest skromnie, by nie powiedzieć monotonnie i nużąco. Taki sposób okazał się jednak idealny do zaprezentowania działań prawdziwych profesjonalistów, którzy nie zadają pytań i z ogromnym spokojem wykonują to co do nich należy. Chłodny profesjonalizm, wyalienowanie, dążenie do perfekcji, solidarność i pogarda dla władzy czynią z nich interesujących, niejednoznacznych bohaterów – samotnych strzelców mających tyle samo atutów co ułomności. Mimo iż świat stworzony przez Melville’a wydaje się nie do końca prawdziwy postacie gangsterów nie są bezmyślnymi maszynami do zabijania, ale prawdziwymi ludźmi. Francuski autor kryminałów bywa porównywany do innego francuskiego minimalisty Roberta Bressona. Obaj filmowcy odrzucają teatralną formę, której podstawowe cechy to dominacja dialogu i aktorskiej ekspresji. Zarówno Melville jak i Bresson skupiają się na drobiazgowej inscenizacji i prozaicznych czynnościach, a postaci pokazują jako istoty zimne, odarte z wszelkich emocji i uczuć. Obaj większą wagę przywiązują do pracy z dźwiękowcami niż kompozytorem. Jednego i drugiego autora cechuje asceza i profesjonalizm typowe dla artystów a nie rzemieślników.

W kręgu zła to wzorowy reprezentant francuskiej odmiany kryminału. Film jest prosty, ale użyty w nim minimalizm działa na widza pozytywnie. Połączenie wymownej ciszy i licznych niedomówień ze schematyczną historią gangsterską w doborowej obsadzie to naprawdę kawał porządnego kina. Wyczuwalna jest tu poetyka czarnego kina amerykańskiego (film noir), a napięcie budowane jest jak w hitchcockowskim thrillerze. Działania bohaterów zmierzają do brawurowego finału, lecz po scenie finałowej widz nie odczuwa pełnej satysfakcji. Nie dlatego że reżyser odstawił fuszerkę, ale dlatego że trudno zdefiniować tu pojęcie dobra i zła. Komu powinniśmy kibicować? Czy policjantowi, bo łapie przestępców? Czy może recydywistom, bo strzelają tylko w ostateczności i stanowią zgraną paczkę, która wspólnie może dokonać wielkich czynów? Le Cercle Rouge (co w dosłownym tłumaczeniu oznacza Czerwony krąg) to znakomity eurocrime, na którym można łatwo zasnąć, ale można też znaleźć kilka ciekawych patentów, które czynią z niego interesujące, stylowe i mimo wszechobecnej monotonii – wciągające i niezapomniane kino.







  • Simon Dark

    Jeden z najlepszych filmów historii kina






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

#17 Ostatni sprawiedliwy

Następny tekst

Fota #17 - Bracia Marx



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE