VHS

VHS: Martwica mózgu

Prześmiewcy twierdzą, że przyjemność z oglądania tego filmu można czerpać wyłącznie wówczas, gdy samemu cierpi się na martwicę mózgu. Koneserzy złych filmów nie dadzą się jednak tak łatwo zniechęcić.

Autor: Jarosław Kowal
opublikowano

Gdyby Mel Brooks nakręcił film o zombie...

Martwica mózgu trafiła na polskie taśmy VHS za sprawą Vision – dystrybutora na tyle dużego, że o cieszących ucho wpadkach językowych niestety nie ma mowy. Największą niedorzecznością zdaje się być hasło z okładki: „Horror ’93 – przebił Candymana i Kleszcze”. Candyman faktycznie był dość świeżym pomysłem na początku lat dziewięćdziesiątych, ale zwycięstwo nad Kleszczami? Z drugiej strony, przy Piątku trzynastego IX czy Karle rywalizacja w 1993 roku nie mogła być aż tak trudna…

Zwiastuny umieszczone na początku taśmy tradycyjnie nijak mają się do filmu, a każda z tych produkcji to dzieło kompletnie dzisiaj zapomniane – Dokąd zawiedzie cię dzień, Ucieczka niewinnego, Trwoga o północy i Zasadzka w Waco, której zapowiedź najprawdopodobniej napisał dziesięciolatek w ramach pracy domowej z języka polskiego. „Zapraszamy na film kupiony przez największe telewizje świata. Najlepszy film ostatnich czterech lat, najlepsze recenzje w prasie i telewizji, zapraszamy do obejrzenia filmu” – no cóż… na Filmwebie znajdziecie go pod tytułem Oblężenie Waco, a te wszystkie „najlepsze recenzje” zachęciły do wystawienia oceny zaledwie pięćdziesiąt osiem osób.

Na szczęście Vision stanęło na wysokości zadania (choć podejrzewam, że dość przypadkowo) i na polski rynek trafiła brytyjska wersja filmu, czyli trwający sto trzy minuty komplet scen, zamiast amerykańskiego odpowiednika skróconego najpierw do dziewięćdziesięciu siedmiu minut, a później do osiemdziesięciu pięciu. „Film jest ekstremalnie przerażający, obrzydliwy, makabryczny, brudny, wywołuje wstręt i jest hańbiący. Właściwie niemożliwe jest opisane zawartej tu krwawej przemocy i kanibalizmu. Trzeba też dodać, że nie ma żadnego czynnika odkupującego popełnione zbrodnie” – tak przekonywali urzędnicy z South African Committee of Publications i nie zamierzam się z nimi kłócić. Każde z użytych przez nich określeń jest prawdą. Odwalili kawał solidnej, recenzenckiej roboty, ale przecież nikogo z was, osób świadomie wybierających tekst o filmie zatytułowanym Martwica mózgu, nie może to zniechęcić.

Za reżyserię odpowiada Peter „nie-radzę-sobie-z-wysokim-budżetem” Jackson – dla wielu przede wszystkim głosiciel wizji J.R.R. Tolkiena, a także jego doczesny namiestnik, który w świetnym stylu tchnął nowe życie we Władcę Pierścieni, a także popełnił spektakularną trylogię o chodzeniu, pobudzającą fantazje amatorów nordic walkingu na całym globie – Hobbita. Oglądając dzisiaj jego wczesne dzieło, można wychwycić wiele ciekawostek z późniejszej, mainstreamowej kariery. Chociażby początkowe sceny – akcja toczy się na Wyspie Czaszek, dzisiaj w sposób oczywisty kojarzonej z King Kongiem. Nie jest to przypadek, Jackson uwielbia historię władcy małp i tuż po osiągnięciu komercyjnego sukcesu postanowił stworzyć własną wersję, niestety bardzo przeciętną (tak, to ta trzygodzinna, gdzie Jack Black próbował być poważny). W King Kongu pojawiło się odniesienie do Martwicy mózgu – na jednym z ładunków transportowanych przez okręt przenoszący Konga widnieje napis „Sumatrańska szczuro-małpa – uwaga, gryzie!”, z kolei scena na Wyspie Czaszek z Martwicy została uwieczniona w dokładnie tym samym miejscu, gdzie w Powrocie Króla ulokowano Ścieżkę Umarłych.

Ostatnio dodane