VHS

UKRYTY. VHS-owy prototyp agenta Coopera

Po trzydziestu latach od premiery, pierwszy film MacLachlana bez Davida Lyncha na stanowisku reżysera broni się zaskakująco dobrze. Jest to jedna z tych historii, które warto ocalić od zapomnienia.

Autor: Jarosław Kowal
opublikowano

Ten obcy

Są aktorzy, których można utożsamiać z ich postaciami. Danny Trejo niemal zawsze jest wrednym typem gotowym do wyrwana wnętrzności swoich wrogów gołymi dłońmi; Morgan Freeman to doświadczony przez życie gliniarz, biznesmen albo… bóg; a Jennifer Aniston to po prostu Rachel Green. Z kolei Kyle MacLachlan na ogół jest zagadkowym elegantem uwikłanym w dziwaczną intrygę. Agent Dale Cooper nie był jednak pierwszy, trzy lata wcześniej poznaliśmy innego agenta FBI – Lloyda Gallaghera.

Podobieństwa pomiędzy Ukrytym a Miasteczkiem Twin Peaks nie kończą się na postaci głównego bohatera. Już w na samym początku filmu poznajemy pierwsze wcielenie czarnego charakteru – przemieszczającego się błyszczącym ferrari rabusia, którego odegrał Chris Mulkey vel Hank Jennings. Wkrótce na jego drodze stają szeryf Truman i agent Cooper… To znaczy sierżant Beck i agent Gallagher, ale chemia pomiędzy nimi jest bardzo zbliżona do duetu znanego z Miasteczka Twin Peaks. Beck/Truman to prawy człowiek, który załatwi pięścią to, czego nie mogą załatwić słowa, natomiast Gallagher/Cooper jest oderwanym od rzeczywistości funkcjonariuszem o nieskazitelnej moralności i nietypowym metodach śledczych.

Podobieństw jest więcej – wątki paranormalne, tajemnice, zwierzęta, które nie są tym, czym się wydają być – ale prawdopodobieństwo, że David Lynch zainspirował się filmem okupującym dolne półki regałów w wypożyczalniach kaset wideo, jest znikome. W tamtych czasach tak zwane buddy cop movies były wyjątkowo popularne (wystarczy wspomnieć Zabójczą broń, 48 godzin czy Alien Nation, które najbardziej przypomina Ukrytego), a twórczość Lyncha sprzed Zagubionej autostrady często nawiązywała do popkulturowych schematów, zazwyczaj ukazując ich skrzywione oblicze. Z drugiej strony trudno pisać o podobieństwie do serialu, który sam do siebie z sezonu na sezon przestaje być podobny.

Filmy pokroju Ukrytego zawsze będą o krok przed xXx czy innymi Szybkimi i wściekłymi właśnie z tego jednego względu - przy całej swojej absurdalności wciąż dostarczają brutalnej rozrywki, a przelewana w nich krew nie jest dodawana w postprodukcji.

Tym, co wyróżnia Ukrytego na tle wielu podobnych produkcji, są przede wszystkim scenariusz oraz jego realizacja. Dzisiaj film Jacka Sholdera (reżysera między innymi Generation X, czyli pierwszej próby ekranizacji przygód mutantów Marvela oraz drugiej części Koszmaru z ulicy Wiązów) może kojarzyć się z obrazami przeznaczonymi wprost na rynek wideo, a jednak wyświetlano go także w kinach, gdzie zdołał zarobić niemal dziesięć milionów dolarów przy budżecie na poziomie pięciu milionów. Głos Zdzisława Szczotkowskiego (lektora znanego z wielu VHS-owych hitów, między innymi z Conana Barbarzyńcy czy Wejścia smoka) rzuca na widza czar, ale szybko okazuje się, że pomijając użycie kilku wyświechtanych klisz, dostajemy przyzwoity thriller z solidnym, aczkolwiek zbyt łatwym do zdemaskowania twistem, a także ciekawe science fiction, kilka wątków humorystycznych i bardzo dobre sceny akcji z pokaźną liczbą trupów w tle. Filmy pokroju Ukrytego zawsze będą o krok przed xXx czy innymi Szybkimi i wściekłymi właśnie z tego jednego względu – przy całej swojej absurdalności wciąż dostarczają brutalnej rozrywki, a przelewana w nich krew nie jest dodawana w postprodukcji.

Historia jest bardzo dobra i gdyby akurat o nią upomniało się Hollywood, nie miałbym żadnych obiekcji. Pochodzący z innej planety antagonista jest zły do szpiku kości, choć może nie jest to nawet kwestia świadomego występowania przeciwko społecznym normom, on ich po prostu nie zna, a moralność jego świata najwyraźniej jest skrajnie odmienna. Jeżeli czegoś pragnie, musi to mieć, a jeżeli ktoś stanie mu na drodze, musi go zgładzić. Nie ma tu zbędnych ceremoniałów i pogaduszek, obcy zabija z zimną krwią tylko po to, aby usunąć przeszkodę. Wiemy już, że Rihanna i Lupita Nyong’o wystąpią razem w produkcji typu buddy movie, a ten scenariusz byłby dla nich idealny, wpasowałyby się w standardy tworzenia dzisiejszych remake’ów.  Żeby jednak nie było zbyt grzecznie, za kamerą musiałby stanąć Chad Stahelski (ten od dwóch części Johna Wicka).

Ukryty to fascynujące połączenie schematów i zaskoczeń. Z jednej strony mamy scenę pościgu, w której samochód roztrzaskuje przenoszoną przez ulicę taflę szkła (trudno o bardziej oklepany pomysł), z drugiej pojawiają się zaskakujące rozwiązania, a walka ze złem, które zdaje się być niemożliwe do ujarzmienia, trzyma w napięciu przez całe dziewięćdziesiąt siedem minut. Obcy w swojej zawziętości i potędze przypomina Predatora, ale zamiast włóczni nosi na ramieniu magnetofon, słucha pudel metalu, a ze sklepów wykrada kasety magnetofonowe. Krótko pisząc, dla osób z sentymentem do lat 80. jest to pozycja obowiązkowa, dla wielbicieli Miasteczka Twin Peaks także oraz dla każdego, kto lubi kino akcji i science fiction w czysto rozrywkowym, lecz niebanalnym wydaniu.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane