Recenzje

Tylko ty (1994)

W pogoni za przeznaczeniem.

Autor: Anna Niziurska
opublikowano

Jedenastoletnia Faith dowiaduje się podczas dziecięcej zabawy we wróżby, że jej przyszłym mężem będzie Damon Bradley. Czternaście lat później zamierza wziąć ślub z ortopedą, Dwaynem. Niespodziewanie odbiera telefon od mężczyzny, który tłumaczy, że jest przyjacielem jej narzeczonego i przeprasza, ale nie może przybyć na ślub, ponieważ leci do Wenecji. Przedstawia się jako Damon Bradley.

Przyznaję, że przeczytawszy przed seansem Tylko ty zarys fabuły, pomyślałam, że albo scenarzysta był kompletnie pijany, gdy wpadł mu do głowy pomysł na scenariusz, albo to kiepski żart z komedii romantycznych bądź filmów dla kobiet. Do obrazu Normana Jewisona podchodziłam z dużą dozą ostrożności, by nie powiedzieć niechęcią. Co to za pomysł na scenariusz? Stopień nieprawdopodobieństwa fabuły był dla mnie tak wielki, że niemożliwy do przeskoczenia nawet w filmie, gdzie przecież stać się może wszystko.

Jakież było moje zdziwienie, gdy – mimo obaw – postanowiłam obejrzeć obraz Jewisona, a on bez ogródek i zbytnich wstępów dosłownie mnie pochłonął!

Każdy z nas ma zapewne takie filmy, które urzekły go już od pierwszej chwili. Być może za sprawą nieszablonowego rozpoczęcia historii, zabawnej sceny otwierającej produkcję, ulubionego aktora albo po prostu atmosfery filmu. Tylko ty ma w sobie coś takiego, co sprawiło, że pokochałam ten obraz od razu. Dlaczego? Może za sprawą głównej bohaterki, Faith (Marisa Tomei), humoru, którym podszyty jest film, pięknych ujęć Wenecji i Rzymu. A może ta nieprawdopodobna fabuła, która początkowo była zarzutem, stała się mocną stroną.

Jewison, który przed Tylko ty wyreżyserował między innymi Skrzypka na dachu czy Jesus Christ Superstar, stworzył naprawdę dobrą komedię romantyczną. Oczywiście, że scenariusz napisany jest z przymrużeniem oka. Faith jako kobieta, która od dziecka wierzy w przeznaczenie, rzuca wszystko, by poznać Damona Bradleya. Na dziesięć dni przed ślubem pędzi na lotnisko, by wsiąść w samolot do Wenecji i tam szukać tego, którego nazwisko wypadło podczas wróżby czternaście lat wcześniej. W tym wszystkim pomaga jej przyjaciółka i szwagierka – Kate (Bonnie Hunt), której małżeństwo przechodzi kryzys. Kobieta jednak nie skupia się na własnych problemach, tylko stara się swoim racjonalnym umysłem wesprzeć poszukiwania Faith. Podczas szalonej wyprawy przyjaciółki poznają Petera (w tej roli znakomity Robert Downey Jr.) oraz Giovanniego (Joaquim de Almeida). Czy podróż do Włoch przyniesie spełnienie marzeń o wielkiej miłości obu kobietom? Czy może wręcz przeciwnie – wrócą do domu i będą dalej wiodły życie, które prowadziły do tej pory?

Mimo że film nie zdobył żadnej znaczącej nagrody, jest dobrym seansem do obejrzenia na przykład w piątkowy wieczór. Mamy tutaj odpowiednią dawkę wzruszenia, nostalgii, tęsknoty za marzeniami, ale też humoru i zabawnych scen. Urzekła mnie główna bohaterka – Marisa Tomei jest dla mnie bardzo wiarygodna. Jej kreacja Faith to mieszanka romantyczki wierzącej w przeznaczenie i racjonalnie myślącej kobiety, która podejmuje decyzję o wyjściu za mąż za ortopedę. Co z tego, że nie uklęknął – to lekarz, oni nie muszą klękać. Co z tego, że nie ma poczucia humoru – ratuje ludzkie życie (no dobrze – stopy). Mniej więcej w ten sposób Faith próbuje przekonać samą siebie, że podjęła właściwą decyzję. I nawet to, że narzeczony obiecał swojej matce, że dziewczyna włoży jej suknię ślubną, nie doprowadza Faith do szału, a wręcz przeciwnie – przymierza ją i stara się wmówić sobie, że wygląda dobrze. Ale gdy odbiera telefon od tajemniczego Damona Bradleya, wraca romantyczka z dzieciństwa, wracają marzenia.

Na wielki plus zasługuje również kreacja Petera, stworzona przez Roberta Downey Jra. To, co ten mężczyzna wyrabia w filmie, aby zdobyć serce ukochanej, budzi szczery uśmiech na twarzy. Gra aktorska odtwórcy roli Chaplina zasługuje na pochwałę – Petera chyba nie sposób nie polubić.

Film naszpikowany jest zabawnymi dialogami, scenami, które wywołują śmiech. Ale wszystko tutaj ma swój smak, również humor – nie jest nachalny, nie obraża widza. Raczej buduje nastrój filmu, nie wychodząc na pierwszy plan.

Do tego wszystkiego mamy przepiękne widoki Włoch. Razem z bohaterami podziwiamy z gondoli Wenecję, spacerując, poznajemy piękno Rzymu nocą i wreszcie jedziemy samochodem do Positano, mijając po drodze bajeczne krajobrazy. Kto nigdy nie był we Włoszech – film Jewisona powinien skutecznie zachęcić do podróży! A ja zachęcam do obejrzenia Tylko ty – romantycznego spojrzenia na pogoń za szczęściem i przeznaczeniem.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane