Recenzje

THE MONSTER. Matka, córka i potwór

"The Monster" stanowi przykład, że stworzenie horroru łączącego grozę ze społecznym zacięciem nie jest banalnie proste.

Autor: Dawid Konieczka
opublikowano

W dobie największego zachwytu horrorami, które ostatnimi czasy zwykło się przyozdabiać przedrostkiem „post”, opowieści grozy operujące bardziej tradycyjną formą muszą się natrudzić, by zyskać sympatię odbiorców. Chcąc niejako nie ignorować istnienia horrorów-metafor, reżyserzy czasem starają się włączyć do swoich filmów grozy jakieś podłoże o zacięciu społecznym lub psychologicznym. Podobna idea wyraźnie przyświecała także Bryanowi Bertinowi i The Monster z 2016 roku. Jego film na skali rozpiętej między Babadookiem a Obecnością sytuuje się gdzieś pośrodku, chociaż żadnemu z tych biegunów nie dorównuje niestety jakością. Psychologizacja i klasyczne reguły horroru miały zostać tu połączone, niestety reżyser za bardzo skupił się na dopracowaniu pierwszego elementu, zaniedbując drugi.

Fabuła filmu Bertina skupiona jest wokół Lizzy (Ella Ballentine) i jej matki, Kathy (Zoe Kazan). Podróżują one samochodem przez las, by dotrzeć do domu byłego już męża Kathy, a ojca dziewczynki. Podczas jazdy bohaterki potrącają wilka i ulegają wypadkowi, co jednocześnie unieruchamia ich samochód. Wkrótce okazuje się, że zepsute auto to najmniejsze ze zmartwień Kathy i Lizzy, w lesie czai się bowiem tytułowe krwiożercze monstrum. Szkielet fabularny jest zatem banalnie prosty, ale co jest interesujące w The Monster, to pogłębiona psychologicznie relacja między bohaterkami. Zarówno matka, jak i córka wiedzą bowiem, że Lizzy nie ma zamiaru wracać do Kathy. Kobieta zmaga się z problemem alkoholowym, z czym wiąże się jej kompletna nieodpowiedzialność i agresja. To właśnie związek matki i jej dziecka stanowi kluczowy element The Monster. Atak potwora staje się bodźcem do zmiany; w obliczu sytuacji zagrożenia życia, zwłaszcza tak nietypowego, w Kathy z czasem zaczynają budzić się matczyne instynkty, natomiast Lizzy, po wielokroć powtarzająca do matki słowa „nienawidzę cię”, coraz bardziej poszukuje jej opieki. Bertino zmienia swoje bohaterki stopniowo, a ich odradzająca się więź stanowi najciekawszy punkt filmu, również za sprawą solidnych głównych ról.

Skoro twórcy tak zależało na dalszym pogłębianiu relacji między bohaterkami, mógł napisać dla nich więcej scen dialogowych, którymi przy okazji podreperowałby dramaturgię.

Koncentracji na związku matki i córki sprzyja także realizacyjna kameralność. Niemal wszystkie sceny rozgrywają się w ograniczonej przestrzeni, czy to wewnątrz samochodu, czy w promieniu kilku metrów od niego. Bertino zmniejsza miejsce akcji jeszcze bardziej dzięki wszechobecnej ciemności i deszczowi dodatkowo zawężającemu pole widzenia. Taka oszczędna inscenizacja pomaga budować intymną relację między bohaterkami i teoretycznie powinna sprzyjać kreowaniu nastroju —The Monster to w końcu horror. Zdaje się jednak, że reżyser tak dużą wagę przyłożył do przedstawienia wiarygodnej relacji rodzicielskiej, iż zapomniał o gatunku, który jego film ma reprezentować. W efekcie Bertino nie poświęca wystarczająco dużo czasu na zbudowanie napięcia związanego z samym potworem. Fakt, sceneria i zdjęcia mają swój klimat, ale monstrum, gdy już się pojawia, to po prostu atakuje i nie daje wytchnienia. Stąd dość rozczarowująca końcówka, bardzo prosta, pozbawiona jakiejkolwiek subtelności. Na dodatek w dwóch czy trzech momentach kiełkujący niepokój zostaje nagle zduszony przez zbędne retrospekcje potwierdzające to, co już dobrze wiemy — że rodzina Kathy i Lizzy nie funkcjonuje poprawnie. Skoro twórcy tak zależało na dalszym pogłębianiu relacji między bohaterkami, mógł napisać dla nich więcej scen dialogowych, którymi przy okazji podreperowałby dramaturgię.

Wydaje się zatem, że gdyby skierować The Monster do ponownego montażu, ewentualnie zadbać jeszcze o kilka dokrętek, film wyraźnie by zyskał. Horror nie wybroni się całkowicie ani świetnie napisanymi postaciami i wzorowo nakreślonymi relacjami między nimi, ani sugestywną inscenizacją, gdy niezbędne przecież napięcie zostaje zaniedbane. Pomiędzy dramatem rodzinnym a opowieścią mrożącą krew w żyłach niewiele jest bowiem płynności. A szkoda, bo obraz Bryana Bertina mógł być kolejną perłą spod znaku studia A24 i kolejnym interesującym filmem grozy o niebanalnej podbudowie. Pozostała jedynie podbudowa.

Ostatnio dodane