Sztuczne światy

Sztuczne światy – MRÓWKA Z

Autor: Maciej Niedźwiedzki
opublikowano

Początkowy monolog mrówki Z-4195, dubbingowanej przez Woody’ego Allena, mógłby równie dobrze rozpoczynać Annie Hall. Z przeprowadza autoanalizę i podsumowuje swoje życie. Wyrzuca z siebie wszystkie pretensje, znajduje winnych wokół, oskarża też samego siebie i spisuje się na straty. Matka nie poświęciła mu odpowiedniej ilości czasu, jego ojciec był łamagą. Z to urodzony pesymista i samotnik. Fatalnie czuje się, żyjąc w ogromnym mrowisku, gdzie każdemu osobnikowi tuż po urodzeniu z góry zostaje przypisana społeczna rola. Można zostać albo robotnikiem albo żołnierzem. Oba warianty nijak mają się do potrzeb Z, niepotrafiącemu podporządkować się systemowi. Główny bohater jest indywidualistą, w żadnym stopniu – częścią grupy. To świadoma swoich kompleksów jednostka, szukająca sensu życia i jakiejkolwiek motywacji. Kolejny bohater-neurotyk, osobnik tak często spotykany w twórczości samego Allena, to wręcz dla niego archetypiczna postać, symbol jego kina.

Jak się można spodziewać, antidotum na emocjonalny marazm i nudę będzie miłość. To oczywiście nie zaskoczenie, raczej standard. Podany jest on jednak z wyczuciem, wprawą i lekkością. Depresyjna, ale też zabawnie zgryźliwa spowiedź mrówki u psychiatry idealnie wprowadza w nastrój tej animacji.

c

Mrówka Z jest przesiąknięta klimatem kina Allena. Nawet nie potrzeba jego fizycznej obecności, wystarcza rozpoznawalny głos, by film nabrał specyficznej dla twórczości nowojorczyka dramatycznej tonacji. Oczywiście w przypadku Mrówki Z kryje się za nim znacznie więcej: wyrafinowana ironia, koncentracja na sferze psychologicznej postaci – nie mniej gadatliwych – i błyskotliwe dialogi. Aż trudno uwierzyć, że ich autorem nie był autor Zeliga. To ten sam poziom, równie sprawne pióro.

Bardzo niefortunnie praktycznie w tym czasie, co Mrówka Z, do kin weszło Dawno temu w trawie Pixara. Nie potrafię zdecydować, która z tych animacji jest lepsza. Obie uważam za artystycznie spełnione, ale realizujące jednak inny model kina. Osiągają podobnie satysfakcjonujący efekt, używając przy tym innych narzędzi. Pixar w swoim filmie wchodzi na poziom metatekstowy, parafrazując i pastiszując gatunkowe schematy. To prawdopodobnie fabularnie najmniej oryginalna animacja tego studia, oparta na kulturowym recyklingu, ale bezbłędnie wypełniająca konwencję kina postmodernistycznego. Chodzi w niej o zabawę, grę z widzem.

b

W filmie Dreamworks ten sam owadzi mikrosystem jest przede wszystkim alegorią naszego, ludzkiego podzielonego na klasy społeczeństwa. Mrowisko przypomina metropolię. Na wyższych kondygnacjach wznosi się pałac matki-królowej, na dole robotnicy w znoju drążą tunele. Doszło do skrajnej uniformizacji, zanikły różnice, każdy jest taki sam. Nawet w wolnym od pracy czasie mrówki, będąc w klubie, zaczynają tańczyć na jeden sygnał, mechanicznie powtarzając te same ruchy. Bez żadnego sprzeciwu, ale z uśmiechem na ustach. To jednak nie totalitaryzm (daleko mu do dystopijnych orwellowskich wizji), ale przyjęta przez wszystkich hierarchia. Model życia, który trzeba wypełniać. Jedyny właściwy i niestety jedyny możliwy do wyboru. To tradycja, którą ma się we krwi. Między innymi takim stanem rzeczy sfrustrowany jest Z. Chce od tego uciec i żyć w samotności, później stadny instynkt okaże się silniejszy.

Mrówka Z, paradoksalnie, wychwala jednak zbiorowość. Życie społeczne jest konieczne dla psychicznego zdrowia jednostki. To system naczyń połączonych – tak jak wieża zbudowana przez mrówki w finale. Nic tak się nie cieszy jak sukces w grze zespołowej. Dopiero pod koniec uświadamia sobie to tytułowy bohater.

b

Wcześniej Z, razem ze swoją ukochaną księżniczką Balą, docierają do celu ich wyprawy – Insektopii. To nic innego jak sielankowe wysypisko śmieci. Jedzenia jest tam oczywiście pod dostatkiem, jednak czuć, że czegoś w tym wszystkim brakuje. To niedoskonały raj. Na szczęście Z zmuszony jest go opuścić. Jestem bowiem pewien, że pozostając tam, wpadłby w jeszcze większą depresję. Dobrobyt zabiłby w nim jakąkolwiek chęć życia. 

Insektopia oraz epizodycznie pojawiający się ludzie odgrywają bardzo ważną rolę w tej opowieści. Wprowadzają nowy wymiar do życia mrówek, to nawet pewien rodzaj mistycyzmu. Insektopia jest czymś na wzór nieba, jednocześnie jakimś tabu, o którym nie można głośno mówić. Ogromnych rozmiarów człowiek pomaga oddać faktyczną skalę wydarzeń. Twórcom udaje im się również wydobyć dzięki temu ładną przenośnię, choć niewątpliwie frapującą. Mrówki na Ziemi, są tak samo drobni jak my-ludzie we wszechświecie. Naszego krzyku nikt nie usłyszy, nasze wewnętrzne tragedie tak niewiele znaczą. Allen na pewno przyklasnął tej melancholijnej tonacji.

b

W Mrówce Z bardzo doceniam to, jak dużo jak jest w niej ekspozycji, refleksji nad mrówczym ustrojem społecznym i psychologiczną kondycją bohatera. Nie chodzi tak bardzo o pogonie, atrakcje czy „dzianie się”. Akcja często stoi w miejscu, nie ruszamy się do przodu, ale w głąb przedstawionego świata. Dopiero pod koniec filmu, nieco też na siłę, wprowadzony zostaje przeciwnik– niestety o mało przekonującym, kulawym planie. Można na to przymknąć oko, ponieważ to tylko mała scenariuszowa rysa na tym niebanalnym i niezwykle twórczym tekście. 

Szkoda, że Dreamworks niedługo potem zapomniał, co stanowi o sile każdej produkcji. Jednak jego Mrówka Z niewątpliwie była zapowiedzią wielkiego kina animowanego XXI wieku.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane