Recenzje

SZABLA OD KOMENDANTA (1995)

Lekko, potoczyście i bez jednej fałszywej nuty.

Autor: Adrian Szczypiński
opublikowano

Wsi spokojna, wsi wesoła

Na hasło „wieś w kinie polskim”, przez lata odpowiadano trylogią Sylwestra Chęcińskiego i Andrzeja Mularczyka o repatriantach z Krużewnik. Na początku lat 80. Witold Leszczyński pokazał zacofaną, zapyziałą, ale żyjącą swym świętym, wewnętrznym porządkiem wieś w Konopielce. Po zrobieniu kilku kultowych komedii, swe miejsce w zacisznym Gzowie odkrył Andrzej Kondratiuk, gdzie realizował oniryczne obrazy o przemijaniu. Wreszcie u progu lat 90. polska wieś doczekała się prawdziwego mistrza w malowaniu kamerą na pozór niewidocznych i trudnych do wiarygodnego uchwycenia relacji i nastrojów (a czasem i magii), rządzących naszymi sielskimi małymi ojczyznami.

Jan Jakub Kolski – bo o nim oczywiście mowa – znalazł na wsi to, co pokazywał już nam Andrzej Kondratiuk, lecz przekazał to widzom we własnym, godnym pozazdroszczenia stylu. Pograbek, Pogrzeb kartofla, Grający z talerza, Cudowne miejsce czy wreszcie najbardziej popularny z nich Jańcio Wodnik przedstawiały drugą, tę nieznaną stronę wsi jako miejsca świętego, przeklętego, mistycznego, zaczarowanego, targanego namiętnościami i uprzedzeniami, zawiniętymi w gęsty i nieprzepuszczalny kokon uświęconej religią tradycji. Głównymi bohaterami u Kolskiego byli odszczepieńcy, dziwacy i ekscentrycy, stający ością w gardle „normalnej” społeczności. Generalnie tematyka jego filmów była ciężka, mroczna i pesymistyczna. Lecz oto w 1995 roku Jan Jakub Kolski napisał i wyreżyserował komedię Szabla od Komendanta.

To prawdziwy oddech po mrocznej tematyce poprzednich filmów Kolskiego.

Na małej polskiej wsi Będkowo (jakżeby inaczej), prawdopodobnie gdzieś w latach 70., żyło sobie czterech starych przyjaciół, walczących onegdaj u boku samego komendanta Piłsudskiego. Kotek (Franciszek Pieczka), Ignatko (Wiesław Gołas) i Gniewisz (Witold Pyrkosz) żyją sobie beztrosko, wspominając stare dzieje i dawno przepitą fortunę, którą za młodu otrzymali od Komendanta za bohaterstwo. Lecz najstarszy nich, szwoleżer Jakubek (Bronisław Pawlik), wciąż z dumą nosi przy sobie szablę, którą dostał od Komendanta. On też, jako najstarszy, już podjął kroki, by godnie znaleźć się na tamtym świecie. Ale prawdziwym powodem tego pośpiechu do nieba bram jest Brzózka, młodzieńcza miłość Jakubka, opłakującego jej śmierć w wojnie polsko-bolszewickiej. Trumna gotowa, mundur gotowy, przyjaciele przygotowani, więc Jakubek, spadłszy z konia, staje przed obliczem św. Piotra. Lecz apostoł, widząc szablę u boku Jakubka, zabronił wejścia do nieba. Interwencja samego pana Komendanta nieoczekiwanie zawróciła starego szwoleżera na ziemski padół. Bowiem zgodnie z przysięgą, Jakubek miał przed śmiercią przekazać oręż wnukowi, a jedyny syn Jakubka, Janeczek (Wojciech Malajkat), poza botaniką i książkami świata nie widzi i do kobiet mu nieśpieszno. Tak więc czterech seniorów, używając najprzeróżniejszych forteli, stara się wyswatać nic nie podejrzewającego Janeczka, by Jakubkowi wnuka przysposobić. A weteranom fantazji nie brakuje…

Szabla od Komendanta to prawdziwy oddech po mrocznej tematyce poprzednich filmów Kolskiego. Charakterystyczna dla tego reżysera, ponura i czasami odstręczająca mistyka tutaj zamienia się w sielską, pogodną i „oswojoną” bajkowość. Kolski napisał tę historię lekko, potoczyście i bez jednej fałszywej nuty. Całość toczy się pewnym dostojnym rytmem ludowej przypowieści, film daje wręcz namacalną radość oglądania. Radość wzmacnianą śmiechem, ponieważ Kolski nieoczekiwanie objawił się tu jako znakomity autor komediowy. Szczególnie śmieszą perypetie szukania Janeczkowi kobiety przez dziarskich staruszków. W tych rolach można nacieszyć oko wspaniałą grą weteranów polskiego kina i teatru. Bronisław Pawlik, Franciszek Pieczka, Wiesław Gołas i Witold Pyrkosz dali prawdziwy komediowy koncert gry. Rzadka to okazja, móc zobaczyć w filmie kinowym taką obsadę (telenowel nie liczę).

W ich świetle nieco słabiej i mniej charakterystycznie wypadło młodsze pokolenie, reprezentowane przez Wojciecha Malajkata, Grażynę Błęcką-Kolską (stały etat w filmach męża-reżysera), Annę Majcher i Dariusza Siatkowskiego. Zaś w epizodach można zobaczyć braci Grabowskich (w tym Andrzeja sprzed „kiepskich” czasów, w urzekającej prostotą wyrazu roli ruskiego żołnierza) oraz śpiewającą na wiejskiej potańcówce Annę Marię Jopek, wtedy jeszcze małą znaną wokalistkę. Wykonuje ona piosenkę skomponowaną przez Waldemara Wróblewskiego, autora całej ilustracji muzycznej filmu.

Ilustracji – tu muszę to przyznać – jednej z najwspanialszych, jakie kiedykolwiek słyszałem. Muzyka Waldemara Wróblewskiego jest dokładnie taka sama jak film Kolskiego – piękna, cudowna, urzekająca, radosna, mieniąca się wszystkimi barwami tęczy, choć momentami uderzająca w ton zadumy. Nie ma tutaj co prawda wielkiej orkiestry i potężnych ścian dźwiękowych, które lubię w muzyce filmowej najbardziej. Jest za to serce i dusza, które słychać w każdej nucie. Bezdusznie rzecz ujmując, jest to wyjątkowo sprawnie skomponowany i bezbłędnie zagrany soundtrack. Szkoda tylko, że tak trudno go zdobyć…

Bajkową atmosferę podkreślają – oprócz dekoracji i kostiumów – przepiękne zdjęcia Piotra Lenara. W najbardziej klimatycznych momentach filmu kamera płynnie i lekko unosi się w powietrzu, podkreślając niezwykły nastrój towarzyszący bohaterom. Ale – co ważne – wyrafinowana technika operatorska w żaden sposób nie burzy sielankowości i prostoty świata przedstawionego. Nawet obraz nieba w tym filmie jest wystylizowany na wiejską modłę – ot, kilka chałup, stodoła, kury, kaczki, drób i tylko latające aniołki ze skrzydełkami oraz anielski chór, wyśpiewujący Szła dzieweczka do laseczka mówią nam, że Jakubek za chwilę stanie przed św. Piotrem, który go i tak nie wpuści… Przeurocza jest nawet scena kuszenia Jakubka przed diabła (Mikołaj Grabowski), który błyskawicznie zwęszył interes, widząc ten niebiański pat. By uniknąć osadzenia akcji „tu i teraz” i dla głębszej stylizacji na baśń ludową, Kolski bardzo pomysłowo pomieszał epoki historyczne; z dialogów wynika, że fabuła ma miejsce na początku lat 70., lecz bakelitowe radia i strzechy kryte słomą zdają się przeczyć takiemu czasowi akcji.

Kilka lat temu cały świat zachwycał się Amelią, wychwalając jej lekki, odprężający, bajkowy nastrój. Szabla od Komendanta, jakkolwiek jest filmem dużo mniej znanym, niesie w sobie ten sam ładunek optymizmu, prostoty i cudowności. Jan Jakub Kolski swoją bardzo zabawną „krainą łagodności” pokazał, że jego wieś może mieć także drugie oblicze, w które chciałoby się wpatrywać jak najdłużej, ciesząc się każdą minutą istnienia ekranowego świata. Obecnie także jedynego świata, w którym można jeszcze podziwiać talent nieodżałowanego Bronisława Pawlika.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane