Recenzje

SURWIWALISTA. Cicha postapokalipsa

Trudna lekcja przetrwania w przerażająco realistycznej rzeczywistości. Oby nigdy się nie wydarzyła.

Autor: Jan Dąbrowski
opublikowano

Surwiwalista mieszka samotnie, więc musi ciągle być przygotowany do ewentualnej obrony/ataku w razie potrzeby. Nie rozstaje się z nożem i strzelbą.

Wykorzystując zwłoki jako nawóz do hodowli jadalnych roślin i korzystając z zasobów dzikiej przyrody, główny bohater znalazł sposób na życie w postapokaliptycznym świecie. Na jego plan dnia składają się rutynowe kontrole wnyków założonych na zwierzęta, zbieranie grzybów, jagód i użytecznych chwastów, a także pielęgnacja swojej małej farmy w środku lasu. Dzięki dobrej organizacji i dyscyplinie jest samowystarczalny, jednak żyje w ciągłym strachu. Surwiwalista mieszka samotnie, więc musi ciągle być przygotowany do ewentualnej obrony/ataku w razie potrzeby. Nie rozstaje się z nożem i strzelbą. Nie zna dokładnej daty ani sytuacji na świecie, ponieważ w domku nie ma prądu, a on sam nie wychodzi poza swoje gospodarstwo, chyba żeby zrobić pranie w strumieniu. Gdyby nie jego ubrania i niektóre przedmioty, można by pomyśleć, że akcja rozgrywa się w XIX wieku, jednak z oszczędnego prologu dowiadujemy się, że to niedookreślona przyszłość, w której wraz z wyczerpaniem się zasobów ropy zaczęła wygasać ludzkość.

Jednak samotny mężczyzna nie jest jej ostatnim przedstawicielem. Pewnego dnia na na jego małą farmę trafiają dwie kobiety: młodsza Milja (Mia Goth) i starsza, siwowłosa Kathryn (Olwen Fouere), która proponuje wymianę nasion na żywność. Kiedy farmer odmawia, kartą przetargową staje się noc z Milją. Oferta zostaje przyjęta. Od tej pory wszyscy bohaterowie zaczynają funkcjonować w wymuszonym trójkącie wzajemnych zależności. On dzieli się z nimi schronieniem i żywnością, w zamian za pomoc przy jej uprawie oraz seks z młodą dziewczyną. Po latach samotności i milczenia nagle jest z kim porozmawiać, z kim dzielić obowiązki i wspólnie pracować. I choć z czasem postacie zaczynają mieć coraz więcej ludzkich odruchów, wszystkiemu towarzyszy napięcie i podejrzliwość. Zagrożenie może przyjść w każdej chwili, nie tylko ze strony włóczęgów i bandytów, lecz także wewnątrz żyjącej w ciągłym strachu trójki bohaterów. Funkcjonowanie ich małej komuny opiera się tylko na transakcji wiązanej, i tak naprawdę żadna ze stron nie pozwala sobie na luksus zaufania. Decyzje bohaterów motywowane są bowiem chęcią przeżycia.

Wszystkie te emocje udzielają się widzowi podczas seansu, głównie za sprawą bardzo dobrego aktorstwa. Martin McCann w głównej roli jest wychudzonym, zmęczonym człowiekiem o przestraszonym spojrzeniu. To doświadczony przez życie i nękany wspomnieniami samotnik, który narzucił sobie rutynowe działania i w nich znalazł sposób na życie. Nieskończenie cierpliwy i pragmatyczny, stara się pozbyć wszystkich słabości. W filmie prawie nie ma dialogów (przez pierwsze siedemnaście minut nie pada ani jedno słowo), więc większość informacji możemy wyczytać z mimiki twarzy i ruchliwych oczu bohatera. W podobny sposób zagrane są postacie kobiet. Po starej Kathryn widać doświadczenie życia, którego zostało jej niewiele. Jednak jest w pewien sposób nieprzenikniona i potrafi zaskoczyć niektórymi swoimi decyzjami. Postać Milji łączy pozostałych bohaterów, pozostając w ich cieniu, a przy tym nie jest pozbawiona własnych motywacji. Każda postać realizuje swój plan, by przetrwać na swoich warunkach.

Surwiwalista opowiada o twardych ludziach pozbawionych złudzeń, w nieprzyjaznej rzeczywistości apokalipsy spełnionej. Stephen Fingleton wyreżyserował film o prostej fabule, w którym przenika się wiele elementów. Z jednej strony przedstawił świat zdominowany przez naturę wolną od kontroli człowieka i na powrót stała się niemal jedyną żywicielką, a przez to odzyskała należny jej szacunek. Przyroda jest tłem dla wielu scen, jest pięknie i często eksponowana, a obraz dopełniają zastępujące muzykę odgłosy lasu i zjawisk atmosferycznych. O świecie sprzed katastrofy przypominają jedynie relikty przeszłości: stara strzelba, harmonijka ustna czy wymięta paczka znanych papierosów trzymana w blaszanej puszce. Biorąc do ręki kieszonkową Biblię i wyblakłe zdjęcia bohater zamyśla się na chwilę, po czym wykorzystuje je jako podpałkę do piecyka. To, co kiedyś miało treść i przesłanie teraz jest kawałkiem papieru, który trzeba zużywać oszczędnie.

W filmie prawie nie ma dialogów (przez pierwsze siedemnaście minut nie pada ani jedno słowo), więc większość informacji możemy wyczytać z mimiki twarzy i ruchliwych oczu bohatera.

Wśród tych nostalgicznych pamiątek są także książki (w większości o roślinach jadalnych), między którymi znajduje się wydany w 1934 roku album Przymierze ze śmiercią (ang. Covenant With Death) zawierający makabryczne zdjęcia ofiar I wojny światowej. Ich publikacja miała być przestrogą, by nigdy więcej nie doszło do podobnych okropieństw. Dzisiaj wiemy, że zaledwie kilka lat później historia się powtórzyła. Umieszczenie tego albumu w postapokaliptycznym świecie to mocna i gorzka refleksja o ludzkości, która nie potrafi uczyć się na własnych błędach, a każdy kolejny popełnia bardziej spektakularnie. Za to sam film jest kameralny i pozbawiony rozbudowanych scen akcji. To przemyślany i dojrzały thriller o niedobitkach ocalałych z niedookreślonej, wyniszczającej apokalipsy. Napięcie tworzy tu niepewność i strach przed śmiercią, która może przyjść pod postacią żywiołu, choroby albo drugiego człowieka. Surwiwalista to trudna lekcja przetrwania w przerażająco realistycznej rzeczywistości. Oby nigdy się nie wydarzyła.

Tekst pojawił się wcześniej na portalu Trzynasty Schron.

Ostatnio dodane