Recenzje

STRACENI CHŁOPCY. 30 lat od premiery

Film, który obiecuje nieco więcej, niż faktycznie realizuje, ale i tak ogląda się go z niezmiennym sentymentem.

Autor: Karolina Chymkowska
opublikowano

Kalifornijska Nibylandia

Rodzina Emersonów ma za sobą trudny rok. Po rozwodzie matka, Lucy (Dianne Wiest), jest zmuszona przeprowadzić się wraz z synami Michaelem (Jason Patric) i Samem (Corey Haim) do niewielkiej mieściny w Kalifornii – Santa Carla, gdzie mieszka jej lekko zdziwaczały ojciec (Barnard Hughes). Szybko zresztą okazuje się, że w tym mieście – które ponoć zasługuje na miano amerykańskiej „stolicy morderstw” – ekscentryków bynajmniej nie brakuje.

Podczas gdy Lucy usiłuje jakoś związać koniec z końcem, podejmując pracę w lokalnej wypożyczalni kaset wideo i w przerwach flirtując z właścicielem, Maxem (Edward Herrmann), jej synowie zabijają czas, snując się po wytapetowanej informacjami o zaginięciach głównej ulicy. Michaelowi szybko wpada w oko urodziwa Star (Jami Gertz). Nie ma jednak pojęcia, w jak mroczne rejony może go zaprowadzić fascynacja tajemniczą dziewczyną, związaną z liderem motocyklowego gangu, Davidem (Kiefer Sutherland). Tymczasem młodszy, Sam, w sklepie z komiksami wpada na braci Edgara i Alana, identyfikujących się jako łowcy wampirów (Corey Feldman i Jamison Newlander). Początkowo sceptyczny i rozbawiony, z czasem zmieni zdanie, dostrzegając, że zagrożenie jest jak najbardziej realne…

Tytuł Straceni chłopcy nawiązuje do przekształconej w powieść sztuki J.M. Barriego o Piotrusiu Panie i otaczającej go grupie rówieśników, którzy zatrzymali się w czasie. Przeżywają niesamowite przygody w Nibylandii i zdobywają niezwykłe, wręcz magiczne umiejętności, jednak za cenę rezygnacji ze wszystkiego, co składało się na ich wcześniejsze życie, w pierwszym rzędzie – obecności matki. Poszukiwanie opiekunki to jeden z motywów przewijających się przez cykl Barriego, tę rolę pełni na przykład Wendy i to za jej sprawą i pod jej przewodnictwem chłopcy decydują się porzucić wieczne dzieciństwo i dorosnąć. Wampiry w gangu Davida również pozostają wiecznie młode, jednak zapłatą za to jest odseparowanie od innych ludzi i światła dnia, a także konieczność polowania na żywicieli. Szybko możemy się zorientować, że atrakcyjność takiego życia jest tylko pozorna. Chociaż wampiry są niezależne, samoistne, żyją jak chcą, pogrążają się w hedonizmie i żadne reguły dla nich nie istnieją, to zawsze pozostaną samotne i skazane wyłącznie na siebie. I Michael, i Star w zasadzie od początku dostrzegają, że nie chcą takiego życia, ponieważ ostracyzm i okrucieństwo to zbyt wysoka cena za wieczną zabawę. Zatrzymanie w miejscu, zasklepienie w młodości w tej akurat interpretacji mitu wampira hamuje rozwój, ponieważ nie dopuszcza ani żadnych uczuć wyższych, ani też koniecznych dla osiągnięcia dojrzałości porażek i rozczarowań. Całkowity brak trosk i kierowanie się wyłącznie instynktem nikogo nie zaprowadzi daleko.

Mój własny brat cholernym wampirem! Poczekaj, niech no tylko mama się dowie...

Film Joela Schumachera mocno tkwi w stylistyce horroru przygodowego lat osiemdziesiątych – jedną z jego głównych cech jest coś, co na własny użytek nazywam brakiem równowagi gatunkowej. Elementy komiczne i dramatyczne występują obok siebie, ba, są tak mocno splecione, że trudno oddzielić jedne od drugich, chociaż pozornie zupełnie do siebie nie pasują, są z innej bajki. Dość przywołać scenę, w której łowcy wampirów wraz z Samem zapuszczają się do jaskini, by dopaść krwiopijców w ich legowisku. Ta stylistyka jest bliska sercu każdego, kto dorastał wraz z kinem tamtego okresu, dzisiaj jednak komuś z boku zapewne jawiłaby się jako coś kiczowatego, wysilonego i nienaturalnego.

Jednocześnie w przypadku Straconych chłopców ten aspekt sprawia, że film nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału. Nie przeobraża się w coś, czym z powodzeniem mógłby się stać – mądrą, refleksyjną opowieść o dojrzewaniu, odpowiedzialności i poszukiwaniu wspólnoty, o tym, jak niektóre zobowiązania wybijają się ponad inne, czy po prostu o sile męskiej przyjaźni. Pod koniec film wyraźnie skręca w stronę komediową i nawet mroczne elementy znienacka stają się groteskowe. Rozrywka pozostaje, zabawa również – jednak gdzieś w tle odczuwa się żal z powodu straconej szansy, przede wszystkim dla postaci Davida, charyzmatycznej dzięki interpretacji Kiefera Sutherlanda, ale w gruncie rzeczy dosyć jednowymiarowej.

Najwięcej wyrazu mają postaci nieletnich łowców i Sama – zdecydowanie to Corey Haim, a nie Jason Patric jest tutaj główną gwiazdą. Charakteru brakuje też postaciom dorosłych, wtłoczonych w kostium fajnej mamy i dziadka dziwaka, wyzbytych jednak indywidualnego rysu, który pozwoliłby ich polubić czy identyfikować się z nimi.

Mimo tych wszystkich zarzutów nadal mam dla Straconych chłopców wiele serca. To nieskrępowana rozrywka nakreślona kilkoma prostymi liniami, bez większych ambicji i bez szczególnej głębi, ale wizualnie intrygująca, przyjemna w odbiorze i miejscami autentycznie zabawna. No i nie zapominajmy oczywiście o psie Nanooku, który kradnie dla siebie każdą scenę, a jako łowca wampirów jest najskuteczniejszy ze wszystkich!

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane