Recenzje

Splat!FilmFest3 – MAUS

Doskonale zrealizowany obraz niekończącego się koszmaru wojny, zepsuty przez samego reżysera i scenarzystę, który w metaforze dostrzegł idealne podsumowanie swojej historii. Niesłusznie.

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

Las w Bośni

Już od pierwszych minut da się wyczuć w Maus, hiszpańskim filmie Yayo Herrera, podskórne napięcie, którego źródło początkowo trudno sprecyzować. Po części wynika ono ze specyficznej pracy kamery, potrafiącej „zgubić” postać, a następnie wprowadzić ją w kadr w taki sposób, że ma się wrażenie pewnej niestałości miejsca, nałożenia się na siebie różnych planów. Jest to zabieg wirtuozerski, nie tylko budzący poczucie niepewności, zanim jeszcze dowiemy się, w którym kierunku zmierza opowieść, ale przede wszystkim znajdujący odzwierciedlenie właśnie w samej fabule, rozgrywającej się na styku dramatu, kina wojennego i filmu grozy.

Głównych bohaterów, 30-letnich Alexa i Selmę, poznajemy, gdy psuje im się samochód na leśnej drodze w Bośni i Hercegowinie. On – Niemiec, optymista, który chce przespacerować się do najbliższej wioski, aby wezwać pomoc. Ona – Bośniaczka, muzułmanka, wyraźnie zaniepokojona sytuacją, nie tylko dlatego, że w lasach nadal mogą tkwić miny, pozostałości wojny. Jej otwierająca film modlitwa każe nam mieć się na baczności, choć na ekranie dominuje cisza i spokój. Myślisz, że las w Bośni jest jak park w Berlinie, mówi do Alexa, gdy ten zaczyna traktować ich przymusowy postój jako prosty do rozwiązania problem. Ale Selma szybko dostrzega coś we mgle, której ani jej chłopak, ani widzowie początkowo nie widzą. Wkrótce na horyzoncie pojawia się dwóch mężczyzn, najwyraźniej chcących pomóc, lecz od których kobieta zaczyna uciekać. Kiedy nagły wybuch miny ogłusza Selmę, jeden z mężczyzn rzuca się na nią i gwałci.

Czy aby na pewno? Od momentu eksplozji Herrero wprowadza wydarzenia, które należy przypisać wyobraźni głównej bohaterki, nie tyle wstrząśniętej po wybuchu, ile straumatyzowanej wojennymi doświadczeniami. Okazuje się, że jako dziecko przeżyła rzeź w Srebrenicy, tracąc tam swoją rodzinę. Pobyt w pobliskich lasach uruchamia w niej oczywisty lęk i niepokój, spotęgowany pojawieniem się dwójki mężczyzn, w których Selma momentalnie rozpoznaje Serbów. Ale reżyser i scenarzysta przez długi czas wstrzymuje się z odpowiedzią na pytanie, czy historia się powtórzy. Z jednej strony Hiszpan podziela perspektywę kobiety, jej strach i nienawiść do dawnego oprawcy, ból, jaki wychodzi na wierzch. O żadnym porozumieniu nie może być w tym przypadku mowy, co doskonale obrazują sceny dwujęzycznego dialogu między czwórką bohaterów. Mimo to Serbowie nie sprawiają wrażenia – przynajmniej na początku – wrogo nastawionych do głównych bohaterów. Jeśli uznać scenę gwałtu za wizję Selmy, ich działania potraktować można jednoznacznie jako próbę udzielenia pomocy. Od początku sygnalizowana przemoc musi oczywiście w pewnym momencie znaleźć swoje ujście, lecz trudno powiedzieć, czy terror, jaki rozgrywa się w drugiej połowie filmu, jest bardziej konsekwencją wrogiej postawy kobiety wobec obcych czy też z góry zaplanowanej przez nich taktyki. Ta niepewność służy Maus znakomicie, dopóki jego twórcy chcą badać zależność między katem i ofiarą, dopóki próbują uchwycić obraz niegasnącego płomienia każdego konfliktu. Niestety, dla Herrero to za mało.

Nieprzypadkowo Alex jest Niemcem. Europejczykiem. Tym, który stoi pomiędzy bośniacką dziewczyną a serbskimi mężczyznami. Tym, który stara się znaleźć wspólny język ze wszystkimi, załagodzić sytuację, wyjaśnić i przeprosić. Ostatecznie jest zbyt słaby, nie tylko aby cokolwiek zrobić, ale i pojąć sytuację, w jakiej się znalazł. Nie bez powodu również kilkakrotnie nazywany po prostu Europą. Herrero zamienia swój mały, szczególny dramat w metaforę, której dosłowność i pewna wręcz nachalność razi. Nikt nie pozostaje tu bez winy – ani ukazani jako zwierzęta Serbowie, ani bezsilny Europejczyk, ani nawet bośniacka muzułmanka, w finale sprowadzona do widma współczesnego terroryzmu. Czy aby na pewno o taką ocenę chodziło reżyserowi? Wydaje się to nie tyle kontrowersyjne, ile zwyczajnie nieprzemyślane. Jeśli tak interpretować całość, metafora wcale nie pomaga, a wręcz osłabia ogólny wydźwięk filmu, który w swej refleksji nad reperkusjami wojny w psychice jednostki przez długi czas szedł tuż obok mistrzowskiego Pogorzeliska Denisa Villeneuve’a.

Herrero zamienia swój mały, szczególny dramat w metaforę, której dosłowność i pewna wręcz nachalność razi.

Horror kryje się tu nie tylko w traumie głównej bohaterki, wspaniale zagranej przez Almę Terzic, jej wspomnieniach i wizjach, lecz potraktowany jest również bardzo obrazowo. Bóstwo, o pomoc którego modli się Selma, ukazuje się na ekranie kilkukrotnie, niosąc skojarzenia z zabandażowaną postacią z obrazu Zdzisława Beksińskiego Pełzająca śmierć. Czy podobieństwo jest celowe, tego nie wiem, choć również i plakat Maus daje ku temu podstawy. Pytanie, czy ten element, jak by nie patrzeć, fantastycznej grozy jest w filmie potrzebny, skoro atmosfera nieustannego napięcia namacalna jest początku do końca. Być może łatwiej zainteresować widzów obrazem potwora niż samą ideą niekończącego się koszmaru, który w pewnym momencie staje się zaraźliwy.

Ostatnio dodane