Recenzje

SPIDER-MAN. Superheros Ameryki

Od razu powiem, że nie jest to film udany. Powiem więcej - przeżyłem dosyć duże rozczarowanie. Nie pochwycił mnie w swoje sidła świat Spider-mana.

Autor: Rafał Oświeciński
opublikowano

Tekst z archiwum film.org.pl (2004)

Komiks to bez wątpienia jedna z najważniejszych dziedzin kultury popularnej. Historie składające się z serii poukładanych w całość obrazków niezmiennie fascynują od wieków wiele pokoleń. Fascynują się nimi starsi i młodsi. Komiks to jedna z kulturowych sfer życia przynależna bynajmniej nie do elity, a raczej przełamująca bariery klasowe. Świat prosty, pełen barw, jednowymiarowy. Komiksowi bohaterowie opisywani są za pomocą kilku jedynie cech będących jednocześnie określeniem ich nadnaturalnych zdolności. Odważni, heroiczni, inni. Lepsi. Na swojej drodze spotykają Złych – przeciwników również o zdolnościach ponadprzeciętnych, acz tak jak oni – jednowymiarowych. Akcja ma miejsce w świecie dalekim oczywiście od ziemskiego realizmu, acz nie jest to w komiksach konsekwentne. Nowy Jork, Gotham City – ogólnie Ameryka mniej lub bardziej prawdziwa lecz osadzona w konkretnym miejscu i czasie i będąca tłem poczynań superherosów.

Moja generalizacja wynika z częstego, acz nie intensywnego obcowania tylko z komiksem amerykańskim, najczęściej pochodzącym ze stajni Marvela. Komiksem, dodajmy, masowym, najpopularniejszym. Specjalnie pomijam komiksową kulturę francusko-belgijską (nie mówiąc już o polskiej) w tym przypadku mnie nie interesującą, bo będzie tu mowa o Spider-manie, czyli klasycznym superbohaterze.

Najciekawiej Spider wygląda gdy nie przywdziewa maski i zafascynowany odkrywa swe tajemne moce.

Od razu powiem, że nie jest to film udany. Powiem więcej – przeżyłem dosyć duże rozczarowanie. Nie pochwycił mnie w swoje sidła świat Spider-mana. Być może to przez swą normalność. Zwykła szkoła, zwykłe problemy, nastoletnie miłości i nieprzyjemności. Opisane szybko i sprawnie, po łebkach (wszak to komiks przecież!). Mamy w końcu Spider-mana. Najciekawiej Spider wygląda, gdy nie przywdziewa maski i zafascynowany odkrywa swe tajemne moce. Gdy wkłada kostium – magia znika i pojawia się… gra komputerowa. Zielony Goblin ściga Spider-mana, Spider-man ściga Goblina. Latają sobie (efektownie) pomiędzy wieżowcami, jeden niszczy, drugi ratuje. Być może wina leży po stronie twórców efektów specjalnych, którym się robota niezbyt dobrze udała? Być może. Być może to przez komiksowe było-nie-było dialogi. Prostota uczuć, wyraźne charaktery, przewidywalne sytuacje. Ale to przecież komiks… Jednak co innego mnie zastanowiło.

Superman, Spiderman, Batman, Spawn, Daredevil, X-Men. Herosi spełniający niejako nietzscheańskie marzenie o Ubermensch, czyli Nadczłowieku. Słabość zostaje odrzucona, moc udowodniona siłą mięśni bądź przeobrażeń genetycznych. Nie jest też wcale dziwne, że to w USA powstały obrazkowe historie o herosach. Amerykanie od zawsze obdarzali kultem jednostki wybitne i charyzmatyczne (szczególnie prezydenta, którego władza jak i wpływy sięgają znacznie dalej niż w innych krajach), tym bardziej gdy herosem jest postać fantastyczna, której głównym zadaniem jest ochrona ludzkości przed kosmicznymi zakałami, asteroidami, przestępcami. Jasno określony cel działania superherosa, skuteczność, poświęcenie, niegasnąca odwaga. Otoczeni symbolami charakterystycznymi dla Ameryki – flaga w gwiazdy i pasy, szacunek dla władz, ciężka praca. To nie jest przypadek, że Superman bądź Spider-man ubrani są w stroje o barwach na wskroś amerykańskich – biało-niebiesko-czerwone.


Nie dziwię się więc, że Spider-man – film osiągnął tak gigantyczny sukces w USA i zebrał tak entuzjastyczne recenzje w prasie amerykańskiej, która uznała go za najlepszą ekranizację komiksu przebijającą nawet historię Człowieka-nietoperza zafundowaną swego czasu przez Tima Burtona. Po 11 września Amerykanie potrzebowali takiego bohatera. Superbohatera podziwianego przez miliony. Zwykły gość uczący się w college’u jest w stanie skopać tyłek Złym. Jego Moc jest początkowo niezdarna, gubi się w niej, nie panuje nad nią. Wreszcie budzi się ze swoistego snu i podejmuje walkę z Zielonym Goblinem. Jeden cel – Dobro. Dać w mordę złodziejowi, ukarać go, niech zapanuje porządek. Czyż nie tego pragnie społeczeństwo? Hasło „I ty możesz być bohaterem” nabiera zgoła nowego sensu. Nie tyle chodzi o identyfikację z bohaterem, ile o poczucie bezpieczeństwa, jedności, celowości wszelkich działań.

Ważne jest miejsce – Nowy Jork. Tu warto dodać, że bez dwóch sławetnych wież World Trade Center wymazanych komputerowo z obrazu. Ale czuć je w tym filmie. Chwilami podskórnie można poczuć, że Spider-man, gdy śmiga na swojej pajęczynie między drapaczami chmur, to robi to dla amerykańskich widzów. Niejako leczy ich strach i niepewność. Słyszałem, że po seansach Spider-mana w USA rozlegały się gromkie brawa. Jest taka scena, gdy Człowiek-Pająk spogląda na panoramę Nowego Jorku, siedząc gdzieś wysoko na maszcie otulony we flagę amerykańską. Flaga to symbol narodu. Super-bohater, ubrany w czerwono-niebieski strój, ochrania naród. I te oczy, w których odbijają się wieże WTC. Mimo że ich nie ma.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane