Recenzje

SKAZANY. Kryminalna powierzchowność

To jeden z tych tytułów, które można zobaczyć, ale które z łatwością zastąpić można innymi, podobnymi gatunkowo i realizacyjnie produkcjami.

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

O tym, że Nikolaj Coster-Waldau nieszczególnie potrafi udźwignąć ciężar pierwszoplanowej roli, przekonaliśmy się już niejednokrotnie – ostatnio w ubiegłym roku przy okazji Bogów Egiptu Alexa Proyasa. To nie jest tak, że Duńczyk jest fatalnym aktorem – jego talent wybrzmiewa po prostu lepiej, gdy nie musi grać pierwszych skrzypiec. Mimo to Nikolaj regularnie próbuje swych sił w głównych rolach w filmach i zazwyczaj wychodzi mu to tak, jak w Skazanym (2017) Rika Romana Waugha – przeciętnie.

Powściągliwa aktorska metoda Coster-Waldaua może się podobać, gdy przywdziewa on zbroję królewskiej gwardii na planie Gry o tron, ale gdy przychodzi do budzenia respektu na ulicy i zastraszania gangsterów, chłodny skandynawski urok to zdecydowanie za mało. W Skazanym pochodzący z Danii aktor wciela się w maklera giełdowego Jacoba „Money” Harlona, szczęśliwego męża i ojca, który trafia do więzienia za spowodowanie wypadku, w którym zginął jego przyjaciel. Przyzwyczajony do wygodnego życia finansista za radą adwokata postanawia przystać na ugodę, dzięki której może wyjść na wolność po 16 miesiącach, nie zaś po grożącym mu siedmioletnim pobycie w więzieniu. Szybko okazuje się jednak, że odsiadka potrwa znacznie dłużej – zwłaszcza po tym, gdy zmuszony do walki o przetrwanie Harlon dołącza do aryjskiego bractwa i dokonuje w więzieniu kolejnych zbrodni. Gdy po 10 latach dzięki protekcji wpływowych braci opuszcza mury więzienia, nie ma już innej opcji, jak tylko w dalszym ciągu wieść przestępcze życie na wolności. Bez żony i syna, których sam odpychał od siebie w trakcie odsiadki, może jedynie coraz głębiej wnikać w struktury aryjskiego gangu.

Nikolaj Coster-Waldau jest tu tym, kim Nicolas Cage byłby w Locie skazańców, gdyby nie był Nicolasem Cage’em w Locie skazańców. W pamiętnym filmie akcji bohater wychodzi na wolność po latach odosobnienia i nie tylko ratuje świat, ale też wraca na łono rodziny niezmieniony. Ric Roman Waugh nie próbuje przeforsować w swoim filmie podobnej ściemy – choć duński aktor nie jest tu wzorem ekranowej charyzmy, a przy okazji nosi najgorszy sztuczny wąs w historii kina, jego postać ma w sobie sporo wiarygodności. W spojrzeniu Harlona da się dostrzec moralny ciężar popełnionych przez niego zbrodni oraz bezpowrotność przemiany, która zaszła w skazańcu. Waugh nie mydli widzom oczu wizją całkowitej resocjalizacji – decyzje, które bohater podejmuje w więzieniu, będą go prześladowały do końca życia i tylko niezwykła determinacja może pomóc mu w wyrwaniu się z przestępczego zaklętego kręgu. Determinacja, którą może dać jedynie życie i zdrowie najbliższych.

Film Waugha nie oferuje wnikliwego studium, a jedynie powierzchowny rzut oka na gangsterskie struktury. Kryminalna kariera Harlona rozwija się w błyskawicznym tempie, zaś kamera zgrabnie omija najbardziej brutalne momenty. Wszystko to sprawia, że Skazanego ogląda się bardziej jak film telewizyjny niż produkcję kinową, gdyż nawet na poziomie warsztatowym (niezapadające w pamięć, wręcz przezroczyste zdjęcia Dany Gonzalesa) nie mieści się w kategoriach realizacyjnego rozmachu. Świadczy o tym także obsada, z której wyróżnić można jedynie jak zwykle nerwowego i lekko szalonego Jona Bernthala oraz goszczącego na ekranie raptem kilka minut i początkowo trudno rozpoznawalnego Holta McCallany’ego. Całość zrealizowana jest tak, jakby twórcom nie zależało na zrobieniu wrażenia na widzach, a jedynie na pewnym ćwiczeniu warsztatowym, co staje się znacznie bardziej zrozumiałe, gdy weźmie się pod uwagę, że Ric Roman Waugh to reżyser niezbyt imponujących akcyjniaków pokroju Skazańca (2008) czy Infiltratora (2013).

Skazany (cóż za pomysłowość tłumaczy w przekładaniu tytułów filmów Waugha na język polski…) to jeden z tych tytułów, które można zobaczyć, ale które z łatwością zastąpić można innymi, podobnymi gatunkowo i realizacyjnie produkcjami. Trzeba szanować Nikolaja Coster-Waldaua za próby zaistnienia w innym niż Gra o tron repertuarze, ale miejmy nadzieję, że kolejne takie podejścia będą w jego wykonaniu bardziej udane.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane