Recenzje

SIŁA STRACHU (2005)

Tak, mogę polecić ten film – choć to po prostu niezobowiązująca, czysta rozrywka na półtorej godziny z kawałkiem.

Autor: Karol Baluta
opublikowano

Come out, come out, wherever you are…

… (czyli gdzie podziały się ambicje)

Zastanawiam się komu ten film można polecić bez żadnych wyrzutów sumienia. Na pewno z przyjemnością pójdą na „Siłę Strachu” zakochane pary, bo jest w nim kilka scen, na których przerażona dziewczyna mocno trzymać będzie swojego chłopaka za rękę. Film przypadnie też do gustu widzom słabo zaznajomionym z gatunkiem, gdyż dla nich super-zaskakujące zakończenie będzie szczytem nowatorstwa i oryginalności. Zadowolona powinna też być ta najmniej wymagającą, pop-cornowa publiczność, dla której śladowa ilość krwi wynagrodzona zostanie ciekawie dozowanym napięciem. Tylko… co dostanie reszta?

Pozostali kinomaniacy otrzymają pseudo-psychologiczną historię z dreszczykiem i zaskakującym, to prawda, ale mało odkrywczym finałem

Pozostali kinomaniacy otrzymają pseudo-psychologiczną historię z dreszczykiem i zaskakującym, to prawda, ale mało odkrywczym finałem, który można było odnotować już w dwóch innych produkcjach (i co ciekawe – o podobnej konstrukcji fabularnej, zbliżonym miejscu akcji i sposobie kreacji bohaterów co w „Sile Strachu”). Początek jest naprawdę obiecujący – oto żona cenionego psychologa Davida Callowaya popełnia samobójstwo. Doktor widząc w jak ciężkim stanie jest jego córka Emily, postanawia przeprowadzić się z nią do spokojnego, cichego miasteczka, aby w nowym środowisku, z dala od przykrych wspomnień pomóc jej w powrocie do normalnego życia. Sytuacja komplikuje się, gdy dziewczynka zaczyna opowiadać o swoim wymyślonym przyjacielu – Charliem (kłania się Tony z „Lśnienia”? ;). Z początku niewinna dziecięca zabawa zaczyna przybierać coraz bardziej drastyczny obrót: wyimaginowany kolega z każdą chwilą postępuje coraz śmielej, posuwając się do przerażających czynów i wreszcie – zaczyna nabierać kształtów jak najbardziej realnych.


Ciekawe, prawda? Oczywiście, ale nie zapominajmy, że stoi za tym wielka wytwórnia, która nie może sobie pozwolić na zbytnie intelektualne przemęczanie widza, (bo jak niekorzystnie przedstawia się to później w zestawieniu Box-Office!) młody reżyser-rzemieślnik oraz debiutujący scenarzysta, który jak sam przyznał w jednym z wywiadów – chciał stworzyć scenariusz naprawdę przerażający. Swój nadrzędny cel osiągnął… i nic poza tym. „Siła Strachu” bowiem, oprócz pokaźnej dawki napięcia, nie ma do zaoferowania zupełnie NIC. Bo choć aktorsko prezentuje się dobrze – przecież główne skrzypce grają DeNiro oraz mała, ale bardzo utalentowana Dakota Fanning, a na drugim planie piękne Famke Janssen i Elizabeth Shue, to wszelkie wysiłki tej – jakby nie patrzeć – gwiazdorskiej obsady, wydają się być bezcelowe. Historia okazuje się być płytka, mało intrygująca (choć pomysłowi nie brak potencjału) i niezobowiązująca.

SPOILER
– zdradzenie istotnych elementów fabuły, nie czytaj jeśli nie oglądałeś filmu!

Warto w tym miejscu dodać, iż istnieją dwie wersje zakończenia i jeśli wierzyć opiniom internautów, oba je można zobaczyć w polskich kinach (niestety losowo 😉 ). Pierwsza wersja przedstawia rozmowę Emily z Katherine (czyli panią psycholog, przyjaciółką dziewczynki), po której to dowiadujemy się, iż nasza bohaterka dochodzi do siebie w szpitalu psychiatrycznym. Natomiast w drugim córka Doktora i Katherine mieszkają razem w Nowym Yorku. W ostatnim ujęciu widzimy obrazek Emily, na którym ma ona dwie głowy. Wnioski są oczywiste.. Ciekawe, dość dwuznaczne zakończenie.

KONIEC SPOILERA

Bez wątpienia natomiast ten film straszy. Ciekawą, nastrojową muzyką, klimatycznymi zdjęciami, pomysłową czołówką (nie bez powodu przedstawioną w takiej a nie innej formie) oraz mocnymi, choć nie zapadającymi na dłużej w pamięć scenami, podpartymi porządnym aktorstwem. I boimy się – w niepewności czekamy na kolejną scenę, na nowe fakty, podpowiedzi pozwalające rozwiązać zagadkę, podskakujemy na fotelu przy akompaniamencie intensywnej muzyki, w międzyczasie drżącą ręka sięgając do torebki z pop-cornem.

Tak, mogę polecić ten film – choć to po prostu niezobowiązująca, czysta rozrywka na półtorej godziny z kawałkiem. Po tym czasie jednak, „Siła Strachu” traci na wartości, staje się kolejnym przeciętnym straszakiem, z którego widz wychodzi zadowolony, lecz po kilku dniach z trudem potrafi przypomnieć sobie choćby jego tytuł. Przy takich aktorach, przy tak inteligentnym pomyśle, z takimi możliwościami technicznymi, takie postawienie sprawy przeraża bardziej niż najstraszniejszy horror…

Tekst z archiwum film.org.pl

Ostatnio dodane