Siedem czarnych nut - recenzja filmu Lucia Fulciego | FILM.ORG.PL

Siedem czarnych nut








Mariusz Czernic
13.05.2013


Wytwórnia: Rizzoli Film

Reżyseria: Lucio Fulci

Scenariusz: Lucio Fulci, Roberto Gianviti, Dardano Sacchetti

Zdjęcia: Sergio Salvati

Muzyka: Franco Bixio

Obsada: Jennifer O’Neill, Gianni Garko, Marc Porel.

Autorem recenzji jest Mariusz Czernic.


Pięć lat po zrealizowaniu swojego opus magnum („Nie torturuj kaczuszki”), Lucio Fulci nakręcił swoje drugie ważne dzieło, przyczyniając się coraz bardziej do popularności włoskiej odmiany kryminału zwanej giallo. Tym razem Fulci uczynił główną bohaterką cudzoziemkę poznającą uroki Toskanii, a w fabule powraca do roku 1972, kiedy to kontrowersje wywołane jego filmem Nie torturuj kaczuszki doprowadziły do tego, że na kilka lat porzucił swój drapieżny styl, by pod koniec dekady do niego powrócić ze zwiększoną siłą. Ale „Siedem czarnych nut” (angielski tytuł to „The Psychic”) to film taktowny i skupiony na intrydze. Na pierwszym planie wystąpiła Jennifer O’Neill – aktorka niezbyt znana i ceniona, urodzona w Brazylii, mająca korzenie irlandzko-angielskie, bardziej niż z ról filmowych znana z tego, że trudno jej wytrwać w jednym związku małżeńskim (9 razy wychodziła za mąż, miała ośmiu mężów). Jej współpraca z reżyserem, który dla kina poświęcił swoje życie rodzinne, przyczyniła się do powstania mistrzowskiego utworu kryminalnego.

Protagonistką jest Virginia Ducci, pochodząca z Anglii projektantka wnętrz. Jej mąż wyjeżdża w interesach do Londynu, ona zaś chcąc mu zrobić niespodziankę pragnie wyremontować jego dom we Włoszech. Mieszkanie, które znajduje się w tym budynku i którego nigdy wcześniej nie widziała, wydaje się jej znajome – zobaczyła je podczas… jazdy samochodem wjeżdżając do tunelu. Virginia już w dzieciństwie miała przerażające wizje, ale to co zobaczyła tym razem wydaje się zawiłą, trudną do rozwikłania łamigłówką. Jest ona przekonana, że widziała mordercę, musi więc odnaleźć tego człowieka i wskazać go policji. Ale czy zeznanie kobiety o parapsychologicznych zdolnościach ma w ogóle jakąś wartość?

Lucio Fulci nie kojarzy się z subtelną grozą, a jednak stworzył film, w którym nie ma makabry i gwałtowności, tylko w sposób nadzwyczaj spokojny i powściągliwy zapętlana jest akcja. Składa się ona z porozrzucanych elementów, które należy poskładać, by znaleźć rozwiązanie. Rozbite lustro, niewypalony papieros, okładka magazynu, czerwona lampa, żółta taksówka, kulawy mężczyzna, zamurowana kobieta – to są części łamigłówki, które dręczą Virginię. Prowadzi ona śledztwo, które być może wyjaśni zagadkę, jaka tkwi w jej umyśle. A obok niepokojących obrazów ważny dla rozwoju intrygi okazuje się muzyczny składnik tej układanki, którym jest zegarek z budzikiem, wygrywający siedem nut. Ta melodyjka pełni tu istotną rolę, a kiedy się pojawia napięcie błyskawicznie wzrasta.

Scenarzyści stworzyli ciekawą i zwartą historię kryminalną, umieszczając w centrum uwagi młodą i wzbudzającą sympatię kobietę, która posiada niezwykły dar, za który w średniowieczu zostałaby spalona na stosie. Żyje jednak w latach 70-tych XX wieku, a więc w czasach przemian oraz większej tolerancji dla wszelkiego rodzaju odmienności. Chociaż ludzie podchodzą sceptycznie do jej dziwnych zdolności, nikt nie traktuje jej jak wariatki lub czarownicy, raczej jak osobę zagubioną, potrzebującą wsparcia i zrozumienia. Jennifer O’Neill jest naprawdę znakomita w tej roli. Wspaniała aktorska osobowość o przenikliwym spojrzeniu, od której trudno oderwać wzrok. Odegrana przez nią postać Virginii to młoda kobieta, która usilnie wierzy, że morderstwo z jej wyobraźni nie było sennym koszmarem, lecz odzwierciedleniem rzeczywistości. Widzowie także nie mają wątpliwości, że kiedy weźmie kilof i rozwali ścianę to znajdzie coś, co tylko potwierdzi, że nie zwariowała. Ale odkrycie tajemnicy ukrytej za ścianą to dopiero początek drogi prowadzącej do prawdy.

Fulci w pełen podziwu sposób bawi się stylistyką giallo. Wprowadza do fabuły element parapsychologiczny, bo zagadka, jaką rozwiązują bohaterowie wytworzyła się sama, w ludzkim umyśle, zaś rozwiązania należy szukać w rzeczywistości. Reżyser rezygnuje przy tym z mnożenia kolejnych zgonów oraz przerzucania podejrzeń z jednej na drugą osobę. Koncentruje się na tym, co tak naprawdę się wydarzyło, a także kiedy miało to miejsce. Aby to wyjaśnić należy skojarzyć ze sobą pewne przedmioty, fakty, postacie i miejsca. Każdy z tych elementów posiada własną historię, której szczegółowe zbadanie może przynieść zaskakujące efekty i odkryć jakiś mroczny sekret. Fulci pokazuje, że nawet głęboko pogrzebany (lub zamurowany) sekret może wyjść na wierzch w niespodziewanym momencie, odkryty przez przypadkową osobę.

Siedem czarnych nut to kolejny dowód geniuszu i talentu Lucia Fulciego. Kapitalne kino, w którym reżyser swobodnie porusza się między pełnym elegancji i uroku angielskim kryminałem a mrocznym i niepokojącym włoskim thrillerem. Historię zaczyna od mocnego uderzenia – nastolatka jest świadkiem śmierci swojej matki, która popełnia samobójstwo skacząc z klifu. Widziała ona tę śmierć w swojej wizji, ale w tym czasie faktycznie doszło do tego dramatycznego skoku. 18 lat później ta nieszczęśliwa „wizjonerka” jest już tryskającą radością i energią mężatką, a jej radości towarzyszy romantyczna piosenka With You. Ta sielanka wkrótce się jednak kończy – wraz z wyjazdem jej męża, bogatego biznesmena, kobieta wkracza w strefę mroku, w której centralne miejsce zajmuje zbrodnia. Śledztwo zostało poprowadzone przez reżysera na tyle ciekawie, że widz jest zaabsorbowany historią i nie ma w ogóle czasu na nudę. Szukanie odpowiedzi na wiele dręczących pytań podano w sposób nie budzący zastrzeżeń, stosując odpowiednie składniki służące do budowania klimatu – nastrojowe zdjęcia i muzykę, nutę melancholii oraz szczyptę tajemnic, ukrytych gdzieś w zakamarkach ludzkiego umysłu.

Przemyślany i misternie skonstruowany thriller, w którym liczne symbole i znaki mają ułatwić rozwikłanie zagadkowej sprawy, ale mają też nurtować i dręczyć nie tylko główną bohaterkę, lecz również widza. Twórcy filmu rozważnie wykładają na stół pojedyncze karty, nie zapominając o żadnym istotnym elemencie. Historia jest tak sprytnie wykombinowana, że trudno się tu doszukać jakichś uchybień. Widz kilkakrotnie otrzymuje wskazówki, które posuwają akcję do przodu, ale też potrafią wyprowadzić w pole. Ogląda się więc z ogromną uwagą, by dotrzymać kroku upartej, ciekawskiej i inteligentnej bohaterce. Fulci przedstawia tu fachowo nakreślony portret młodej mężatki, dla której ojczyzna jej męża staje się miejscem, gdzie hipokryzja, ignorancja i zbrodnicze czyny ukryte są w ścianach domów, gdzie wzrok ludzki nie sięga, lecz umysł owszem.

Stonowane, subtelne giallo, które potrafi nie tylko zaciekawić, ale i mocno walnąć po głowie. I to przy udziale minimalistycznych środków, za pomocą częstych zbliżeń na oczy oraz nieco nachalnego przypominania słów i przedmiotów, jakie biorą udział w rozwoju intrygi. Zawsze jednak zachowując umiar, Fulci kreuje niepowtarzalny nastrój, pomagający utrzymać napięcie do ostatniej minuty.







  • Goblin

    Ooo. Kolejny Fulci. Dla mnie ten film pozostanie drugim najlepszym filmem Fulciego obok „Nowojorskiego rozpruwacza”, którego niestety tutaj nie opiszecie, bo powstał w latach 80-tych:( Ale wielkie dzięki za ten artykuł.

    • Mariusz

      U mnie „Siedem czarnych nut” jest numerem 1, a na drugim miejscu stawiam „Nie torturuj kaczuszki”. W tych filmach Fulci osiągnął, moim zdaniem, mistrzostwo.

      • Goblin

        „Nie torturuj kaczuszki” jest trochę zbyt „sielski” jak dla mnie, ale i tak go lubię. Za to Rozpruwacz w świetny sposób łączy kryminalną intrygę i to z czego Fulci jest powszechnie znany: krew i flaki;). I podoba mi się to jak Lucjan pokazuje nocny Nowy York- brudny i obmierzły – naprawdę nieprzyjemny klimat, podobnie jak w „Maniac” Lustiga czy „Cruising” Friedkina . Za to „Siedem czarnych nut” jest najbardziej stonowanym z tych filmów, ale chyba też jednym z najlepiej przemyślanych giallo w ogóle.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

50 prawd objawionych przez PROMETEUSZA

Następny tekst

Stalingrad - zwiastun rosyjskiego kina wojennego



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE