Recenzje

RED NOSE DAY ACTUALLY. To nie film, to spot reklamowy

Bez iskier.

Autor: Berenika Kochan
opublikowano

Czego można było spodziewać się po szumnie i clickbaitowo zapowiadanym sequelu najlepszego filmu bożonarodzeniowego ostatnich lat? Na pewno nie wielkiego artyzmu… Krótkiego wglądu w historie pisane przez życie 14 lat później, pełnego ciepła i uśmiechu. I pozytywnego zakończenia, które Brytyjczykom i Amerykanom rozluźniłoby kieszenie.

Wyszło, jakby chodziło tylko o te, nie ujmując szczytnemu celowi, pieniądze.

Jak wielu marzyło o To właśnie miłość 2! Fani czekali z niecierpliwością nawet po ujawnieniu wiadomości, że będzie to krótki metraż. 16-minutowy materiał pojawił się w internecie wkrótce po marcowej premierze w BBC. Amerykanie obejrzeli go w telewizji kilka dni temu, w trakcie bliźniaczego eventu charytatywnego, na Wyspach i w USA zwanego Red Nose Day.

Ci, którzy znają charakter i telewizyjne tło (a raczej główną rolę) wydarzenia, wiedzą, że wszystko tego dnia kręci się wokół agitacji. Każdy program, wydanie specjalne, emitowany w BBC spot ma wtedy na celu zachęcić widza do przekazania datku dla potrzebujących. Wobec Red Nose Day Actually nie ma zatem potrzeby być sztucznie uszczypliwym, a zaakceptować wzmianki o „szczególnym dniu”, „dniu, w którym ludzie oddają ciężko zarobione pieniądze, bo czują strach i potrzeby innych” i wszechobecnych czerwonych nosach w zamian za garść dobrych wiadomości o ulubionych bohaterach.

W recenzji nie godzi się spoilerować, zdradzę więc tylko, kto w wersji 2017 się pojawił. Trójkąt Juliet, Peter i Mark (Keira Knightley, Chiwetel Ejiofor i Andrew Lincoln) wprowadził do filmu dobrym żartem; premier (Hugh Grant) niewątpliwie rozluźnił widzów wygibasami do jednego z ostatnich radiowych hitów; z okazji premiery nowego utworu Billy Mack (Bill Nighy) udzielił kontrowersyjnego wywiadu; Rufusa (Rowan Atkinson) kamera przyłapała w pracy; przeuroczych Jamie’ego i Aurelię (Colin Firth i Lucia Moniz) w samochodzie. Dowiadujemy się, czy Sarze (Laura Linney) udało się związać z Karlem, poznajemy również dylematy miłosne 26-letniego dziś Sama (Thomas Brodie-Sangster). Czy i dla was w 2003 wyglądał na mniej niż deklarowane 12 lat? W kontynuacji To właśnie miłość pojawia się w trakcie rozmowy z ojczymem (w tej roli Liam Neeson).

Kogo zabrakło? Harry’ego, którego grał zmarły w zeszłym roku Alan Rickman, a także postaci mu towarzyszących. „Przyjaciółki” Mii, żony Karen i dwójki dzieci. Żałuję, że nie mieliśmy okazji dowiedzieć się, co u Johna i Judy (Martin Freeman, Joanna Page), którzy w To właśnie miłość wcielili się w role dublerów scen seksu na planie filmowym. W filmie Richarda Curtisa każdy z nas ma chyba swoją ulubioną parę – żeńska część naszej redakcji dzieliła się swoimi typami jakiś czas temu.

W grudniowych rankingach oglądalności To właśnie miłość ma szansę prześcignąć Kevina samego w domu. Z komercyjnego punktu widzenia to film idealny. Wypełniony obsadą z najwyższej półki (gwiazdy niektórych świecą dziś jeszcze jaśniej), o dynamicznej, wielowątkowej, acz łączącej się w jedną historię akcji, o miłości partnerskiej, braterskiej, młodszych i starszych, bazujący na ulubionych świętach świata Zachodu. Kojarzy się więc przyjemnie: z domem, zapachem pomarańczy, rodzinnymi ciepłymi wieczorami. Red Nose Day Actually to przy filmie pełnometrażowym warta uwagi oddanych fanów ciekawostka. Miła, ale przewidywalna. Dobrze zagrana, jednak bez fajerwerków. Ot, reklama.

Ciekawe, jak Curtis i towarzyszący mu w reżyserii Mat Whitecross (twórca filmów dokumentalnych o tematyce muzycznej) poradziliby sobie z pełnometrażowym sequelem?

Na miejscu Richarda Curtisa nie dodawałabym scenariusza Red Nose Day Actually do portfolio z kultowymi komediami: Jasiem Fasolą, Notting Hill, Dziennikiem Bridget Jones, Czterema weselami i pogrzebem czy Czarną żmiją. Sequel ogląda się bez chęci wyłączenia – bo ciekawość zżera, co dzieje się w życiu kolejnych bohaterów – za to wyłącznie z sentymentu. Bez iskier, fajerwerków, momentów zwrotnych. Jakże miałyby się pojawić w tak krótkim filmie? Odciągałyby nas tylko od celu głównego, przelania pieniędzy na określone konto.

Tak, trzeba pomagać. Ale Red Nose Day Actually nie trzeba lubić.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane