Zombeavers (2014) - recenzja filmu o morderczych bobrach! | FILM.ORG.PL

Zombeavers

Stanley Kubrick zdetronizowany.




Bobry w natarciu!




Filip Jalowski
04.11.2014


Zapewne wiele osób kojarzy bajkę o żółwiu Franklinie. Na początku każdego odcinka kobiecy głos informował nas, że jej tytułowy bohater umie już wiązać swoje buciki. Zaraz po niezbędnym wprowadzeniu zawsze zaczynała się gruba intryga. Franklina otaczała grupka wiernych przyjaciół, wśród których odnaleźć można było nieco opóźnionego misia, wydrę, gąskę czy też królika. Był również bóbr – leśny kombinator, który wpędzał wszystkich w tarapaty. Mimo młodego wieku zawsze wydawało mi się, że z bobrem jest coś nie tak, że jest podejrzany. Po upływie kilku ładnych lat okazuje się, że dziecięca intuicja nie zawiodła mnie na manowce. Zombeavers jednoznacznie udowadnia, że bobrom w głowie nie tylko tamy ze zwalonych drzew. Równie chętnie tworzyłyby barykady z ludzkich kończyn.

zombeavers-1

Fabuła filmu o morderczych bobrach to jednoznaczny ukłon w kierunku widzów, którzy na kinie tego typu tępią zęby równie regularnie, co ziemnowodne gryzonie na pniach przybrzeżnych drzew. Nie ma tu miejsca na żadne zbędne punkty programu, ckliwe rozwinięcia nastoletnich wątków miłosnych czy też umoralniające pogadanki, które potrafią zepsuć nawet najlepszy najgorszy film. Od samego początku, po sam koniec czujemy, że wsiedliśmy do autobusu, który bezbłędnie zalicza wszystkie niezbędne do ukończenia kursu przystanki. O tym, że będzie dobrze wiadomo już w zasadzie od pierwszych kilku minut. Kiedy po dość kuriozalnej sytuacji beczka z podejrzanymi chemikaliami wtacza się do pobliskiej rzeki, a ekran zaczynają zapełniać beztroskie animacje pokazujące bobry, ścinane drzewa oraz dziwnie niespokojnych ludzi, widz zaczyna uśmiechać się od ucha do ucha. Banan nie schodzi z twarzy aż do końca bobrzej przygody.

Chemiczna transformacja pracowitych budowniczych tam w żądne krwi bobry-zombie zbiega się oczywiście w czasie z pojawieniem się w okolicy grupy młodych ludzi. Trójka niemal nieustannie eksponujących wdzięki niewiast melduje się w domu kuzyna jednej z nich, aby wspólnie zapijać smutki po zdradzie, której ofiarą stała się jedna z koleżanek. Drugie połówki ekipy nie dają jednak za wygraną. Panowie postanawiają zmienić babski wyjazd w pełną seksu oraz alkoholu imprezę. Początkowo wszystko idzie całkiem nieźle, bobry czekają jedynie na odpowiedni moment oraz na to, aby widz mógł nacieszyć się widokami roznegliżowanych ciał i sprośnymi tekścikami. Kiedy pojękiwania i porównania homeryckie zaczynają stawać się nudne, przestrzeń domu narusza bóbr numer jeden. Od tego momentu na ekranie dzieje się magia.

zombeavers-2

Gryzonie w wersji zombie wyglądają obłędnie – aż łezka się w oku kręci, kiedy w przestrzeni kadru pojawiają się ich mordercze mordki. Zresztą, w tym filmie gra po prostu wszystko. Od scenariusza, który wyznacza historii odpowiednie tempo i unika zbędnych dłużyzn, w trakcie których z rosnącą niecierpliwością oczekiwalibyśmy na krwawą jatkę, po aktorstwo, projekty kolejnych zombie oraz dużą dawkę humoru zasadzającego się na igraniu z tworzonym gatunkiem. Zombeavers to najlepszy mainstreamowy (w końcu produkuje Universal) zły film od czasów zdecydowanie niedocenionej Piranii 3D. Debiutujący w roli reżysera Jordan Rubin, podobnie jak kilka lat temu Alexandre Aja, wie co robi i z jakim materiałem ma do czynienia. Dzięki dystansowi, świadomości oraz dobrej zabawie, z filmem zaczyna bawić się również widz. Olejcie wszystkie Annabelle, [REC] i inne, nagrywane z grobową miną pierdoły o opętaniach i złośliwych duchach. Zombeavers!!!

Bobro Scriptum

Koniecznie obejrzyjcie film do końca. Utwór z napisów końcowych kładzie na łopatki, a po liście płac znajduje się jeszcze jedna, doskonała scenka!







  • Wiedziałem, że z bobrami jest coś nie tak.
    Bóbr we Franklinie ma objawy tej potwornej choroby o nazwie gender – w kilku książeczkach jest tym, który lubi przebierać się w kobiece fatałaszki (np. we „Franklin mówi przepraszam” jest księżniczką). :)

    A poza tym Złote Kraby w tym roku nie mają sensu. Pozamiatane.

    • Fidel

      Podrążyłem temat i jest ciekawiej, niż można by się spodziewać!!! Podobno bóbr w oryginale jest dziewczynką, a w polskim dubbingu zmieniono mu płeć, stąd jego upodobania do damskich fatałaszków. Mam nadzieję, że przez nas Franklin nie wyląduje w głównym wydaniu Faktów i w (nomen omen) kolorowych ramkach na natemat ;d

      • Andriej

        A Fronda to pies? ;)

        • Fidel

          Nie wywołujmy bobra z lasu.

          • Andriej

            Ten sam wyjdzie… Zawsze wyłazi, hehe

      • jjjj

        Nie zapominajmy o wściekłych bobrach ;)

  • Maciej Niedźwiedzki

    Nie dziwne, że „Interstellar” ma tak umiarkowanie optymistyczne recenzje. Nolan źle trafił z datą premiery i jego film w konfrontacji z bobrami musi na starcie tracić te dwie, trzy gwiazdki.

  • Andriej

    Kolejne wariacje „Powrotu żywych trupów” już mi się opatrzyły, ale jeśli to jest w połowie tak dobre jak twierdzicie, to chętnie zobaczę! Seansu „Slither” nie żałowałem, LoL

  • Mariusz Michalczyk

    To jest żart??

    • SoKoMoK

      Też tak myślę że ktoś se jaja robi. Żeby dać temu czemuś 10/10? A prima aprilis za pół roku.

      • biber

        srokomokoz filmłba

    • NE28H23467

      o meloman…………. nawet kicz ma swój urok

  • Kelevra

    Ostatni raz tak dobrze bawiłem się na „Toksycznym Mścicielu” w RMVB.

  • Koper

    Za mało krwi, cycków i niepotrzebne CGI w paru momentach. Ale zabawa niezła.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Tydzień z Nolanem - ŚLEDZĄC (Following)

Następny tekst

Tydzień z Nolanem - MEMENTO



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE