Zmartwychwstały – śledztwo metafizyczne | FILM.ORG.PL

Zmartwychwstały – śledztwo metafizyczne

Jak bardzo blisko ten film mógłby stać obok religijnych chałtur oraz wszystkich sezonów "Siódmego nieba" na półce naszych babć? Dzięki wyczuciu reżysera jednak dostajemy film, w kórym cuda - jeśli się zdarzają - to są poza kadrem.




Na tropie człowieka, który uciekł z krypty




Jakub Koisz
06.03.2016


W Nowym Testamencie jest mnóstwo miłości i cokolwiek powie punktujący bestialstwa i okrucieństwa ateusz – to w dalszym ciągu opowieść o obawach, rodzeniu się legend za życia, rezurekcji. Kevin Reynolds wziął inne elementy z historii krzyżowej niż Mel Gibson, wcale jednak nie mniej ciekawe. W Zmartwychwstałym wszystko, co boskie, święte i cudowne, dzieje się poza kadrem, wiemy też, kto jest głównym bohaterem (w Pasji miałem jednak z lokalizacją centralnej postaci problem). Cuda chyba przychodzą w ten sposób – niezapowiadane i łatwe do przeoczenia. Temu filmowi daleko do cudowności, ale też i daleko od nieemocjonującego kina. Wyszło.

I wiek naszej ery. Polowanie na ludzi, strach przed zmianami, problemy wynikające z ogromnej kulturowej przemiany – Bóg może być jeden, tak uważają jakieś pokorne wobec prześladowań oszołomy. Niedawno zginął powieszony na krzyżu charyzmatyczny przywódca szerzącej się jak zaraza i „głośnej w swojej ciszy” sekty, która coś tam sobie mówi o wybaczaniu, o miłości, o powstawaniu ze zmarłych. Historia rzymskiego setnika, Trybuna Klawiusza, człowieka na usługach Poncjusza Piłata, który ma dopilnować, aby rozwiązała się sprawa zniknięcia solidnie pilnowanego przy krypcie, ważnego PR-owo ciała, to dobry materiał do identyfikowania się. Znajomy jakby jest ten człowiek wątpiący. To opowiastka o noirowatym detektywie, który musi sobie w końcu zadać pytanie: „a co, jeśli nie wszystko w tej sprawie jest racjonalne? A co, jeśli również mój udział w tym śledztwie jest nieprzypadkowy?”. Klawiusz wkrótce poznaje uczniów Chrystusa, którzy są kolejnym, bardzo niepasującym elementem zagadki – jak ludzie, którzy tyle wycierpieli i którzy są tak bardzo pokiereszowani przez historię, mogą wycisnąć z siebie tyle ciepła?

635658325675827027-XXX-RISEN-MOV-JY-5898-72638074

Całość więc wpisuje się w tę estetykę kina historycznego, odczarowanego z wszelkich mitologizacji, trochę korzystającego ze stylu współczesnych Spartakusów, Wikingów i tym podobnych; akcyjniak po prostu, w którym najbardziej wykazać muszą się specjaliści od kostiumów, choreografii walki i scenografii. Wizualnie  jest bardzo poprawnie, nie wykracza w tej warstwie nic poza poziom tych lepszych, droższych seriali kostiumowych, choć wielokrotnie nawet miałem wrażenie, że wypożyczono sprzęt z planu innych produkcji. Telewizyjnie niekiedy się robi, a to jedyna cecha Zmartwychwstałego, która stawia film obok innych, zaangażowanych religijnie tworów, które bez zastanowienia wrzucono by do wielkanocnej ramówki na Jedynce.

To, co w filmie jest najciekawsze, objawia się w głównym bohaterze granym przez Josepha Fiennesa, rozpisanym bardzo wiarygodnie, kompleksowym, a jednocześnie takim, z którym łatwo się utożsamiać. Może efekt byłby przeciwny, gdy Fiennes nie grał Trybuna z dużą swobodą, jakby chciał po prostu zagrać detektywa, który „niewiele ogarnia”, a nie natchnionego przez boskość neofitę. Dialogi nie zawsze brzmią naturalnie i lekko, jednak wszystko to, w czym uczestniczy Klawiusz, realizuje bardzo zgrabnie pomysł na stopniową transformację, bo owa stopniowość nie trąci na szczęście fałszem. Drugi plan wypada jednak blado, choć ciekawą interpretacją Jezusa jest rola Cliffa Curtisa. Jego Chrystus wydaje się być z niejasnych dla otoczenia powodów szczęśliwym człowiekiem, nieco rozbawionym całą aferą wokół niego, jakby wszystko to było nieważne, a prawdziwy, oczekiwany cel już się zrealizował. Niuans, który cieszy.

Risen

Reynoldsowi świetnie udało się jednak coś ważnego dla tego typu kina – spuszczanie ciśnienia wynikającego z tła religijnego. W pewnym momencie padają z ust Chrystusa takie słowa: „Ty widziałeś i masz wątpliwości. Wyobraź sobie, co będą czuli ci, którzy nie widzieli, a chcą uwierzyć”. Właśnie w takich scenach apokryficznych reżyser dowodzi, że w Biblii tkwi jeszcze mnóstwo ciekawych tropów, które łatwo przełożyć na język popkultury. W tym momencie film staje się nie opowieścią biblijną, ale traktatem o metamorfozie w wersji light. Wiecie, ile mogło pójść w takim projekcie nie tak? Jak bardzo blisko ten film mógłby stać obok religijnych chałtur oraz wszystkich sezonów Siódmego nieba na półce naszych babć? Dzięki wyczuciu reżysera jednak dostajemy film, w którym cuda – jeśli się zdarzają – to są poza kadrem. Nie jest to film bardzo dobry, ale dobrze opowiedziany.

korekta: Kornelia Farynowska

Jakub Koisz

Jakub Koisz

Skończył polonistykę i kulturoznawstwo. Pisze więc, a to o komiksach, a to o filmach i książkach, uczy mówienia, uczy pisania... Mógłby całymi dniami biegać za piłką lub opowiadać przyjaciołom o filmach, które go ostatnio podjarały. Zapewne choć raz w życiu polecił Ci "Big Lebowskiego", komedie Franka Capry lub "Avengers". Jeśli byłaś kobietą i uznał, że sympatyczną, bredził Ci o "Przed wschodem słońca". Jeśli Cię nie polubił, kazał Ci obejrzeć "Salę samobójców" lub "Efekt motyla". Lubi boks i kino bokserskie.
Jakub Koisz

Latest posts by Jakub Koisz (see all)












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Sztuczne światy – Sekrety morza

Następny tekst

TRUMBO. Cranston błyszczy



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE