Polska żółć w rasowym kryminale | FILM.ORG.PL

Ziarno prawdy

Wszystkie elementy składają się na inteligentny film kryminalny, w którym Lankosz świetnie się odnajduje.




Polska żółć w rasowym kryminale




Miłosz Drewniak
01.02.2015


Ziarno prawdy jest kolejnym krokiem do realizacji, mogłoby się wydawać – utopii, o polskim kinie środka (o którym Grzegorz Fortuna pisał w kontekście Gdyni). Z jednej strony mamy do czynienia z dość sztywnym schematem kryminalnym i odwiecznym pytaniem „Kto zabił?”, z drugiej mamy świadomość pretekstowości formy, gdy obserwujemy skrupulatnie nakreślone tło obyczajowe.

Już na wstępie muszę zaznaczyć, że staram się unikać porównywania filmów do ich literackich pierwowzorów (każda z tych sztuk rządzi się przecież własnymi prawami), jednak dla purystów mam dobre wieści. Lankosz kurczowo trzyma się książki, przenosząc ją na ekran w skali (niemal) 1:1, co w tym wypadku zadowala chyba wszystkich: Zygmunta Miłoszewskiego – autora powieści i współtwórcę scenariusza, Borysa Lankosza, który (co rzadkie w Polsce) nie choruje na Autorskość, no i nas – widzów-czytelników, wrażliwych na skrajne adaptacje.

f84ea92aea5f58840cb585fcac68e087

Już na samym początku Ziarna prawdy mocny akcent w postaci wciskającej w fotel czołówki, następującej po krótkim prologu, w którym – w zgodzie z logiką kryminalnych narracji – odkrywamy trupa. Ofiarą jest Elżbieta Budnik, sandomierska działaczka, brutalnie zamordowana za pomocą rytualnego noża do uboju bydła, wiążącego się z tradycją hebrajską. Wspomniana czołówka zrealizowana została przez zespół Platige Image (Tomasz Bagiński zajmuje tam stanowisko dyrektora kreatywnego) i jest czymś w rodzaju komiksowej wariacji na temat makabrycznych obrazów Karola de Prevota, „zdobiących” sandomierską katedrę. Elektroniczna muzyka Abla Korzeniowskiego (autora ścieżki dźwiękowej do Samotnego mężczyzny) w połączeniu z powyższym wywołuje autentyczne ciary i z miejsca pozytywnie nastawia na seans.

W śledztwie towarzyszymy warszawskiemu prokuratorowi – Teodorowi Szackiemu (Robert Więckiewicz) oraz miejscowym Basi Sobieraj (Magdalena Walach) i Leonowi Wilczurowi (Jerzy Trela). Pogoń za mordercą budzi w mieszkańcach Sandomierza od dawna skrywane antagonizmy i fobie. Duchy przeszłości odżywają, a parująca z ekranu żółć skrapla się w nas samych i w efekcie – oczyszcza.

ec525102d7080cbc1058df4077b63db0

Film Lankosza to przede wszystkim pedantyczne wyczulenie na detal w każdym aspekcie i perfekcyjnie zgrana współpraca między poszczególnymi kodami, składającymi się na język filmu. Jeśli chodzi o aktorstwo, pierwszy plan z Więckiewiczem na czele spełnia swoje zadanie i kreuje dobre postacie z krwi i kości, jednak prawdziwą ozdobą Ziarna prawdy jest plan drugi i genialni epizodyści. Krzysztof Pieczyński w roli Budnika daje aktorski popis życia, Andrzej Zieliński i jego Szyller to przyjemność dla oka, a tło – czyli Arkadiusz Jakubik w roli „miłośnika białej broni, fana cięcia, kochanka krojenia, pasjonata ran kłutych”, Jacek Poniedziałek i Piotr Głowacki, kradnący swoją jedyną scenę Więckiewiczowi – to już same perełki. Nie można zapomnieć o Zoharze Straussie – izraelskim gwiazdorze, który wcielił się w rabina Zygmunta. Równie dopieszczona jest strona wizualna, za którą odpowiada Łukasz Bielan (terminujący wcześniej u operatora samego Ingmara Bergmana) i – co okazuje się największą zaletą wiernego przekładu tekstu na język ekranu – kapitalne dialogi Miłoszewskiego, wpadające w ucho i wrzynające się w pamięć. Wspomniana wcześniej muzyka elektroniczna Korzeniowskiego, pełna suspensu i niepokojącej energii, stanowi wyszukany kontrapunkt dla gęstej fabuły.

4b7d7818f6b790c6f5da17009de19002

Wszystkie elementy składają się na inteligentny film kryminalny, w którym Lankosz świetnie się odnajduje. Reżyser pokazuje się przede wszystkim jako zręczny i umiejętny gramatyk filmu, któremu aż chce się zaufać. Potrafi grać suspensem i kreatywnie czerpać z tradycyjnych, chciałoby się rzec – utartych, technik narracyjnych (kapitalna retrospekcja, przenosząca nas do powojennego Sandomierza), po mistrzowsku przeplata humor tragizmem, zagęszcza i rozładowuje atmosferę. Krótko mówiąc – jest prawdziwym wirtuozem widzowskich emocji.

Ziarno prawdy można z powodzeniem wpisać w nurt współczesnego kina postholocaustowego, obok Pokłosia Władysława Pasikowskiego i częściowo Obywatela Jerzego Stuhra (gdzie stosunki polsko-żydowskie to jeden z wielu kontekstów społeczno-obyczajowych). Ale to tylko jedna strona przywołanego na wstępie medalu, którego rewers przeciera nowe szlaki kina gatunkowego. Należy zwrócić też uwagę na manufakturowy model produkcji (praktykowany na zachodzie), według którego realizowano Ziarno prawdy, z kluczową rolą – nazwijmy go staroświecko – literata. Jeszcze niedawno bezprecedensowi w tym względzie byli Bogowie Łukasza Palkowskiego.

Co będzie następne?

Miłosz Drewniak

Miłosz Drewniak

Rocznik ’91, czyli wychował się na filmach z Indianą Jonesem i chyba dlatego nie lubi w kinie smętnego bergmanowania. Skończył polonistykę we Wrocławiu, broniąc pracy na temat słowa w filmach Quentina Tarantino. Na stałe związany jest z film.org.pl, ale publikował też na łamach portalu Noir Café i rocznika naukowego „Studia Filmoznawcze”. Top (bez szczególnego porządku): "Zezowate szczęście", "Popiół i diament", "Słodkie życie", "Osiem i pół", "Do utraty tchu", "Fargo", "Big Lebowski", "Pulp Fiction", "Złap mnie, jeśli potrafisz", "Dogville".
Miłosz Drewniak






  • Andriej

    Cóż, przyznam że jestem zaskoczony, bo jeszcze dzisiaj widziałem zwiastun i jedyną reakcją było zażenowanie…

    • Jan Dąbrowski

      Idź do kina. Serio – zwiastuny swoją drogą, a film swoją. Zwłaszcza, że trailery niewiele pokazują z bogactwa dobrych scen. Że o świetnej, klimatowej muzyce i czołówce (robiącej bardzo dobre wrażenie, w dodatku nie będącej tylko czczym popisem grafików) nie wspomnę. Naprawdę warto (abstrahując od recenzji, u mnie 8/10). Książki nie czytałem i bawiłem się świetnie na seansie.

      • Andriej

        No no, chyba nie mogę nie wziąć poważnie takiej rekomendacji…

  • krig

    Wystarczyło napisać „terminujący u Svena Nykvista” – każdy średnio rozeznany kinoman wie o kogo chodzi.

  • janko

    Po tragicznym „Uwikłaniu” kolejna ekranizacja Miłoszewskiego musiała wyjść lepiej, recenzje są dobre, muszę iść do kina.

  • ech

    Film nie jest udany, trochę mu do tego brakuje. Największą jego wadą to intryga kryminalna, która zostaje w pewnym momencie połknięta przez wątki oświatowe, czyli reżyser, aktorzy się spisali, ale już scenariusz jest skopany, że tak powiem w kilku miejscach. I film jest momentami zbyt groteskowy.

  • rav

    Co do Bielana, to Bergman czy Nykvist to jedno, ale ilość wielkich blockbusterów przy których pracował i zbierał doświadczenie do drugie! Rispekt!
    Mógłby autor rozwinąć myśl „manufakturowy model produkcji”?

    • Miłosz Drewniak

      Bardzo proszę.

      Chodziło mi o kreatywną współpracę między „literatem” (pisarzem, bądź scenarzystą – człowiekiem pióra), a reżyserem, który nie uważa się za wieszcza, ale wykonuje dobrą, rzemieślniczą robotę. Do tego dochodzi świetnie dobrany kompozytor i operator. Wiadomo, że dobrana ekipa to już połowa sukcesu, ale głównie chodziło mi o tę relację reżyser-literat. W polskim kinie to rzadkość, a szkoda, bo możemy pochwalić się piękną tradycją szkołopolską, w której każdy z zespołów filmowych miał swojego kierownika literackiego. Scenariusze stały wtedy na bardzo wysokim poziomie. Nie to, co dzisiaj, niestety. Ale cieszę się, że zmienia się romantyczna mentalność polskich reżyserów. Przykładem właśnie „Bogowie” Palkowskiego.

      Pozdrawiam :-)

      • ech

        Akurat scenariusz i muzyka to największe wady filmu.

        • Miłosz Drewniak

          Nie zgodzę się ani z jednym, ani z drugim ;-) W polskich filmach ze świecą szukać tak świetnych dialogów. No i historia też jest bardzo sprawnie opowiedziana. Ale to tylko moja opinia ;-)

          • ech

            Muzyka to zbyt duża zrzynka z innego filmu, co mnie cały czas irytowało. Dialogi są w większości dobre, ale zdarzją się całe fragmenty nie wiadomo po co, jakieś niepotrzebne tłumaczenia, a z drugiej strony niedopracowana intryga kryminalna. „Rewers” miał bardziej dopracowany tekst.

          • Miłosz Drewniak

            A można wiedzieć z jakiego filmu zrzynka?

          • ech

            Nie chcę psuć zabawy osobą, które tego nie widzą (dlatego nie piszę), ale od razu mi się to narzuciło, a później potwierdziło to kilku recenzentów. Wielka szkoda, bo Lankosz miał bardzo zdolnego kompozytora, oryginalnego, a narzucił mu wzorzec z innego filmu.

  • kelley

    film faktycznie swietny, ale glowny motyw muzyczny rownie faktycznie zerzniety z ghost writera desplata.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

WENUS W FUTRZE: kotka, kobieta, bogini

Następny tekst

Uprowadzona 3



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE