nowości kinowe

Zbrodnie czasu

Dobrze jest zobaczyć film o podróżach w czasie bez wymyślnych wehikułów, gadżetów, kostiumów czy wszechobecnego CGI.

Autor: Szymon Pajdak
opublikowano

Kolejny film, który związany jest z cyklem "Poza gatunkiem – Sci-Fi" w ramach festiwalu Transatlantyk w Poznaniu. 

 

Podróże w czasie to niesamowicie nośny temat, który już na stałe zadomowił się w świecie filmu. Żeby nie szukać daleko wystarczy wspomnieć „12 małp”, trylogię „Powrotu do Przyszłości”, „Efekt motyla” czy „Wehikuł Czasu”. Fabuła tych filmów nie jest szczególnie skomplikowana i zazwyczaj sprowadza się do naruszenia kontinuum czasoprzestrzennego, a następnie prób wyprowadzenia wszystkiego na prostą. Trzeba jednak sporego wyczucia żeby przedstawić to zjawisko atrakcyjnie, a jednocześnie na tyle logicznie żeby przeciętny widz mógł wszystko zrozumieć i cieszyć się oglądanym filmem, nie zastanawiając się co chwilę o co chodzi. Jak na tym tle wypadają „Zbrodnie Czasu” czyli hiszpański thriller SF z 2007 roku?

Spokojne sobotnie popołudnie. Hektor, główny bohater filmu, podczas popołudniowego odpoczynku w ogrodzie zauważa przez lornetkę nagą kobietę w środku lasu. Postanawiając to sprawdzić zostaje zaatakowany przez człowieka z zakrwawionym bandażem na głowie. Próbując uciec trafia do silosa na wzgórzu, w którym nieznany mu człowiek urządził laboratorium. To wydarzenie na zawsze zmieni jego życie.

Przyznam szczerze, że mam problem z tym filmem. Nigdy o nim nie słyszałem, nie pamiętam również, żeby ktokolwiek z moich znajomych o nim mówił. Stawia mnie to w o tyle komfortowej sytuacji, że mogę spojrzeć na niego świeżo. Jednak mimo to nie potrafię wyrazić co do niego jednoznacznej opinii.

Fabuła jest świetna i co najważniejsze świeża. Nie mamy tutaj wielkich korporacji, maszyn, które spektakularnie przenoszą w czasie, czy ratowania ludzkości. To opowieść jednego człowieka, który poprzez splot nieszczęśliwych wypadków sprawia, że kontinuum czasoprzestrzenne zostaje zachwiane, a jego dawne życie może już nigdy nie powrócić do punktu wyjścia. Bohater to nie skazaniec, nastolatek czy heros. To przeciętny facet jakich wielu, nieco fajtłapowaty, który wiedzie spokojne życie, ma najzwyklejsze problemy (typu niedomykający się bagażnik samochodu) i nic nie wskazuje na to, że coś mogłoby pójść źle. Od pierwszej chwili film wciąga tym swoim pozornie spokojnym klimatem, nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, że dziwne napięcie wisi w powietrzu. 

Do pewnego momentu scenariusz mimo splotu dziwnych wydarzeń jest klarowny i sensowny. Jego złożoność nie stanowi problemu, a wszystko jest na bieżąco tłumaczone w mądry i logiczny sposób. Świetne są momenty, w których jedno wydarzenie pokazywane jest z kilku perspektyw. Nie jest to nic nowego, ale realizacja stoi na naprawdę wysokim poziomie. Niestety w końcówce filmu twórcy komplikują sprawy, zacznynają mieszać, a do obrazu zakradają się nielogiczności. Nie psuje to ogólnego wrażenia jakie pozostawia film, ale razem z nieco dziwnym zakończeniem pozostawia uczucie sporego niedosytu.

Dziwne jest zachowanie głównego bohatera. Kiedy Hektor zaczyna powoli kojarzyć fakty i rozumieć, co się stało, jego decyzje i wybory stają się nielogiczne. Zamiast pójść najłatwiejszą drogą i po prostu wszystko odkręcić, bawi się w mistyfikacje i pozoranctwo. Chwilami przypomina to kiepskie horrory i filmy klasy B i chyba właśnie to jest najgorsze podczas seansu – świadomość, że cała akcja jest niepotrzebnie komplikowana, podczas gdy rozwiązanie jest banalne, a decyzje bohatera są po prostu głupie i przekombinowane. To sprawia, że klimat, który w pierwszych minutach filmu jest naprawdę gęsty i niepokojący, po pierwszej podróży w czasie znika. W dalszej części pojawia się tylko jego namiastka. 

Aktorstwo w filmie jest nierówne, co jest szczególnie widoczne, gdy na ekranie obserwuje się jedynie cztery osoby. Momentami postacie sprawiają, że widz angażuje się coraz bardziej w całą historię, innym zaś razem aktorzy grają z dziwną manierą, która sprawia, że wyglądają jakby na planie znaleźli się przypadkowo. Główny bohater wielokrotnie drażni swoją apatycznością przez co napięcie w kilku scenach wyraźnie spada.

Ciężko ocenić ten film jednoznacznie. Nie jest ani dobry, ani zły i to chyba jego największa wada. Po rozbudzeniu mojego apetytu świetnym początkiem później popada w nijakość. Nie żałuję czasu, który poświęciłem na jego obejrzenie. Podobał mi się klimat z pierwszych minut oraz sam pomysł. Dobrze jest zobaczyć film o podróżach w czasie bez wymyślnych wehikułów, gadżetów, kostiumów czy wszechobecnego CGI. Warto pochwalić reżysera, który przy pomocy trzech aktorów oraz jego samego w roli naukowca potrafił stworzyć ciekawe kino, które niestety pod koniec zostało zarżnięte przez błędy scenariusza i momentami kiepskie aktorstwo.

Mimo wszystko warto się zapoznać ze „Zbrodniami Czasu”, bo nawet jeżeli nie wszystko zagrało, to jest to produkcja, która podchodzi do znanego nam tematu z nieco innej strony. Szkoda jednak niewykorzystanego potencjału.

 

Ostatnio dodane