nowości kinowe

ZBLIŻENIA – Gdynia 2014

Jedyną wartością filmu Magdaleny Piekorz jest krótki czas jego trwania.

Autor: Grzegorz Fortuna
opublikowano

Wszystko wskazuje na to, że w tym roku Gdynia, w przeciwieństwie do poprzednich dwóch lat, nie będzie miała swojego arcydzieła. W konkursie głównym jest za to kilka filmów dobrych lub nawet bardzo dobrych („Obywatel”, „Jeziorak”) i, niestety, kilka produkcji niemal jednoznacznie okropnych. Z tej drugiej grupy pochodzi „Obietnica” Anny Kazejak – film o problemach młodych ludzi, który nie ma absolutnie nic wspólnego z problemami młodych ludzi. W rzeczonej grupie znajdują się też „Zbliżenia” Magdaleny Piekorz, czyli snujowata ekranizacja podręcznika symboliki dla opornych.

f24e3fe4

Znajdziemy tu na przykład taką scenę: Marta (Joanna Orleańska), trzydziestosiedmioletnia artystka u progu spóźniającej się kariery, lepi gliniane statuy, ale ma wątpliwości, czy jej dzieła są wartościowe. Kiedy spiętrzenie jej problemów osobistych osiąga punkt kulminacyjny, Marta obcina rzeźbom kończyny, głowy i piersi, po czym pokazuje okaleczone posągi swojemu profesorowi i mentorowi (Henryk Talar). Ten jest oczywiście zachwycony, dzięki czemu widz wie już, że prawdziwa sztuka musi rodzić się w ciężkim egzystencjalnym bólu. W innej scenie Marta i jej mąż (Łukasz Simlat) wypoczywają nad polskim morzem. Spacerując po plaży, zauważają kilkaset martwych ryb, które przypływ wyrzucił na brzeg. To z kolei sygnał, że matce Marty (Ewa Wiśniewska) stało się coś złego.

Magdalena Piekorz sypie niestety podobnymi pomysłami jak z rękawa, przez co można odnieść wrażenie, że liczące siedemdziesiąt cztery minuty „Zbliżenia” trwają tak naprawdę pół dnia. Fabuła, napisana przez reżyserkę wspólnie z pisarzem Wojciechem Kuczokiem, opowiada o pozornie skomplikowanym trójkącie emocjonalnym, w skład którego wchodzi Marta, jej mąż i jej matka. Bohaterów Piekorz wycięła z dykty, każdemu dając po jednej cesze: matka jest zaborcza, Marta niedojrzała, mąż poirytowany. Jesteśmy w polskim filmie artystycznym, więc wszyscy są też nieszczęśliwi.

6240e11c

Matka Marty mieszka w bajkowym dworku w środku lasu, pali mentolowe slimy i gasi je nerwowo po dwóch machach. Mąż dobrze zarabia, pisząc listy miłosne dla internetowych podrywaczy. Marta próbuje rozpocząć dorosłe życie, uniezależnić się od matki i zrobić wreszcie karierę. Cała relacja między tymi bohaterami sprowadza się tak naprawdę do prostej reakcji wynikowej – mąż jest poirytowany, bo Marta jest niedojrzała; Marta jest niedojrzała, bo jej matka zawsze była zaborcza i nadopiekuńcza; matka jest zaborcza i nadopiekuńcza prawdopodobnie dlatego, że zostawił ją mąż. Właściwie od początku wiadomo, że przynajmniej jedna trzecia tego depresyjnego tercetu popełni w końcu samobójstwo. Zanim to się jednak stanie, widz musi przebrnąć przez kilkanaście nudnych kłótni między bohaterami i kilka retrospekcji z dzieciństwa Marty, które niczego nie wnoszą do fabuły.

W jednej ze scen profesor-mentor spaceruje z Martą po wystawie sztuki współczesnej i zgryźliwie komentuje rzeźbę zbudowaną z owoców: „jedyną wartością tego dzieła jest świeżość jabłek”. Parafrazując jego słowa: jedyną wartością filmu Magdaleny Piekorz jest krótki czas jego trwania.

Ostatnio dodane