Zabić, jak to łatwo powiedzieć | FILM.ORG.PL

Zabić, jak to łatwo powiedzieć

"Kiling Them Softly" to prosta, bardzo nachalna alegoria dzisiejszej Ameryki, ubrana w kostium kina sensacyjnego.




Subtelność, jak to trudno osiągnąć




Grzegorz Fortuna
10.12.2012


Na filmy takie jak „Killing Them Softly” czeka się zwykle długo i niecierpliwie. Współczesne Hollywood rzadko oferuje bowiem widzom kino sensacyjne w tym stylu – brutalne, z powoli rozwijającą się fabułą, skupione na dialogach między gangsterami, których grają w dodatku prawdziwi kultowcy: Ray Liotta, James Gandolfini i Brad Pitt (kiedyś bożyszcze nastolatek, dziś aktor w pełni dojrzały i świadomy swojej ekranowej siły). „Killing Them Softly” trudno jednak określić mianem idealnego przykładu współczesnego męskiego kina. To raczej prosta, bardzo nachalna alegoria dzisiejszej Ameryki, ubrana w kostium filmu sensacyjnego.


   
Punktem wyjścia dla fabuły jest tu przeprowadzony przez dwóch narkomanów-idiotów skok – napadają oni na pokerową melinę, bo wiedzą, że odpowiedzialność i tak spadnie na wyższego rangą gangstera, Marky'ego Trattmana (Liotta), który kiedyś podobną akcję zainicjował. „Szefostwo” mafii szybko orientuje się, że bohater Liotty nie był w sprawę zamieszany, ale wyznaczony do rozwiązania problemu płatny zabójca (Pitt) zdaje sobie sprawę, że aby przywrócić panujący w strukturach organizacji porządek, musi zastrzelić nie tylko niewydarzonych (i nieumiejących trzymać gęby na kłódkę) narkomanów, ale też niesłusznie podejrzanego Trattmana.

Nakreślona w „Killing Them Softly” (nie zamierzam korzystać z komicznego polskiego tytułu) intryga przypomina trochę filmy Tarantino albo braci Coen, ale reżysera Andrew Dominika – twórcę znakomitego „Zabójstwa Jesse'ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda” – szybko przestają interesować meandry fabuły. O wiele ważniejsze wydaje się dla niego przeprowadzenie analogii między działaniami mafii, a postępowaniem rządu amerykańskiego, który w czasach kryzysu dofinansowywał największe banki. Rząd to mafia – sugeruje Dominik – a działania jednej i drugiej organizacji niczym się od siebie nie różnią.

Mogłaby to być – w jakimś sensie – ciekawa teza, gdyby nie fakt, że reżyser stara się ją widzowi na siłę wepchnąć do głowy. Już na samym początku filmu – scena spotkania dwóch gangsterów zostaje tu przepleciona urywkami wiadomości – Dominik oznajmia, że przedstawiony przez niego świat ma być metaforą współczesnej Ameryki, miejsca pełnego obłudy i pazerności. To mu jednak nie wystarcza. W każdej kolejnej scenie w tle pojawiają się elementy, które tę alegorię coraz silniej wspierają – wycinki z wiadomości radiowych, fragmenty programów telewizyjnych czy wizerunki Baracka Obamy. Jakby tego było mało, wspomniane fragmenty dopasowane zostały tak, by odzwierciedlały to, co dzieje się akurat na ekranie. Jeśli więc oglądamy właśnie scenę, z której dowiadujemy się, że dla filmowych gangsterów nastały ciężkie czasy, to w tle lecą strzępy informacji na temat globalnego kryzysu. I kiedy już myślimy, że nie dałoby się tej tezy przedstawić bardziej topornie, do gry wchodzi Brad Pitt, który wykłada ją w finałowym monologu niczym karty na stół.

Na głównego bohatera „Killing Them Sotfly” szybko wyrasta ego Andrew Dominika, przyjmującego pozę oświeconego nauczyciela, który wygłasza swoje przesłanie z zapałem godnym lepszej sprawy. Wszystkie elementy, które mogłyby świadczyć o klasie tego filmu – ironiczna rola Pitta, świetny (choć niezbyt przydatny pod względem fabularnym) epizod Gandolfiniego, depresyjne, nijakie plenery zniszczonego przez huragan miasta – wydają się być jedynie dodatkiem do głównej myśli reżysera. Dominik przesadnie wierzy zresztą nie tylko w swoje pedagogiczne umiejętności, ale też w swój zmysł stylistyczny. W „Killing Them Softly” pojawiają się sekwencje, które wyglądają tak, jakby pożyczono je z zupełnie innego filmu – wstawki narkotycznych wizji czy sceny zabójstw i bójek w zwolnionym tempie, upstrzone na dodatek koszmarnymi efektami komputerowymi.

Najgorsze w „Killing Them Softly” jest to, że gdyby usunąć z niego Obamę i fragmenty audycji radiowych, rozbudować nieco fabułę i – co może nawet ważniejsze – gdyby Dominik powstrzymał swoje stylistyczne zapędy, byłby to jeden z tych filmów, które amerykańscy krytycy lubią określać zwrotami typu instant classic albo gritty, slow-paced neo-noir. Nikt przy zdrowych zmysłach w ten sposób jednak „Killing Them Softly” nie opisze, a hasło, za pomocą którego film próbuje sprzedać polski dystrybutor – ironiczny jak "Pulp Fiction", stylowy jak "Drive” – jest o tyle efektowne, co kompletnie nieprawdziwe.

Grzegorz Fortuna

Grzegorz Fortuna

Miłośnik polskiej kultury filmowej okresu transformacji, dawnego włoskiego kina gatunkowego, filmu grozy i współczesnej popkultury. Członek kolektywu VHS Hell. Zainteresowany wszystkim tym, co zapomniane lub niedocenione. Bardzo lubi kebab.
Grzegorz Fortuna

Latest posts by Grzegorz Fortuna (see all)







  • Mefisto

    Cóż, w niektórych elementach zgoda, ale suma sumarum i tak lepsze to od Pokłosia :P

    • Grzegorz Fortuna

      Nigdy mi z tym Pokłosiem nie odpuścisz, nie? :P. Ale film Pasikowskiego jest akurat o wiele mniej łopatologiczny od KTS :)

      • Mefisto

        Spokojnie, nie widziałem jeszcze Obławy ;) A czy mniej łopatologiczny, to zależy, jak się nań spojrzy – można przykładać wagę do tego politycznego tła, a można po prostu go olać, co w przypadku Pokłosia już takie łatwe nie jest (KTS nie ma też tej wagi tematycznej :) Ale faktem jest, iż Dominik mógł wysmażyć coś znacznie lepszego i w sumie im bardziej myślę o filmie, tym ocena spada.

    • Zlękniony

      A ten znowu swoje…

      • Mefisto

        A ten dalek Zlękniony…

    • benett

      Jakąś obsesję masz człowieku z tym pokłosiem ? Wszyscy już znają twoje zdanie o tym filmie i mają je w głębokim poważaniu.

      • Mefisto

        To w takim razie czemu je komentujesz?

        • benett

          Bo wszędzie nachalnie wciskasz swoje zdanie jakbyś miał monopol na rację i robisz to pod każdym możliwym tekstem, i nie sposób tego nie zauważyć. Ale spoko luz- zazdroszczę dobrego mniemania o sobie. I tak przecież wiesz lepiej.

          • Mefisto

            Przykłady, przykłady. Bo z tego co kojarzę to jest pierwszy raz, gdzie wspominam o Pokłosiu poza recenzją. I to w dodatku wspominam humorystycznie, ale oczywiście czytelnicy jak zawsze muszą mieć napinkę w dupie. A poza tym jaki monopol niby? Moje zdanie po prostu, do którego mam prawo. I po to jest miejsce na komenty, żeby to robić. Ja jakoś na Ciebie nie narzekam, choć nie przypominam sobie jakiejkolwiek wartościowej uwagi z Twojej strony. Przypadek?

  • kadr

    Nie bardzo widzę przyczynę dla którego wykpiwasz polski tytuł. Czyli jak? „Zabić ich miękko”? Lepiej twoim zdaniem? A może, „Raz, dwa i już nie żyją”? Albo „Zabić ich to małe piwko przed śniadaniem”. Lepsza wersja? „Zabić, jak to łatwo powiedzieć” brzmi dobrze, jest w tym i dowcip, nawiązanie do kultowej piosenki i również odniesienie do samej treści filmu. Ale pewnie najłatwiej jest się przypier….lić do Bogu ducha winnego dystrybutora.

    • Grzegorz Fortuna

      Oryginalny tytuł to nieprzetłumaczlny angielski idiom. Żeby uniknąć śmieszności wystarczyłoby go… nie tłumaczyć (tak, taka opcja też wbrew pozorom istnieje!). Rozwiązaniem nie jest na pewno parafrazowanie tytułu innej piosenki, który w dodatku kompletnie nie pasuje do samego filmu.

      • michas

        Zarowno oryginalny tytul jak i polskie (niezle tym razem) tlumaczenie parafrazuja tytuly piosenek. W przypadku anglojezycznym jest to utwor Roberty Flack „Killing Me Softly with His Song”. Moim zdaniem tlumacz poradzil sobie wysmienicie:D

        • hyper

          Również uważam, że polskie tłumacznie to strzał w przyslowiowe 10.

  • kadr

    A dlaczego nie? Akurat jeżeli chodzi o oryginalny tytuł filmu to jest on raczej w oczywisty sposób parafrazą przeboju Roberty Flack pt: „Killing Me Softly” z 1973 r. Piosenka „Kochać” Szczepanika jest z podobnego okresu i w dodatku w podobnym balladowym klimacie. Więc dalej uważam, że zwyczajnie się czepiasz. Dodatkowo wyraz „Softly” wydaje mi się w pełni przetłumaczalny.

  • kadr

    A dlaczego nie? Akurat jeżeli chodzi o oryginalny tytuł filmu to jest on raczej w oczywisty sposób parafrazą przeboju Roberty Flack pt: „Killing Me Softly” z 1973 r. Piosenka „Kochać” Szczepanika jest z podobnego okresu i w dodatku w podobnym balladowym klimacie. Więc dalej uważam, że zwyczajnie się czepiasz. Dodatkowo wyraz „Softly” wydaje mi się w pełni przetłumaczalny

  • mały

    Killing Them Softly – Zabijając ich delikatnie -takie tłumaczenie mogło by być użyte.
    Jackie Cogan: They cry, they plead, they beg, they piss themselves, they cry for their mothers. It gets embarrassing. I like to kill ’em softly. From a distance
    A Polski tytuł to kpina.

  • malolat

    Film jest kiepski. Te parabole mafia-państwo zupełnie toporne. I nie ma żadnego sensownego skojarzenia. Mogłyby w takiej równoległej narracji lecieć fragmenty kazania z kościoła i też „wybitni” krytycy znależliby głębokie przesłanie. A już ten cały zblazowany Brat Pitt to żałość i chałtura. Ogólnie to jest przykład tego złego amerykańskiego kina, które określam kinem niemoralnym w głębokim sensie tego słowa ( inne przykłady to cała seria z Hanibalem jak mu tam, czy Leon zawodowiec, Kill Bil a także chyba Tarantino).






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Biała noc

Następny tekst

AKTORZY W TELEDYSKACH - LISTA



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE