Z dystansu [Detachment] - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Z dystansu

Potężne, przeszywające kino, gorzkie i depresyjne. Jednak z nutą nadziei na końcu, podszyte prawdziwym pięknem, reżyserią, która fascynuje i szczerymi emocjami.




Osobista rozprawa z systemem edukacji




Tekst gościnny
22.03.2013


Autorem gościnnej recenzji jest Konrad Kyrcz.

Trudno mi zrecenzować, ocenić, czy nawet po prostu polecić najnowszy film autora głośnego „American History X”. To obraz, który potrafi być bolesny w odbiorze, depresyjny i pretensjonalny. Z drugiej strony jest potężny, emocjonalny i niesamowicie szczery w tym, co przekazuje.

Henry Bathes (zjawiskowy Adrien Brody) jest nauczycielem. Ale daleko mu do Johna Keatinga ze „Stowarzyszenia umarłych poetów”. To nie jest urokliwy Robin Williams, nauczyciel-ideał. Henry jest nauczycielem zastępczym, uczy zawsze na pół etatu. Wszystko po to, żeby uniknąć przywiązania się do swoich uczniów i nigdzie nie zagrzać miejsca na długo. Próbuje trzymać się na dystans. Ale to tylko pozory – jest wybuchowy i desperacko szuka bliskości.

Choć jest głównym, to nie jest jedynym bohaterem dramatu. Obserwujemy innych nauczycieli, członków grona pedagogicznego szkoły, w której aktualnie pracuje Bathes. Wszyscy, podobnie jak on, są zranieni, żyją w poczucie oderwania – od świata i od siebie. Większość nie radzi sobie z własnym życiem, a co dopiero ze swoimi uczniami. Nie zrozum mnie źle – to krytyka systemu, nie nauczycieli. Systemu, który jest wadliwy. Systemu, który ogranicza. I z nim bohaterowie próbują walczyć. Szarpią się, próbując wpoić w swoich uczniów coś wartościowego. Nawiązać kontakt z wiecznie nieobecnymi rodzicami. Przezwyciężyć własne słabości. Nie trudno zauważyć, że scenariusz napisał były nauczyciel (Carl Lund). To wręcz osobista rozprawa z systemem edukacji oraz rodzicami (w filmie zawsze nieobecnymi).

Sam film jest dokładnie taki, jak ludzie, których przedstawia – niedoskonały, z licznymi wadami. Ale jednocześnie pełen zażartej pasji, którą można by obdzielić kilkanaście obrazów, kilka książek i ze trzy albumy muzyczne. Chaotyczny, walczący, by jak najszczerzej przekazać zawarte w nim emocje.

Ten (kontrolowany) chaos najlepiej widać w samej formie, którą trudno nawet opisać. Adrien Brody mówi wprost do kamery o trudach pracy nauczyciela. Cięcie. Wspomina dzieciństwo, całe rozmazane, w agresywnych barwach. Cięcie. Widzimy krótkie animowane filmy w postaci rysunków na tablicy. Cięcie. Bryan Cranston (świetny epizod) w zwolnionym tempie rzuca wazon. Wazon w zwolnionym tempie się rozbija. Cięcie. Szkolny pedagog wrzeszczy na ucznia. Cięcie. Wchodzi licencjonowany utwór, a film na chwilę staje się teledyskiem. Cięcie. Puste korytarze szkoły wypełnione są porzuconymi książkami. Cięcie. Adrien Brody siedzi w pustej, zniszczonej klasie.

Choć film w formie jest odważny i nie unika szarż, to zawsze ta forma dopełnia scenariusz. Każda scena (choć czasami trochę pretensjonalna), nie ważne jak wystylizowana, służy fabule i potęguje emocje. Wbrew tytułowi, wobec tego obrazu nie można przejść obojętnie. Można go znienawidzić albo kochać. Zawsze budzi emocje. Góruje nad widzem, pochłania i nie pozwala o sobie zapomnieć.

„Z dystansu” nie byłoby równie udane, gdyby nie obsada. Głównie mam na myśli Adriena Brody, który spaja poszczególne sceny, grając postać równie niestabilną, co sam obraz. Adrien Brody płacze, wybucha, krzyczy, rzuca krzesłami w klasie. Bohater, który spokojnie mógłby być przeszarżowany i nieprawdziwy, w rękach Brody’ego zawsze jest szczery i fascynuje. Ale świetni są także Marcia Gay Harden, James Caan, czy debiutująca tu Sami Gayle. Każdy bohater jest tu ważny, z wyraźnie zarysowanym charakterem i świetnie zagrany.

To film świetny, tak dla młodych, jak i starszych – dla uczniów, nauczycieli, czy rodziców. Potężne, przeszywające kino, gorzkie i depresyjne. Jednak z nutą nadziei na końcu, podszyte prawdziwym pięknem, reżyserią, która fascynuje i szczerymi emocjami. „Z dystansu” nie musi się podobać każdemu, to jeden z tych obrazów, które polaryzują widzów i krytyków. Nie zmienia to faktu, że to trzeba obejrzeć, chociażby po to, żeby wyrobić sobie własną opinię.

Tekst gościnny

Tekst gościnny

Jeśli potrafisz pisać recenzje lub artykuły filmowe (które zazwyczaj lądują w Twojej szufladzie), a chciałbyś zaprezentować się przed tysiącami czytelników, możesz gościnnie publikować na naszej stronie! Przy większej i regularnej liczbie tekstów, takie osoby takie dopisujemy do stałej współpracy.
Napisz do nas: wspolpraca@film.org.pl
Tekst gościnny






  • Jokullus

    prze-genialny film!

  • Kazik

    Nie pojmuję tego typu recenzji. Pisanie na zasadzie „Co prawda ten film jest momentami zły ale kiedy jest zły, to tak naprawdę jest dobry itf”. Mam gdzieś wszelkie filmowopodobne gnioty, gdzie wszystkie główne emocje ekranowych bohaterów wyraża się poprzez opętańcze darcie mordy. Jak ktoś nie drze ryja, to znaczy, że nie przeżywa. Koniec kropka. Naprawdę, ile jeszcze można brnąć w ten popierdolony schemat?

    Pusty, pretensjonalny, efekciarski wymiot

    • Greg

      kazik, zniknij stąd, proszę.

    • Dawid Sosin

      Ty w ogole ogladales ten film???

  • kazik

    Znasz powiedzenie, nie strasz… itd? Nie masz żadnych kontrargumentów, więc sam zniknij.

    • Greg

      ja po prostu uważam, że jakby ciebie nie było to byłoby lepiej. Czytam recenzje i film serio wygląda super i wtedy natykam się na twój wymiot. Nie lubie twoich opinii.

      • kazik

        Oczywiście, chciałbyś żeby nikt nie miał własnej opinii…

  • Kazik

    To, że Ty nie lubisz moich opinii, to oznacza, że mam stąd znikać? Kto Ty jesteś? Samozwańczy król KMF? Nie lub, wolno Ci. Przy okazji raczej wczytaj się w to o czym tak naprawdę piszę, nie jest to bynajmniej krytykowanie na chama, szukanie dziury w całym. Skoro dla Ciebie film wygląda super tylko dlatego, że ekspresja aktora ukazana jest poprzez miotanie się po ekranie niczym pijak z ADHD, to gorąco współczuję.

    Aha, wymiot to jest to recenzowane gówno a nie mój post.

    Tyle ode mnie.

    • Dawid Sosin

      Ty jakis jebniety jestes

    • Jokullus

      Ten moment, kiedy człowiek sobie uświadamia, że zamiast pisać/czytać recenzje na całą stronę można ocenić film jednym, dwoma, maksymalnie trzema słowami typu: „efekciarski wymiot”, „gówno”…

      Kiedyś trolling naprawdę był ciekawy, teraz można się pomylić czy czyta się trolla, czy ktoś naprawdę wierzy w to co piszę

      • Kazik

        Jokullus zluzuj wora i nie porównuj mnie do trolla, tylko z łaski swojej DOCZYTAJ, kurwa, co spowodowało, że użyłem wobec tego filmu takich a nie innych sformułowań. Wydaje mi się, że dosyć jasno przedstawiłem swoje argumenty. Z trollowaniem nie ma to nic wspólnego.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Kazik w objęciach funkcjonariuszy

Następny tekst

Urwany Film #35 - X-Men Pierwsza Klasa



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE