Yuma | FILM.ORG.PL

Yuma

Jeżeli ktoś go zobaczy, to dobrze. Jeśli nie - to też nic nie straci.




Obraz jednorazowy




Krzysztof Połaski
13.08.2012


Autorem gościnnej recenzji jest Krzysztof Połaski

 

Czuję się oszukany. Zwiastun filmu sugerował, że "Yuma" będzie gangsterską komedią, a tymczasem twórcy zaserwowali nam dramat. I myślę, że właśnie ta zmyłka będzie dla niektórych widzów rozczarowaniem. Dla mnie wręcz przeciwnie.

Po latach do kina powraca temat przemiany ustrojowej i barwnych, dla niektórych wspaniałych, a dla innych fatalnych, lat 90., w których jedni zdobywali fortuny i ustawiali się na całe życie, a drudzy wszystko tracili. Łatwo zdobyć, łatwo stracić – takie czasy. Kiedyś "Młode Wilki" uczyły jak szmuglować spirytus lub materiały radioaktywne przez granicę, a "Amok" oraz "Pierwszy Milion" uczyły gry na giełdzie. Teraz wraz z "Yumą" uczymy się okradać Niemców, pardon, zabierać co nasze.

 

Kilka słów o fabule

O tym, że nie będziemy mieć do czynienia z komedią dobitnie pokazuje już jedna z pierwszych scen filmu. Jest 1987 rok. Zyga oraz Rysio, dwaj wkraczający w dorosłość najlepsi przyjaciele, przez jeden błąd tego drugiego, zostaną zmuszeni do czegoś, co wywrze na nich piętno na całe życie i trwale podzieli. Od teraz będą po dwóch stronach barykady. W międzyczasie pojawi się również uciekinier z NRD, którego uratował Zyga, co prawdopodobnie okazało się jego największym życiowym błędem.

 Mija kilka lat, jest 1992 lub 1993 rok, a Armia Radziecka opuszcza nasz kraj. Zmienił się ustrój, ale nie zmieniła się Polska. I nie zmienił się także Zyga. To wciąż ten sam inteligentny, pełny pasji do kina romantyk jak dawniej. Marzy o wielkiej miłości i tak właściwie to dla niej postanawia podnieść standard swojego życia, przecież jako gołodupiec w tekturowych butach do trumny nie ma żadnych szans u Majki, dziewczyny wymarzonej, jak z okładki żurnala albo zachodniego serialu.

 Przepisem na nowe, dostatnie życie w nowiuśkich adidaskach oraz eleganckich dżinsach, pachnącym nowością ortalionowym dresie lub skórzanej kurtce, jest tytułowa "yuma", lub bardziej po polsku "juma". Były to krótkie wyjazdy do Niemiec w celu odebrania tego co nasze i nam się należy – to wersja dyplomatyczna, a wersja bliższa prawdzie, to zwyczajne okradanie jeszcze niczego nieświadomych Niemców, którzy w końcu się zorientują, że biuro rzeczy znalezionych to ostatnie miejsce, jakie można znaleźć w naszym kraju.

 

Zygę w świat "jumy" wprowadza jego ciotka, miejscowa burdelmama i osoba mająca większą władzę niż sam burmistrz, który zresztą jest stałym klientem jej przybytku rozkoszy. Oczywiście Zyga nie działał sam, skompletował swoją ekipę "młodych wilków" w składzie Młot, Kula oraz do szaleństwa zakochana w Zydze, Bajadera. Od tej pory to oni rządzili miastem, oczywiście aż do czasu, gdy na horyzoncie nie pojawił się stary znajomy Zygi, rosyjski gangster Opat, który postanowił zniszczyć to miejscowe El Dorado.

Realizm z przerysowaniem

To tyle o fabule. "Yuma" to w gruncie rzeczy film niezwykle przejmujący i smutny. Reżyser, Piotr Mularuk, chciał pokazać sam proceder "jumania", jak i zmuszonych do niego ludzi. To się akurat udało. Film co prawda miesza wątki bardzo realistyczne z tymi przerysowanymi, ale pokazuje, że to kim jesteśmy, determinuje miejsce oraz czas, w którym żyjemy. Zyga był marzycielem, chciał całkowicie zmienić swoje życie. Niestety rzeczywistość okazała się bardzo brutalna, co dobitnie pokazuje zakończenie tego filmu, którego ja w żadnym wypadku nie nazwałbym happy endem.

Większość krytyków docenia świetną rolę Jakuba Gierszała, aczkolwiek moim zdaniem, czegoś zabrakło. Być może nie jest to wina samego Gierszała, tylko słabego napisania i poprowadzenia postaci Zygi, który zupełnie nie pasuje na przywódcę bandy. Jeżeli miałbym porównać "Yumę" do chociażby hitu lat 90. o podobnej tematyce, czyli "Młodych Wilków" (często spotykam się z tym porównaniem), to Zyga absolutnie nie ma charyzmy, jaką miał Cichy wykreowany przez Jarosława Jakimowicza. Ba, Zydze jest wręcz bliżej do Prymusa, którego grał Piotr Szwedes: tak samo zachłysnęli się szybko zdobytymi pieniędzmi.

 

To nie Jakub Gierszał błyszczy na ekranie, tylko drugi plan. Absolutnym odkryciem tego filmu jest Jakub Kamieński, wcielający się w rolę Młota, którego ksywka już sama wskazuje, że jest w ekipie tym najbardziej prostackim i pierwszym do bójki. Mam nadzieję, że kino jeszcze nie raz sięgnie po Kamieńskiego, bo obecnie marnuje się w serialu "Pierwsza Miłość", gdzie od lat gra jedną z najbardziej charakterystycznych postaci. Jeżeli mówimy o drugim planie, to nie możemy pominąć reszty bandy, czyli Krzysztofa Skoniecznego jako Kuli i świetnej Heleny Sujeckiej, która wcieliła się w desperacko zakochaną w Zydze, Bajaderę.

Na plus możemy zaliczyć również celnika i jednocześnie chrzestnego Zygi – Mieczysława Grąbka, pożyczającego samochód za paczkę Marlboro ojca Zygi – Jerzego Schejbala, zawsze świetnego Przemysława Bluszcza, który zagrał burmistrza oraz oczywiście dumnie prezentującą swoje walory i atuty jako burdelmama Halinka – Katarzynę Figurę.

Na minus niestety wypada Opat, którego wykreował Tomasz Kot. Postać ta jest zwyczajnie przerysowana, Kot gra jakby dalej był Kaszpirowskim z reklamy Netii. I wielki minus dla reżysera i scenarzysty za niewykorzystanie wątku Majki, w którą wcieliła się piękna Karolina Chapko. Nie miała tutaj wiele do grania, jej postać zostanie strasznie spłaszczona, szkoda. Kilka uśmiechów i parę zdań, to zdecydowanie za mało jak na postać, dla której Zyga zaczął jumać. Mam nadzieję, że już wkrótce zarówno ona, jak i jej siostra bliźniaczka, Paulina, dostaną lepsze propozycje, bo mocno im kibicuje od czasu, gdy pierwszy raz zobaczyłem je w "Polskiej Noweli Filmowej".

 

"Yuma" to niestety typowy średniak. Zapowiadało się bardzo dobrze, lecz Piotr Mularuk nie wykorzystał drzemiącego w temacie potencjału. Film dużo traci szczególnie w swojej drugiej połowie, która jest wręcz chaotyczna. Im dalej w las, tym ciemniej. Podejrzewam, że film został  bardzo mocno pocięty przy montażu, stąd te wszystkie nieścisłości i nie do końca wyjaśnione wątki. Nie mogę również zrozumieć kolejnego (m.in. po "Rozdroże cafe" czy "Bez wstydu") wątku kazirodczego w polskim kinie. Nie wiem w jakim celu został wprowadzony i dlaczego, ale zdecydowanie obniża moją ocenę przy odbiorze tego filmu. Na szczęście gorzkie zakończenie lekko rekompensuje mi niektóre wady tego obrazu.

Z "Yumą" jest jak z jej bohaterami – po prostu powstała w złym czasie. Gdyby została nakręcona w latach 90., to być może miałaby dzisiaj taki status jak "Młode Wilki" (o co akurat wówczas nie było trudno). A tak zwyczajnie przepadnie. Jest to obraz jednorazowy, jeżeli ktoś go zobaczy, to dobrze. Jeśli nie – to też nic nie straci. Szczerze, ja też nic nie straciłem i absolutnie nie żałuję wydanych pieniędzy na bilet. Wierzę, że Piotra Mularuka stać na jeszcze więcej.

 

Polas - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Andriej69

    Spodziewałem się czegoś ok. 2-3/10, więc i tak wygląda na to, że jest lepiej. Dobra recenzja, może nawet obejrzę „Yumę”, kiedy trafi na płytkę jako dodatek do jakiegoś pisma…

    • Entratmer

      W takim wypadku czekam na „Twój Styl”. Teraz jest dołączona do niego „Sala samobójców”. Choć może „Yuma” trafi na „Panią domu”… Sam nie wiem…

  • Szymon Pajdak

    Właśnie wróciłem z kina i na świeżo film dostaje ode mnie 6.5. Aktorstwo dobre, fabuła ciekawa, momentami naprawdę ładne zdjęcia i dobra muzyka (mimo kilku nieporozumień).
    Zgadzam się, że 2 części film zaczyna być dziwnie szarpany. Ale oglądało się dobrze :)

  • patipp

    Bardzo przyzwoity film. Gierszał i spółka grają świetnie. 7/10

  • Łukasz

    Czy recenzent znał chociaż pobieżnie pierwowzór postaci Zygi? Stawiam dolary przeciwko orzechom, że nie ma pojęcia jak wyglądał ani jak się zachowywał. Gdyby tak było, powyższa recenzja wyglądała by zupełnie inaczej. Reżyser niemal doskonale oddał wizerunek postaci lidera „jumoli” z K.O. Co więcej, zarówno Zyga jak i reszta kompanów, a szczególnie Młot, są podobni z wyglądu do postaci które grają, zresztą całkiem dobrze. Film jest zbliżony do realizmu sytuacji jaka miała miejsce w Krośnie i za zachodnią granicą na tyle, że odrobina więcej i zakrawało by to na łamanie tajemnicy dotyczącej szczegółów wydarzeń jakie miały tu w latach 90.I trzeba pamiętać, że niektórzy bohaterowie tych zdarzeń żyją i w zeszłym roku opuścili więzienia. Zgadzam się, że film jest mocno osadzony sytuacyjnie, niemal jak dokument, co pozwala mieszkańcom Krosna Odrzańskiego identyfikować się z produkcją, jednak uniwersalność odbioru dla szerokiej widowni jest przez to zakłócona, co widać po ocenach filmu. Pozdrawiam.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Oz (krótka piłka)

Następny tekst

Olimpiada filmowa



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE