nowości kinowe

X-Men: Apocalypse

Bryan Singer tym razem przedobrzył – jego „X-Men: Apocalypse” jest widowiskiem imponującym, choć sztucznym i nieciekawym.

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

Plastik fantastik

Oglądając nowy film z serii X-Men, złapałem się na tym, że czekam na pewne stałe punkty programu – literka X w logo 20th Century Fox, która pozostaje na ekranie jeszcze przez chwilę, gdy reszta obrazu już jest zaciemniona, pędząca do przodu kamera w czołówce, kończąca swój bieg na drzwiach do Cerebro oraz zwiedzanie szkoły dla uzdolnionej młodzieży w momencie pojawienia się nowych uczniów. To i parę innych rzeczy decyduje o tym, że łatwo mi wrócić do filmowego świata wykreowanego przez Bryana Singera przed szesnastoma laty. Różni się on znacząco od tego z komiksów, ale zdążyłem przywyknąć do wszelakich zmian względem oryginału. Po dwóch trylogiach, paru spin-offach i tegorocznym Deadpoolu, bezpośrednio nawiązującym do X-świata, uniwersum to stoi na równie mocnych nogach co MCU (dla niewtajemniczonych – ten mały projekt złożony z filmów o przygodach Iron Mana, Kapitana Ameryki, Thora i reszty Avengersów). 

Co nie znaczy, że każda część cyklu należy do udanych. Najnowsza, o podtytule Apocalypse, ma dużo udanych elementów i skalę zniszczeń przypominającą tę z komiksów. Ale równocześnie za bardzo rozłazi się narracyjnie, razi sztucznością, a główny czarny charakter należy do najmniej ciekawych w całej serii. Po znakomitych Pierwszej klasie i Przeszłości, która nadejdzie to wyraźny zawód.

professor-x-and-his-kickass-crew-stand-ready-to-defend-in-the-new-x-men-apocalypse-post-884025

Rok 1983. Od wydarzeń z poprzedniej części mija dziesięć lat. Magneto jest ściganym przez wszystkie narody świata mutantem, który przez ten czas zaszył się w Pruszkowie (tak, tym naszym Pruszkowie), założył rodzinę i wiedzie spokojne życie na łonie natury, jednocześnie pracując w fabryce. Profesor X uczy w swojej szkole, a Mystique, uważana przez sporą część swoich pobratymców za wielką bohaterkę, pomaga innym w walce z ludzkim ciemiężcą. Spokój tej trójki oraz reszty genetycznie uzdolnionych zostaje zaburzony pojawieniem się tytułowego Apocalypse, pierwszego i najpotężniejszego mutanta, którego celem jest zniszczenie całego świata, bo mu się nie podoba.

Wolałbym, aby za jego motywacją kryło się coś więcej, albo żeby wytłumaczył, dlaczego uważa całkowite unicestwienie wszystkiego i wszystkich za dobry pomysł. Nic z tego. Apocalypse jest zły do szpiku kości, co sugeruje już samo jego imię obiecujące, jak by nie patrzeć, koniec świata. Ale w tej swojej nikczemności jest również próżny – odpala wszystkie nuklearne pociski stworzone przez człowieka, po czym wysyła je w kosmos. Sam woli dokonać dzieła zniszczenia.

jennifer-lawrence-image-x-men-apocalypse

Kiedy zrozumiałem, że z nowym filmem twórcy Podejrzanych jest coś nie tak? Na pewno nie po rewelacyjnym, rozgrywającym się w starożytnym Egipcie prologu, w którym Oscar Isaac (jeszcze bez makijażu) zostaje zamieniony w Apocalypse, gdy wokół szaleje śmierć i zniszczenie. Również pierwsze sceny z nastoletnimi Nightcrawlerem i Cyclopsem są bardzo dobre, przypominając nam o bohaterach, których już znamy, choć z ich dorosłych wcieleń.

Fałsz pojawia się wraz z Michaelem Fassbenderem, mówiącym łamaną polszczyzną i mieszkającym w urokliwym zakątku naszego kraju, gdzie sarenki jedzą z ręki.

Za rym przepraszam, wyszedł niechcący, ale pasuje do obrazka, jaki serwuje nam reżyser. Również kuriozalna scena z milicjantami, zamiast przejmować, bawi – dramat bohatera, podstawa jego przemiany w tym filmie, okraszona została salwą śmiechu w kinie. Podejrzewam, że w innym krajach moment ten zostanie uznany za niezwykle emocjonalny, i pod tym względem udany (choć nie wiem, czy tak słabo napięta cięciwa łuku zdołałaby wypuścić strzałę zabijającą dwie osoby), lecz jestem ciekaw, jak bardzo nasza polska świadomość zaważy na odbiorze tego wątku.

Również fakt, że od czasu Pierwszej klasy mija w filmie dwadzieścia lat, a bohaterowie wyglądają, jakby w ogóle się nie zestarzeli, może być problematyczny. Razi to tym bardziej, że Singer posiłkuje się scenami z tamtego obrazu, ewidentnie strzelając sobie w stopę – widząc wciąż młode twarze McAvoya, Fassbendera, Lawrence i Houlta, wiem, że ich relacje nie były budowane przez dwie dekady, lecz trzy filmy zrealizowane na przestrzeni kilku lat. Być może się czepiam, lecz jest to dosyć ważny zarzut wobec serii, która zawsze charakteryzowała się położeniem większego nacisku na bohaterów i ich dramaty niż inscenizacyjny przepych. Tego w Apocalypse nie brakuje, choć i on wydaje się sztuczny w porównaniu z poprzednikami.

ben-hardy-in-XMEN-APOCALYPSE

Tytułowy łotr ma brzydki nawyk projektowania kostiumów dla swoich mutantów, a że gustuje w plastiku, nawet zbroja Magneto wygląda na tanią podróbkę.

W przepełnionych CGI scenami akcji trudno znaleźć coś, co nie jest wytworem komputera, a kolejne pojedynki X-Menów z przeciwnikami pozbawione są pomysłowości poprzednich części. W momencie gdy Mystique, znana przecież z niesamowitej sprawności fizycznej, w ogóle nie prezentuje swoich umiejętności w walce, wiesz, że gdzieś popełniono błąd. Dużo obiecywała scena wejścia profesora X do umysłu Apocalypse, lecz zdecydowanie za szybko zamieniła się ona w bezmyślną bijatykę.

Znęcam się nad filmem Singera, choć nie umiem go tak do końca skreślić. Za bardzo lubię tych bohaterów, nowe twarze również są obiecujące, natomiast niektóre sceny należą do najlepszych w całej serii. Ponownie mamy zatem genialnie zrealizowany bieg Quicksilvera, tym razem z piosenką Sweet Dreams zespołu Eurythmics w tle. Miło zobaczyć powracającą do roli Moiry MacTaggert Rose Byrne, która ma dobrą chemię z McAvoyem, a oglądanie młodych Scotta Summersa i Jean Grey rodzi ciekawe pytanie, jak tym razem skończy się ich historia. Strzałem w dziesiątkę było obsadzenie w roli najseksowniejszej ze wszystkich mutantek Olivii Munn, która jako Psylocke kusi nawet ubrana w szarą marynarkę. No i wisienka na torcie w postaci epizodu z Weapon X, jakby wyjętego z innego filmu – jest ostro, krwawo i bez plastiku. Z chęcią obejrzałbym osobny film o błąkających się korytarzami ściśle tajnego wojskowego ośrodka uczniakach, przypadkowo natykających się na swojego przyszłego kolegę.

X-Men-Apocalypse-Trailer-1-Cyclops

X-Men: Apocalypse, jak żadna inna poprzednia część, jest tworem nieudanym całościowo, choć sprawiającym sporo satysfakcji w tych kilku momentach. Singer ze swoim scenarzystą, Simonem Kinbergiem, męczą się nad prostą historią konfrontacji z nieciekawym złoczyńcą, dodając po drodze elementy ostatecznie ratujące film. Zdecydowanie za długi film, należy nadmienić, w którym przez pierwszą godzinę niewiele się dzieje. Bywa jednak zabawnie.

W jednej ze scen bohaterowie idą do kina na Powrót Jedi, po seansie stwierdzając, że części trzecie są zawsze najgorsze. Tak było z Ostatnim bastionem, tak jest i teraz. Czy Singer przewidział efekt końcowy swojej pracy, dlatego dodał ten dialog, czy też pojawił się on jako żart filmowy, który niestety się ziścił? Jak by nie było, jest to jeden z tych niewielu momentów w Apocalypse, gdzie prawda dominuje nad fałszem.

korekta: Kornelia Farynowska

film.org.pl_b

Ostatnio dodane