WILK Z WALL STREET - Król Leonardo - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Wilk z Wall Street

To pędzące do przodu, dowcipne, świetnie zmontowane w rytm znanych piosenek dzieło jest zdecydowanie najlepszym filmem Martina Scorsese od bardzo dawna.




Król Leonardo




Jędrzej Dudkiewicz
19.12.2013


82382552Martin Scorsese to wciąż jeden z najlepszych reżyserów świata, a do tego zalicza się w poczet moich ulubionych. Dlatego też z niecierpliwością czekałem na jego najnowsze dzieło – „Wilka z Wall Street”. Jednak im bliżej było premiery, tym mój niepokój rósł. A to dochodziły pogłoski o problemach w trakcie produkcji, a to film dostał niedawno tylko dwie nominacje do Złotych Globów… Koniec końców okazało się jednak, że duet Scorsese – Terrence Winter nie tylko nie rozczarował, ale dał znacznie więcej niż można się było spodziewać.

Jordan Belfort to typowy przykład osoby, która mając trochę inteligencji i zero skrupułów, przeszła drogę od zera do bohatera (i z powrotem). Już w wieku 26 lat dorobił się gigantycznej fortuny – 50-metrowy jacht, wielka posiadłość i helikopter to tylko jej kawałek. Jak? Sprzedając akcje: wpierw zwykłym ludziom, następnie bogaczom, przy okazji robiąc szwindle na ogromną skalę. Dlatego też wkrótce zaczęło interesować się nim FBI.

443415.1

Scorsese ze swoim filmem idealnie wstrzelił się w chyba najbardziej aktualny medialnie temat, czyli kryzys finansowy. Nie chodzi mu oczywiście o odwzorowanie tego, jak do niego doszło, ale oglądając poczynania Belforda ciężko nie mieć gdzieś z tyłu głowy skojarzeń z obecną sytuacją. Tym bardziej, że niejaki Mark Hanna, którego krótko, ale brawurowo zagrał Matthew McConaughey, wypowiada jedne z ważniejszych kwestii. Wynika z nich (co w zasadzie jest prawdą), że na giełdzie chodzi tylko o zysk: maklerzy nic nie produkują, nie pomagają bogacić się ludziom, a to, co sprzedają, jest w rzeczywistości wirtualne. Na papierze klient zarabia, ale nie widzi realnych pieniędzy, bo inwestuje je w kolejne akcje podsuwane przez swojego doradcę. Wydaje się jednak, że bardziej niż kryzys Scorsese krytykuje tak ważne dla USA wartości jak kapitalizm i american dream – które oczywiście są mocno związane z tym, co przed chwilą napisałem. Każą one nie tylko zarabiać coraz więcej pieniędzy, co w którymś momencie zaczyna być celem samym w sobie, ale też wyniszczają wewnętrznie każdego, bez wyjątku.

Wspomniałem wcześniej o duecie Scorsese – Winter. Ten pierwszy potwierdza klasę reżyserską, udowadniając kolejny raz, że swój fach ma w małym palcu. „Wilk z Wall Street”, chociaż trwa trzy godziny, nie nudzi ani przez chwilę. Ma doskonałe tempo, świetnie wyważone tonacje, jest po prostu tak szybki, jak życie głównego bohatera. Winter z kolei, który tworzył scenariusze do takich seriali jak „Rodzina Soprano” i „Boardwalk Empire” (przy tym pracuje ze Scorsese), napisał kawał świetnego tekstu. Po pierwsze, film ma rewelacyjne dialogi, które albo idealnie dają odpocząć widzowi w krótkich przerwach pomiędzy akcją, albo są jej dopełnieniem. Po drugie, wszystko w scenariuszu do siebie pasuje – zarówno powaga, jak i komedia. Bo „Wilk z Wall Street” jest naprawdę zabawny i gromkie salwy śmiechu na pokazie prasowym nie były wcale rzadkie. Po trzecie, scenariusz Wintera żywcem przypomina film gangsterski. Główny bohater nie tylko bogaci się poprzez nielegalne czyny, zdobywa sławę i luksusy, ale też jest bezwzględny, cyniczny i, jak w przypadku większości kinowych gangsterów, mimo to daje się go lubić. Z wielu względów, chociażby z racji tego, że Belford jest uzależniony od narkotyków, „Wilk z Wall Street” przypomina mi „Człowieka z blizną” Briana De Palmy (ale skojarzenia z „Chłopcami z ferajny” też są zasadne).

15-outrageous-scenes-in-martin-scorseses-wolf-of-wall-street-we-cant-wait-to-see

Osobne słowa należą się aktorstwu. Oprócz wspomnianego już Matthew McConaugheya docenić trzeba Jonaha Hilla, który drugi już raz (pierwszy to „Moneyball”) zaskakuje mnie swoją kreacją. Jako Donnie Azoff, największy przyjaciel Belforda, jest znakomity – jednocześnie podobny do Jordana i zupełnie od niego inny. Na drugim planie bardzo przekonująco radzą sobie Margot Robbie w roli drugiej żony Belforda, Naomi, oraz Kyle Chandler grający agenta FBI, który ściga Jordana. Królem „Wilka z Wall Street” jest jednak zdecydowanie Leonardo DiCaprio. Od bardzo długiego czasu mający znakomitą passę (dla mnie jest wzorem tego, jak poprowadzić swoją karierę), tutaj udowadnia, że obecnie jest jednym z najlepszych amerykańskich aktorów. DiCaprio ma tu ogromne pole do popisu – w końcu jego bohater zalicza wiele różnych faz zachowań. Od opanowania, spokoju, przez cynizm, brak skrupułów, bycie czarującym dupkiem, po wściekłość i bycie na haju. Każda twarz Belforda jest zagrana bezbłędnie i z wielkim wyczuciem. To w głównej mierze zasługa DiCaprio – jego gry, charyzmy i wdzięku –  że jego bohatera da się lubić nawet wtedy, gdy jest najbardziej żałosny. Myślę, że w końcu nadszedł czas, by docenić go od dawna zasłużonym Oscarem, który należy mu się jak psu buda.

Wszystko powyższe sprawia, że nawet jeśli „Wilk z Wall Street” jest trochę za długi (tak gdzieś o 20 minut), to bez problemu mu się to wybacza. To pędzące do przodu, dowcipne, świetnie zmontowane w rytm znanych piosenek dzieło jest zdecydowanie najlepszym filmem Martina Scorsese od bardzo dawna, a konkretniej od „Kasyna”, chociaż można się zastanowić, czy nawet nie od „Chłopców z ferajny”.

Jędrzej Dudkiewicz

Ma obroniony licencjat z historii na Uniwersytecie Warszawskim, obecnie robi licencjat z filmoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Odbył staż w Tygodniku Polityka, na co dzień współpracuje ze Stopklatką, Wirtualną Polską, Magazynem Kontakt, Dwutygodnikiem artPAPIER oraz stroną film.org.pl. Prowadzi również bloga Cisza na planie (ciszanaplanie.com/). Interesuje się filmem, serialami, książkami, polityką, piłką nożną i innymi ludźmi.

Latest posts by Jędrzej Dudkiewicz (see all)







  • Koleś

    Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć te 20 minut, które wg autora są zbędne, ale wg Martina Scorsese i Thelmy Schoonmaker powinny się znaleźć w filmie. Można wiedzieć, które to minuty?

    • Jędrzej Dudkiewicz

      Nie podam dokładnych minut czy scen, bo to nie o to chodzi. Mogłoby być jednak troszkę mniej fragmentów imprez i nie byłaby to szkoda dla filmu. Po prostu czasem są filmy, przy których odnosi się wrażenie, że mogłyby być minimalnie krótsze. Nie mówię, że są momenty całkowicie niepotrzebne, ale gdyby nieco przyciąć film byłby on jeszcze szybszy i miał jeszcze lepsze tempo. Jednak nie jest to wielka wada, tak jak napisałem – da się ją spokojnie wybaczyć. Mam nadzieję, że piszę w miarę składnie i będziesz wiedział, o co mi chodzi, bo w tym momencie mam chyba problem z tym, żeby dobrze to przekazać :)

      • Jokullus

        Przypadek „Django” – gdyby ktoś inaczej zmontował finał, który się dłuży i dłuży, byłby to lepszy film, mimo tego że wciąż jest świetny ;)

        A „Wilk…” to film z kategorii ‚must see’ roku 2014.

        • Jędrzej Dudkiewicz

          Django to jest dobry przykład. Chociaż film rzeczywiście jest świetny, to w pewnym momencie tempo trochę siada. Jak najbardziej zgadzam się, że film mógłby być krótszy i z lepiej zmontowanym finałem.

          • q

            dokładnie, z filmu można by wyrzucił z 20% i nikt by nie zauważył różnicy. Fabuła nic by nie straciła, a film miałby sensowną dynamikę. Niestety po godzinie nie za bardzo wiadomo czy reżyser wie o czym ma być film. Dlatego głównie bym usunął wiele z początku. Powiecie że się czepiam, ale coś mi w tym filmie nie pasuje. Chyba prowadzenie właśnie historii. Rozumiem gaworzenie

            Wiele scen jest takich sobie. Sceny z imprez nie zaskakują,…sory nie mam 16 lat i cycki i rzucanie karzełkami to dla mnie za mało ;-P Dużo oczywistości. Jak się zastanawiam nad scenami które mi się podobały to kilka jest, aleto w końcu bardzo długi film. To w sumie takie kasyno czy kumple, ale gorsze. Jak myślę o roli żony tu, a w kasynie.. itd. DiCaprio rzeczywiście gra coraz lepiej, ale nie dałbym oscara za tą rolę. Bez przesady.

  • Jerzy Babarowski

    „jest zdecydowanie najlepszym filmem Martina Scorsese od bardzo dawna, a
    konkretniej od „Kasyna”, chociaż można się zastanowić, czy nawet nie od
    „Chłopców z ferajny”.” – to od Kasyna czy Goodfellas? To jest jednak duża różnica ;]

    Recka mi się nie podoba, ale nie jest tak źle jak przy Hobbicie. Jest chociaż trochę konkretów, parę spostrzeżeń, które mi się pewnie przypomną jak sam pójdę na film, ale wciąż miałem wrażenie czytania wyliczanki elementów filmowych, a nie spójnego tekstu recenzenckiego. Ech. No nic.

    • Jędrzej Dudkiewicz

      Nie aż tak wielka różnica, raptem dwa filmy dzielą Kasyno od Chłopców z ferajny. To kwestia tego, czy komuś Kasyno się podobało, czy nie. Kwestia czy Wilk z Wall Street jest lepszy od Kasyna pozostaje otwarta, przynajmniej dla mnie.

      Co do wyliczanki elementów filmowych. Może się mylę, ale dokładnie to samo robisz w recenzji Grawitacji. Fakt, lepiej to maskujesz i szczegółowo opisujesz poszczególne aspekty techniczne. Ale jednak wciąż jest to podobna wyliczanka, przynajmniej dla mnie.

      Żeby było jasne – to ostatnie to absolutnie nie ma być atak. Próbuję zrozumieć, co dokładnie Ci tak nie pasuje w tych moich dwóch tekstach. Może zróbmy tak – podrzuć mi linka do jakiejś wzorcowej, Twoim zdaniem, recenzji. A ja chętnie się z nią zapoznam i może łatwiej mi będzie zrozumieć Twoje zarzuty. Bo niewykluczone, że masz rację (częściową albo pełną) w tym co piszesz, a jeśli tak, to będzie to okazja i do dyskusji i do tego, żeby się czegoś nauczyć :)

      Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego weekendu.

  • szczygliś

    Szczerze mówiąc, trailer obejrzany jakiś czas temu średnio mi się podobał, bo nie za bardzo podchodzą mi „wall streetowe” klimaty, za to duet DiCaprio + Scorsese sprawiał, że jednak ciekawość się pojawiła, bo Ci dwaj panowie razem to tak jak Cameron i Schwarzenegger – duet idealny.I jeśli jest z tym filmem tak jak napisałeś,to seans w kinie musi być bardziej, niż obowiązkowy :) PS. A tego Oscara to Leo naprawdę mógłby w końcu otrzymać. Przy takiej filmografii i talencie to już od dawna mu się należy statuetka.

  • Wiktor

    Świetny film, gra aktorska wyśmienita. Oglądając nie zawiodłem się na nim. Na długo zostanie mi w pamięci. Wszystkim chętnym polecam obejrzeć bo na pewno warto. Ja to zrobiłem nie wychodząc z kina, oglądając pod tym linkiem: http://goo.gl/AqEGyi

    Polecam wszystkim maniakom dobrych filmów!

    Pozdrawiam!

  • erik

    hm, troche dziwna recenzja….jakby pisana dla filmweb-u






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Jak wytresować smoka 2

Następny tekst

GRUDZIEŃ Z FANTASY - NIBELUNGI



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE