WILK Z WALL STREET - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Wilk z Wall Street

Scenariusz do Wilka… jest absolutnie fenomenalny: rasowa, wytrawna siła scen filmowych jest tutaj obecna w swojej najczystszej, najbardziej pierwotnej formie niemal przez cały czas.




Dolar w spermie




Jerzy Babarowski
06.01.2014


Strony: 1 2

wolf-of-wall-street-poster2-610x903„Rób w życiu tylko to, co ci sprawia przyjemność” – powiedział ktoś kiedyś, nie pamiętam kto. Chyba jakiś pisarz. Zapadła mi ta rada w głowie. Ale większość ludzi nigdy nie ma okazji wcielić jej w życie. Nie dostają szansy sprawdzenia jak bardzo hedonizm by nimi zawładnął. Cóż. Wilk z Wall Street pokazuje, co się dzieje z kimś, kto taką szansę dostanie.

Gdzieś pomiędzy kolejnymi shotami wódki, rozsypanymi ścieżkami koki a podartymi studolarowymi banknotami, otoczony nagimi kobiecymi piersiami, w najczarniejszych głębinach wspomnień, o których dawno zapomniał, że je kiedykolwiek miał, siedział Jordan Belfort i wpatrywał się w sufit. Zastanawiam się, czy myślał wtedy czy to, co robi jest słuszne. Czy w którymkolwiek momencie mu to przyszło do głowy, czy chociaż raz przeszło przez jego myśl. Nie. Chyba nie.

Ale jakże by mogło być inaczej, skoro już zaczął tak, że się inaczej nie mogło skończyć? Chciał być milionerem. W momencie, gdy jedyną twoją ambicją jest bycie milionerem już stajesz na z góry ustalonej pozycji, która w sposób nieunikniony zaprowadzi cię w pewne miejsca, a innym twojej obecności oszczędzi. Bo nie ma niczego, co by było tych pieniędzy tłem. Nie idzie za nimi żadna idea czy wartość, wobec której można by je zrelatywizować, przedstawić w jakimś kontekście, systemie. To po prostu wór zielonych, mogący prowadzić tylko do jeszcze większego wora zielonych.

The-Wolf-of-Wall-Street-Trailer1

Gdy jedyne, o czym zaczynasz myśleć to powiększanie swoich mieszków złota, to tracisz tym samym zdolność kreacji. Twoja kasa staje się pusta. Nie dziwota, że tyle powstało o Wall Street filmów. Trudno znaleźć drugie miejsce, którego pracownicy tyle by zarabiali, robiąc coś równie pustego i iluzorycznego jak operowanie pieniędzmi, które nie istnieją.

Ale chociaż na początku próbował. Chciał wodę zamiast wódy, chciał być miły, uprzejmy, mówić to, co powinien. Na pewno jest jakiś sposób, żebyśmy mogli zarobić i my i oni, żeby obie strony były zadowolone. Na pewno jest.

Ale nie trwało to długo. Bo wkrótce okazał się bardziej utalentowany i obdarzony większym sprytem niż inni koledzy krawaciarze i nim się obejrzał, już wpadł w wir zielonych dragów, piętrowych cycków, wielkich banknotów i ścieżek jachtów. Czy jakoś tak. Jeśli kiedykolwiek miał wątpliwości, co do zasadności swoich postępków, to film Scorsese nigdy nie daje nam tego poznać.

Pic5

Wilk z Wall Street – a przynajmniej jego gros – to blisko trzygodzinny przegląd wszystkich czynności, jakie można robić będąc pijanym, naprutym, podnieconym, naszprycowanym czy w jakikolwiek inny sposób odurzonym. Jest jak nocna trasa po knajpach, jedna impreza zlewa się z kolejną, nuty wchodzą jedna na drugą i zanim się obejrzymy już biegniemy w szaleńczym tańcu kolorowych świateł i wiecznej jebaki, w kraju, nad którym nie zachodzi słońce, długo, bez przerwy, przez godziny. Scorsese kręci i montuje te sceny tak samo, jednostajnie, wciąż utrzymując ten sam rytm, długością ich trwania osiągając momentami poziom niemal braku fabuły jako takiej, przeciągając je tak długo, że już nie wiemy, gdzie był koniec, a gdzie początek… czy może nigdy nie było początku?

Ale początek był i możemy jedynie domniemywać, że nastąpił wtedy, gdy Jordan Belfort (Leonardo DiCaprio), świeżak z Nowego Jorku z ambicjami zostania kolejnym Rothschildem, poszedł na Wall Street by zostać maklerem giełdowym. Więcej nie wiemy, bo Wilk… nie jest klasycznym filmem biograficznym: nigdy nie poznajemy dzieciństwa Belforta, nie wiemy, co go ukształtowało, jak poznał pierwszą żonę, ani – mimo, że jego rodzice odgrywają w historii całkiem sporą rolę – jak go wychowano.

original

Historia jest oparta na jego wspomnieniach pod tym samym tytułem, które nie pierwszy już raz zostały przeniesione na srebrny ekran: w 2000 roku posłużyły za inspirację do Boiler Room z Vinem Dieslem i Benem Affleckiem. O samym Belforcie jednak wiele więcej już się nie dowiemy. Od momentu rozpoczęcia jego maklerskiej kariery aż do wyjścia z – niespodzianka! – więzienia jego osoba w dużej mierze pozostaje dla nas pewnego rodzaju enigmą, choć tu pojawia się paradoks, o którym wspomnę za chwilę.

Frenetyczne tempo kolejnych odsłon rozpasanego życia bohaterów jest dodatkowo podkręcane przez formalne smaczki dodane zarówno przez Martina Scorsese jak i scenarzystę Terence’a Wintera, sprawiające, że całość jest jeszcze gęstsza i bardziej barokowa – takie jak kilka świetnych kolaży montażowych czy ekspozycyjne monologi Belforta wypowiadane wprost do widza, burzące czwartą ścianę. Scenariusz do Wilka… jest zresztą w ogóle absolutnie fenomenalny: rasowa, wytrawna siła scen filmowych jest tutaj obecna w swojej najczystszej, najbardziej pierwotnej formie niemal przez cały czas. Moc słowa wypływa w każdym dialogu, każdy skrzy się od żywej energii i dowcipu, a do tego sam film jest podkręcony do takiego tempa i utrzymany w takim rytmie, że nie wiadomo, kiedy mijają te trzy godziny seansu.

 

CZYTAJ DALEJ

Rodia

Nieznoszący wszystkiego, w równym stopniu nienawidzący bezmózgiej amerykańskiej papki jak i pretensjonalnych artystycznych smrodów, nie trawiący remake'ów, adaptacji i wszelkiego rodzaju przeróbek czegoś, co już było, cierpiący na widok kondycji współczesnego kina, rzygający na widok chciwości amerykańskich producentów, święcie wierzący w ambitne kino środka, odrodzenie Hollywood i w spektakularność nie wykluczającą głębi przekazu fan science-fiction, czarnego kryminału, Dostojewskiego, smutku i mroku w każdej postaci i wieczny narzekacz. Również nierób, wałkoń i śpioch.

Strony: 1 2





  • kelley

    film jest znakomity i nie wiem jak w stanach, ale w wawie idzie kompletami. co do postaci mcconaugheya – on ma w filmie bardzo jasna role. jest zapowiedzia tego, co nadchodzi dla belforta – raz i cynicznym podsumowaniem roli wall street – dwa. cynicznym, ale bedacym jednoczesnie czyms, co wlasnie mozna by nazwac rezyserskim komentarzem, ktory mowi „patrzcie, oni niczego nie tworza, poza zludzeniami i nadzieją na bogactwao dla was i ton zielonych dla nich samych.

  • hanys

    Świetny tekst o genialnym filmie! Nowy rok lepiej nie mógł się zacząć i nie wiem co się musi stać, żeby pojawiłł się w tym roku lepszy film.

  • Andriej

    Wiara w inteligencję widzów? Obawiam się, że Scorsese na tym właśnie się przejedzie. Teraz czym bardziej obrazisz, wręcz osrasz inteligencję odbiorcy, tym większy odniesiesz sukces i jeszcze tabuny biednych idiotów będą bronić twojej szmiry jak niepodległości. Wystarczy wspomnieć „Prometeusza”(grrr) i „Dark knight Rises”.
    Najlepsze jest jednak to, że jak na ironię pasuje to do wymowy „Wilka…”,w końcu dzięki czemu tacy jak jego główny bohater dostają się na szczyt? Dzięki samemu faktowi liczebnej przewagi kretynów nad ludźmi choćby z przeciętnym IQ. Szkoda tylko, żeby Scorsese się zraził i poszedł w ślady takiego Ridleya Scotta…

  • Ojciec Fernando

    Genialny? Widać ludziom wiele do szczęścia nie potrzeba.

    • Andriej

      Uh oh, 2edgy4me

  • Jokullus

    Film bez jakiegokolwiek odautorskiego komentarza, farsa z maklerów i kapitalizmu, obraz który jedynie pokazuje ludzi, ich system wartości oraz to co robili z własnym życiem – zdając się całkowicie na ocenę widzów. Takich filmów brakuje i szkoda, że nie powstaje takich więcej. Nowy Scorsese to film do myślenia – co nie wszystkim pasuje, ale kogo to by obchodziło.

    • canismajoris

      No właśnie czytając komentarze na temat tego filmu łatwo dojść do wniosku, że samodzielne myślenie widzów nie specjalnie funkcjonuje. Dużo opinii typu „film bez fabuły” „tylko pieprzą i ćpają”

      • Jokullus

        I to jego kolejny ogromny plus tego filmu. Pokazuje jak bardzo jesteśmy jako widzowie przyzwyczajeni do ciągłych sugestii ze strony reżysera, scenariusza, sposobu ukazania historii – najlepiej jakby podawano nam puentę na tacy z wielką strzałką „PUENTA!”. Zanika samodzielne myślenie, ale nic z tym nie możemy zrobić – jedynie cieszyć się, że takie kino jeszcze powstaje.

  • Rafal

    co do filmu..swiezo jestem po seansie i na goraco moge wypowiedziec sie na jego temat.Po krotce i w mojej opini film jest znakomity..by nie powiedziec genialny ? owszem jest tak owy.. mistrzostwo.Pomijajac temat fabuly i powielonego schematu jak twierdzi recenzent..nie przecze – sama fabuła jest ‚podobna’ do wszystkicg filmow z serii ‚ jak spelnic amerykanski sen ‚ Umowmy sie taka wlasnie ma byc i do tego nie mozna sie przyczepic w jakikolwiek sposob.Samo pokazanie jej w taki sposob a nie inny jest ciekawe,bardzo dobre .. mistrzowskie.
    Wrocmy jednak do roli Di Caprio .. nalezy o niej wspomniec,nawet TRZEBA. Ewidentnie Leonardo wspial sie na szczyt samych wyzyn,odgrywajac jedna z lepszych rol swojego zycia..Nie na marne mowilo sie o tym iz jest to jedna z rol do ktorych trzeba dorosnac,pokazac całe swoje zaplecze aktorskie..tak wlasnie zrobil DI caprio wscielajac sie w role Jordana i tym samym odgrywajac ją na niewyobrazalnym poziomie.
    Reasumujac jestem zachwycony tym filmem.Pokazuje w sposob prosty,terazniejszy jak na dziesiejsze czasy postac ‚kolezki’ ktory dazy do obrzydliwego bogactwa ..(taki wlasnie obraz/.swiat jest w dzisiejszym swiecie,w XXI wieku) kosztem innych nie da sie ukryc,aczkolwiek rowniez pokazane sa jego zalety/walory,’dobre serce’ – kto wyciagnal pomocna reke do wiekszosci jego pracownikow ? przypomne pewien moment. kiedy to matka z corka nie miala funduszy na splate .. potrzebowala pracy,5 tys. dolarow . W zamian otrzymala 25 tys,prace,godne zycie,perspektywe na LEPSZE JUTRO. ( nie ma co wdawac sie w dyskusje o moralnosci jego pracownikow i o samych pieniadzach-bo to sprawa dyskusyjna..oczwyscie nie ma co negowac tego gdyz wiadomo nie od dzis PIENIADZE nie sa najwazniejsze) To tylko jeden przyklad z miliona ktore przewijaja sie w filmie.. Realne pokazanie dzisiejszej mentalnosc czlowieka,niesamowita ‚gadka’,szał pieniezny i jego skutki,wieczna zabawa i problemy zwiazane z nia,upadek.. , duzo sexu i narkotykow .. Czyz nie taki jest ‚dzisiejszy swiat’ ?? .. pozostawiam miejsce na własne spostrzezania .. ‚ Potrafisz Sprzedac mi dŁugopis ?’ ..
    Nie miales okazji jesscze obejrzec filmu ?? – NIE czekaj,natychmiast udaj sie do kina bo film JEST MISTRZOSKIM DZIELEM Scorsese ..

  • Bary

    Ustosunkuje sie do słów autora : ‚ Ale sceny kolejnych, coraz to bardziej wymyślnych ekscesów i jazd
    upalonych maklerów w pewnym momencie zaczynają nużyć, a nawet nudzić. ‚ — Twoim zdaniem sceny pokazujące ‚melanz’ nudza cie – ok masz do tego prawo.Ja jestem innego zdania,wrecz przeciwnie uwazam ze te sceny sa realistyczne,jak najbardziej oddane dzisiejszym czasom.Nie wiem ile ty masz lat,czy miales stycznosc z ktorymkolwiek ‚czynników’ pokazanym w filmie,czy przezyles kiedykolwiek cos w podobie-domiemywam ze NIE…i byc moze dlatego sceny sa dla ciebie nudne gdyz nie potrafisz ich zrozumiec a co gorsza postawic sie w sytuacji bohatera.

  • co do filmu..swiezo jestem po seansie i na goraco moge wypowiedziec sie na jego temat. Po krotce i w mojej opini film jest znakomity..by nie powiedziec genialny ? Zapraszam na seans na moją stronę https://efilmy.online/wilk-z-wall-street/






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Stalingrad

Następny tekst

AL PACINO. O sobie samym. Rozmawia Lawrence Grobel



Strony: 1 2

OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE