Wielka Szóstka - recenzja | FILM.ORG.PL

Wielka Szóstka

Trójwymiarowa technologia i wielowymiarowi bohaterowie.




Odnaleźć w sobie bohatera




Maciej Niedźwiedzki
29.11.2014


b

b

Walt Disney Pictures powiększa swój repertuar bohaterów wyciągniętych z kart komiksów Marvela. W przeciwieństwie do lat poprzednich w 2014 roku sięga również po postaci mniej znane, buduje opowieści wokół superbohaterów nie tak ikonicznych jak Kapitan Ameryka czy Iron Man. Powiększa uniwersum, oddalając się od mainstreamu, zjeżdża z głównej autostrady, by na bocznych drogach odnaleźć nowych herosów. Peter Quill, Drax czy Baymax to bohaterowie o twarzach nie tak rozpoznawalnych, to bohaterowie których zwyczaje i maniery dopiero poznajemy, a świat, po którym się poruszają, jest dla nas podobnie obcy jak zaludniające go postaci. Disney opowiadając właśnie o nich, wznosi się na wyżyny kreatywności. Pomaga mu na pewno fakt, że nie jest zniewolony przez oczekiwania milionów fanów przywiązanych do wykształconej ikonografii i wyczulonych na jakąkolwiek ingerencję w kanon. W obrębie adaptacji Strażników Galaktyki i Wielkiej Szóstki Disney na pewno może pozwolić sobie na więcej. Nie wiem, czy dla dobra oryginalnego komiksu, ale na pewno korzystnie dla filmu.

Nie jestem ekspertem, nie zaczytuję się w komiksach, nie wyłapuję wszystkich naciągnięć, zmian i mniejszych lub większych modyfikacji animowanej Wielkiej Szóstki względem papierowego oryginału, którego prawdopodobnie jak większość nie znam. Tak naprawdę też nie czuję obowiązku względem filmu, by znać to, czym jego autorzy się inspirowali. Moim głównym argumentem nie będzie więc fakt, że jest to doskonała adaptacja wydobywająca z dzieł Stevena Seagle’a i Duncona Rouleau wszystko co najsmakowitsze. Jeśli tak jest, to reżyserom należą się brawa za ogromne wyczucie i umiejętność przełożenia języka komiksu w obszar dziecięcej animacji. Jeśli nie, to zyskują w moich oczach jeszcze więcej – bo Big Hero 6 jest filmem świadomie czerpiącym z dorobku kina superbohaterskiego i kina science fiction oraz osiągnięć XXI-wiecznej filmowej animacji (od Iniemamocnych Pixara, przez Jak wytresować smoka Dreamworks, po mechanikę Jak ukraść księżyc?) zrealizowanym z reżyserskim rozmachem, fabularnie spójnym i wzbogaconym o niezwykle inteligentny humor.

b

Kolejne sytuacje nie są pretekstem do wprowadzenia nowych gadżetów, bo każdy element służy tej opowieści. Scenarzyści są świadomi materiału nad jakim pracują – najważniejsi są dla nich bohaterowie, nie zapominają również, by było odpowiednio efektownie. Nawet nielubiane przeze mnie 3D sprawdza się bardzo dobrze. Reżyserzy wiedzą, kiedy z tej technologii korzystać, nie nadużywają jej i dopiero w ostatnim akcie czerpią z całego dobrodziejstwa, jakie oferuje ta technika. Po raz kolejny przekonuję się, że trójwymiar najlepiej sprawdza się właśnie w animacjach.

Film Dana Halla i Chrisa Williamsa rozgrywa się w kompletnym i żywym świecie. San Fransokyo jest futurystyczną metropolią łączącą architekturę współczesnych miast-gigantów z Azji i Stanów Zjednoczonych. Wysoka zabudowa nie przytłacza kameralnych kamienic, interes prywatny nie konkuruje z tym publicznym. Socjalista podaje cegłę kapitaliście. To wymarzone miasto za pewne dla ich obu. W San Fransokyo nie ma biedy, nie ma też ostentacyjnego bogactwa – to świat ekonomicznie zbalansowany i sprawiedliwy. Przestępczość prawdopodobnie kończy się na nielegalnych walkach robotów w oddalonym od głównej ulicy klubie. Niewiele mamy w kinie tak optymistycznych, wolnych od patologii, wizji przyszłości. W San Fransokyo nie ma zła, nie ma też więc zapotrzebowania na superbohaterów. Do czasu.

b

Głównym Bohaterem Wielkiej Szóstki jest nastolatek Hiro. Jest wynalazcą i świetnym mechanikiem marnotrawiącym swój talent na konstruowaniu robotów do nielegalnych zawodów. Jego ambicje nie sięgają dalej, szkoła to strata czasu, zwycięstwa w kolejnych walkach przynoszą mu odpowiednie zyski, nie czuje też ciężaru odpowiedzialności względem rodziców – razem ze starszym bratem mieszka u ciotki Cass – właścicielki dobrze prosperującego baru. Tadashi – brat Hiro – poświęcił się nauce i studiuje na prestiżowym wydziale kierowanym przez cenionego profesora Callaghana. Razem z nim i kilkoma kompanami pracuje nad nowymi technologiami, przeprowadza eksperymenty i eksploruje niezbadane obszary nauki. To naukowe towarzystwo jest jednocześnie zgraną paczką przyjaciół.

Każdy z nich obdarzony jest osobowością i charakterem. Scenarzyści chętnie doprowadzają do drobnych słownych konfliktów i sprzeczek między nimi. Uzupełnią tym samym główny wątek o kilka zabawnych dygresji. Gdy Hiro pozna tych ludzi, od razu będzie chciał znaleźć się wśród nich. Twórcom filmu udaje się mądrze i nienachalnie wpleść przesłanie. Nie jest ono jednak celem reżyserów Wielkiej Szóstki. Oni dopiero od tego poziomu startują.

b

Najwięcej uwagi poświęcono jednak Baymaxowi – bałwanopodobnemu robotowi skonstruowanemu przez Tadashiego. Hiro od pewnego momentu staje się jego właścicielem. Wtedy między chłopcem a robotem rodzi się interesująca więź. Twórcy wydobywają z niej nie tylko humor i sytuacyjne żarty. Relacja chłopca z maszyną przypominać musi tę, jaką oglądaliśmy między… młodym Johnem Conorem a T-800 w Terminatorze 2. Hiro również uczy Baymaxa zwyczajów ludzi, stara się uczłowieczyć go – tak, by nie tylko służył mu jako narzędzie, ale także był jego przyjacielem.

Baymax to jedna z najciekawszym postaci jakie przewinęły się przez kino w 2014 roku. To bohater uroczo naiwny, bezbronny, uczciwy, jak dziecko niewinny i bezradny. Nie chciałbym jednak zamykać jego osobowości w kilku przymiotnikach. Warto poznać go samemu w kinie.

Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki

W KMF od 2013 roku. Uwielbiam filmy Martina Scorsese i animacje Pixara. Interesują mnie europejskie filmy festiwalowe, animacje z całego świata i oczywiście wysokobudżetowe filmy amerykańskie (wyłączając produkcje Marvela, których nie lubię i nie rozumiem). Trzy najlepsze filmy w historii kina to "Ojciec Chrzestny II", "Brokeback Mountain" i "Wściekły byk".
Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Danzel

    A jak się sprawdza dubbing? Bo pewnie na takiej wersji byłeś? :)

    • Maciej Niedźwiedzki

      Jest dobrze. Bez popisów, ale też bez wpadek. Przyzwoita robota polskich aktorów. Bezboleśnie się ich wszystkich słucha. Na pewno jednak nikt nie będzie po latach wspominał: „Ale to był znakomity dubbing w tej Wielkiej Szóstce”.

      • al_jarid

        W zwiastunach Zamachowski jako Baymax brzmi naprawdę drętwo – bez tego ciepła w głosie, jakie można usłyszeć w wersji oryginalnej.
        Już nie mówiąc o tym, że Hiro w polskiej wersji brzmi jak mały dzieciak – w przeciwieństwie do oryginału.
        Właściwie to ten dubbing jest jedyną rzeczą, która mnie trochę odstrasza, bo inaczej już leciałbym do kina w podskokach.

        • Jokullus

          Napiszę to tak: ja nienawidzę dubbingów, unikam ich jak ognia, ale jakoś tak się złożyło, że obejrzałem „Wielką Szóstkę” i według mnie to właśnie Hiro jest o niebo większym „failem” niż Zamachowski jako Baymax. Głos dzieciaka grającego Hiro w najbardziej wzruszających momentach filmu – według mnie – był tak drętwy, że psuł trochę sceny.
          A Zamachowski jako Baymax – na początku trochę dziwnie się go słucha, ale im dłużej ogląda się film tym coraz bardziej się sprawdza w tej roli. Ogólnie na plus.

          • Maciej Niedźwiedzki

            Serio, aż do tego stopnia? Ja też nienawidzę dubbingu, ale wyłącznie w filmach aktorskich. Z animacjami nie mam tego problemu. Oglądam je często w obu wersjach językowych. Wydaje mi się, że różnica tkwi w tym, że to są całkowicie fikcyjne postaci, do których można przypisać każdy głos. Bo nie mają tak na prawdę swojego. Jak widzę np. Brada Pitta to spodziewam się i znam jego charakterystyczny tembr. Bo jest on fizycznie przypisany do tego aktora. Nie ważne kogo by grał i za kogo byłby przebrany. Łatwo wyłapać każdy najdrobniejszy fałsz. W przypadku postaci animowanych ta granica zostaje według mnie zamazana albo nawet nie istnieje. I każdy głos Baymaxa – w dubbingu rosyjskim, estońskim czy francuskim od razu staje się pełnoprawnym głosem tej postaci. Ja tak to odbieram. Ale nie wiem, może jestem w błędzie i piszę jak porąbany.

          • Jokullus

            Każdy z nas pisze subiektywnie swoje własne odczucia, więc obaj nie jesteśmy w błędzie – po prostu inaczej odbieramy/inaczej podchodzimy do tematu dubbingu. Co do filmów aktorskich – to się zgadzam, ale według mnie w filmach animowanych odpowiedni casting głosu jest tak samo ważny jak kreowanie wyglądu postaci, jej ruchów, itd. W animacji tembr czy wysokość głosu momentami może nawet zadecydować o tym, czy dana postać jest zła, czy dobra, czy komediowa. A polski dubbing – czasami odnoszę takie wrażenie – jest robiony na odczepnego, byleby jakiś był. Postać Hiro z „Wielkiej Szóstki” właśnie dała mi trochę do myślenia – czy według Ciebie chłopak podkładający pod niego głos dał radę w tych „kluczowych”, najbardziej dramatycznych scenach? Dla mnie brzmiał trochę jak drewno.

  • Mefisto

    Chyba oglądaliśmy dwa różne filmy, bo nic z zawartości tej recki – poza robotem oczywiście – nie ma odzwierciedlenia na ekranie.

    • Maciej Niedźwiedzki

      hmy…to od razu rodzi się pytanie. Kto z nas trafił na zły seans?

      • Mefisto

        Liczę na to, że obaj, a prawdziwy film jeszcze nie wszedł na ekrany :)

        • Maciej Niedźwiedzki

          To dobre, kompromisowe rozwiązanie ;). To miałem szczęście, że przygotowując tekst dodałem chociaż prawidłowe zdjęcia. Można pooglądać i w ogóle. Przyznaj Mefisto. Screeny z filmu z filmu wybrałem niczego sobie.

          • Mefisto

            Te screeny lepsze od tego, co w kinie widziałem na pewno :)

          • al_jarid

            Jestem już po seansie, no i film zdecydowanie zasługuje na wielką szóstkę :)
            Szkoda tylko, że w 10-stopniowej skali.

            Zdecydowanie najsłabszy film animowany Disneya od czasu – bo ja wiem – „Rodzinki Robinsonów”.

            Generalnie poza Hiro i Baymaxem cała reszta postaci to zmarnowany potencjał. Humor czasem jest niezły (Baymax), częściej wymuszony i nieśmieszny (Fred).
            Relacje chłopiec-robot fajnie przedstawione, ale reszta filmu to jedna wielka sztampa, w dodatku zrealizowana bez tego polotu i lekkości, co w poprzednich filmach Disneya („Krainie Lodu”, „Ralfie Demolce” czy oczywiście „Zaplątanych”, którzy zjadają na śniadanie wszystkie wymienione wyżej filmy).

          • Misia

            Według mnie „Wielka Szóstka” jest naprawdę złym filmem animowanym. Widać wiele podobieństw do „Jak Wytresować Smoka” i nawet powstał film z podobieństwami.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Rozgrywka

Następny tekst

Morderstwo w Orient Expressie



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE