Alfabet WAŁĘSY. CZŁOWIEKA Z NADZIEI Andrzeja Wajdy | FILM.ORG.PL

WAŁĘSA. CZŁOWIEK Z NADZIEI – Alfabet filmowy

Słaby dramat, płytki historyczny portret, za to świetna komedia z FENOMENALNYM Więckiewiczem.




Pomnik z kupą dziur




Rafał Oświeciński
05.10.2013


Nie popełniłem zwyczajowej recenzji z prostego powodu – Grzesiek Fortuna znakomicie napisał, w czym tkwi problem “Wałęsy. Człowieka z nadziei” i nie sposób się z nim nie zgodzić. Po seansie jednak tkwi w głowie wiele myśli ze sobą nie powiązanych, o których mówię poniżej.

A jak Andrzej. Wajda oczywiście. Trudno powiedzieć, czy “Wałęsa” jest spełnieniem jego twórczych marzeń. Raczej obstawiam “Przedwiośnie” Żeromskiego, do którego osławionej romantyczności wzdychał nie raz, lub “Krzyżaków”, które zostały mu sprzątnięte sprzed nosa przez Aleksandra Forda (mimo zaawansowanej pracy nad scenariuszem). Film o wydarzeniach z lat 70. i 80., które ukształtowały Lecha Wałęsę, wpisuje się raczej w status Wajdy jako pilnego obserwatora narodowych symboli – czy będzie to wojna, czy lektury obowiązkowe, to Wajda zawsze jest w pobliżu, zawsze mierzy się z problemami, nieraz w sposób innowacyjny, innym razem tendencyjnie. Ponadto trzyma rękę na pulsie współczesności – nie tylko myśli, o czym chce film robić, ale również jak. Stąd jego romanse z cinema-verite, francuskimi nowofalowcami, kinem moralnego niepokoju, próbą uchwycenia kondycji młodzieży. Innymi słowy 60 lat czynnej pracy na planie filmowym i kilkadziesiąt filmów na koncie to wystarczający i jak najbardziej naturalny powód, aby zająć się celuloidowym portretem Lecha Wałęsy.

WAŁĘSA

B jak Borusewicz. Mózg Solidarności. Człowiek, który organizował zarówno zaplecze intelektualne, jak i, powiedzmy, konfrontacyjne. Obecnie trochę na uboczu, ustąpił w historii miejsca Wałęsie, który posiada większą charyzmę nie pozbawioną buty, nachalnej bezpośredniości. Bogdana Borusewicza praktycznie w filmie Wajdy nie ma. Domyślam się, że to młody człowiek z koszuli w kratę z zagubionym wzrokiem, pytający Lecha “co robić?”. Przykre, bo nieprawdziwe.

C jak człowiek. Człowiek z. Człowiek z nadziei. “Człowiek z marmuru” (1976) oraz “Człowiek z żelaza” (1981) były policzkiem wymierzonym w socjalistyczny porządek. Wajda spuścił kurtynę i obnażył kłamstwo, pychę i arogancję PRL-owskiej władzy. Struktura obu filmów przypomina spacer po nitce do kłębka – niezapomniana Krystyna Janda prowadzi dochodzenie, które dla niej samej jest szokujące, bo w sposób bezpośredni dowodzi jednego: Polska Republika Ludowa to fasada, za którą czai się intelektualne nic, a remedium na tę chorobę jest prawda, którą reprezentuje bunt Birkuta oraz Solidarność. Co z tych idei ma “Człowiek z nadziei”? Pod względem czysto formalnym ma swego buntownika – Wałęsę. Ale dramaturgicznie akcenty położono bardziej na epizody z życia Lecha niż na demaskację. Oczywiście dzisiaj trudno zdejmować maskę, która oficjalne zdjęta została 24 lata temu, niemniej pod względem czysto fabularnym Wajda ślizga się po temacie, nie ma czasu na zabawę w kotka i myszkę, czego, pod względem czysto emocjonalnym, mógłbym sobie życzyć.

D jak drugi. Drugi plan. Nie ma go. Oprócz wspomnianego Borusewicza, praktycznie nieobecni są wszyscy, a jeśli ktoś rozpozna autentycznych opozycjonistów, to tylko po podobieństwie fizycznym, bo żadne nazwiska nie padają. Co więcej, zasłużony Komitet Obrony Robotników przedstawiono jak dzieci we mgle, które na barykady prowadzi dopiero Wałęsa. Nieładnie, niesprawiedliwie i znowu – to nieprawda. Ci źli z drugiego planu są po prostu źli, i Zamachowski, i Kosiński – obaj grają głównych oprawców Lecha – jadą na stereotypowym biegu.

E jak epizody. Tak naprawdę “Wałęsa” składa się z samych pojedynczych epizodów, których nie łączy wiele. Wciąż szukałem jakiegoś spoiwa, które ukształtowało takiego człowieka, jak Lech Wałęsa, ale boję się, że jedyna słuszna konstatacja to ta w zgodzie ze słowami samego Lecha: “bo ja już taki jestem”. Brakuje tutaj dramaturgicznego przełomu, którego znaczenie spowoduje przyśpieszony ruch w żyłach Wałęsy. Niestety, “bo ja już taki jestem”.

441145.1

F jak foch. Podobno Lechowi Wałęsie filmowy Lech Wałęsa się nie podoba. Bo zbyt grubiański podobno, zbyt śmiały. Aż śmieszny. Wbrew pozorom, coś w tym jest – Wałęsa w wykonaniu Więckiewicza jest wielki z powodu swojej pychy. I nie chodzi tu o to, co robi, tylko o to, co mówi, o sobie przede wszystkim. To niewygodny widok, szczególnie dla kogoś, kto bardzo dojrzał intelektualnie przez kilkadziesiąt lat.

G jak Grochowska. Przede wszystkim podziw dla samej Danuty Wałęsy. Szóstka dzieciaków, mąż wciąż nieobecny, ona sama w niewielkim mieszkaniu. Agnieszka Grochowska, którą uważam za jedną z najlepszych polskich aktorek, znakomicie sportretowała kobietę twardo stąpającą po ziemi i zdającą sobie sprawę z tego, kogo ma za męża. Nie przeciwstawia się, nie walczy. Kocha, na ile może. Biografia Danuty Wałęsy ląduje wkrótce w moich rękach.

H jak historia. Miłośnicy historii PRL-u niestety muszą obejść się smakiem – Wajda ani razu nie wgryza się w niedawne dzieje, nie tłumaczy, nie dywaguje, nie pokazuje obu stron konfliktu. Widać jedynie napis (“Grudzień 1970”, “Stan wojenny” itp), kilka pocztówkowych ujęć i to by było tyle. Tutaj każdy musi polegać na swej wiedzy, ewentualnie opierać się na intuicji, która sprawnie wytłumaczy: tu są dobrzy i chcą dobrze, tu są źli i chcą źle. Cała uwaga skupia się na Wałęsie.

I jak intelektualiści. Zbędni. Geremek, Mazowiecki, KOR-owcy. Ich w świecie zarówno “Wałęsy”, jak i Wałęsy – nie ma.

J jak Janusz. Głowacki oczywiście. Przede wszystkim znakomite dialogi, a może raczej –  monologi Wałęsy. Oraz ironiczne spojrzenie na rzeczywistość PRL-u, bez nachalnych sentymentalnych wtrętów. Lekkość i swada idealnie współgrają z autentycznymi wypowiedziami Wałęsy. Widać wtedy wyraźnie, jak znakomicie Głowacki uchwycił język Wałęsy, jaką nadał mu naturalność.

K jak kronika. Autentyczne zdjęcia strajków, milicji na ulicach, stanu wojennego (w tym Jaruzelskiego przemawiającego z tv) – jest tego naprawdę dużo, praktycznie każdy epizod z życia Wałęsy jest zobrazowany licznymi kronikami filmowymi. Świetnie to wygląda, ale są one umieszczone kosztem inscenizacyjnego rozmachu. Film, wbrew zapowiedziom, jest bardzo kameralny.

L jak Lechu. Centrum całej historii. Zaskoczeni? Nie jest to jednak linearna opowieść o jego życiu, a istotne fragmenty, które – co jest zaskoczeniem – wcale nie sugerują, że jest on taki, jaki jest. Nie wiem do końca, co go motywuje – nie widać wściekłości po Grudniu 1970, kiedy do ludzi strzela władza. Nie jest to więc moment, pod względem czysto filmowym, przemiany frajera w bohatera. Nie są też nim dni spędzone w areszcie, które stają się “normą”. Na pewno nie jest to spotkanie z KOR-owcami. Lechu jest samodzielnym atomem – pojawia się i działa, mimowolnie i automatycznie, skupiając na sobie uwagę, zarówno innych, jak i swoją, jednak wciąż działa sam: SAM decydując o innych, SAM decydując o sobie. Bez cienia wątpliwości, bez myślenia, wszak dochodzi w ciągu 6 sekund do tych samych wniosków, co intelektualiści w ciągu 6 godzin. Fakt, tak widzi siebie Lechu – jest bezkompromisowy, uparty, bezczelny – ale czy tak krzywe zwierciadło można więc brać na serio? Po pierwsze, to nie uzasadnia wielkości, a po drugie, umniejsza wielkość. Pozostaję więc z pytaniem: dlaczego? Bo on już taki jest?

WAŁĘSA

M jak muzyka. Brygada Kryzys, KSU, Dezerter, Chłopcy z Placu Broni, Proletaryat, Aya RL, Daab. Ależ to znakomicie brzmi na ekranie, uzupełnia treść. “Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem” – to podśpiewywała sobie większość widzów wychodząc z kina. Czego zabrakło? Głównych bardów Solidarności, czyli Jacka Kaczmarskiego i Przemysława Gintrowskiego, czyli osób związanych z opozycją tak mocno, jak to tylko w kulturze możliwe. Wielka szkoda. Usłyszeć “Mury” gdzieś w tle – bezcenne.

N jak niewiedza. Błogosławieństwo. Najlepsza pozycja do oglądania “Wałęsy” to mentalny rozkrok – nie wiesz zbyt wiele o prawdzie, kłamstwach, przemilczeniach, dwuznacznościach i szarzyźnie dnia powszedniego, za to masz ochotę spędzić czas na obserwowaniu ciekawego człowieka w ciekawych czasach. Im mniej posiadasz bagażu w postaci wiedzy historycznej, tym bardziej docenisz film Wajdy. Im dalej stoisz od wiecznej wojenki między zwolennikami Lecha a przeciwnikami Bolka, tym lepszy będzie “Wałęsa”.

O jak Oscar. “Wałęsa” jest niewątpliwie zrobiony tak, aby publiczność zagraniczna mogła zrozumieć tło – stąd proste spojrzenie na wielką historię, grubą kreską nakreślony portret Lecha, czytelne symbole.

P jak przywództwo. Najsłabszy element “Wałęsy”. Lechu porywał tłumy, bo mówił to, co tłum chciał usłyszeć i mówił to językiem tłumu. Jak doszedł do tej sprawności, jakie emocje mu towarzyszyły, jakie wątpliwości się pojawiały? Dlaczego tak zależało mu na ludziach – dlaczego ludziom zależało na nim? Film nie wychodzi poza emocje samego Wałęsy. Wajda oczekuje zaufania, a to, czy jego film nim obdarzymy, zależy najpewniej od wiedzy, którą na temat Lecha i ówczesnej rzeczywistości mamy.

R jak romantyzm. Z jednej strony Wałęsa jest przykładem typowego bohatera romantycznego – samotny idealista, często niezrozumiany, ale porywający do swej idei tłumy, poświęcający się marzeniom, emocjom, intuicji. Z drugiej jednak strony charakteryzuje go klasyczny pozytywizm – nie roztkliwia się nad sobą, nie ma czasu na analizowanie swoich stanów duszy, tylko zaczyna działać, bierze sprawy w swoje ręce rozumiejąc jednocześnie, że nie o poświęcenie życia tu chodzi, a odpowiedzialność, rozsądek i umiarkowanie. Takich bohaterów Wajda miał chyba tylko raz – w “Ziemi obiecanej”. Lech Wałęsa, mimo swojej pychy, pewnie dobrze by się odnalazł obok Borowieckiego, Welta i Bauma.

S jak Solidarność. Wałęsa to Solidarność. I basta.

WAŁĘSA

T jak Towarzysz. Bolka w filmie oczywiście nie ma. Są za to sugestie dotyczące podpisania jakichś podsuniętych siłą papierków, które – co zapowiadają ci Źli – będą w przyszłości wykorzystane. Jest to niejako usprawiedliwienie, bez dwóch zdań. Nie uświadczymy nic ponad to, wygranych w “totolotka” również nie będzie, choć zaiste dziwnie wygląda życie Wałęsów – on, jeśli nie wyrzucany z pracy, to w areszcie. Mimo teoretycznej biedy ma mieszkanie, samochód, telewizor. Nie umniejszam jego roli, absolutnie, tylko nie spodziewajmy się po “Wałęsie” filmu o życiu Wałęsy. Same blaski, bez cieni.

U jak uprzedzenie. W kontekście “T jak towarzysza” nietrudno o uprzedzenie w stosunku do przedsięwzięcia Wajdy. Przecież sam reżyser nieraz zapowiadał, że Wałęsę podziwia i chce mu postawić filmowy pomnik za życia. Mogło to jedynie wzbudzać zasadną irytację, tym bardziej, że reżyserska kondycja Wajdy jest dość średnia – od przeszło 20 lat (“Korczak”) nie zrobił nic wybitnego, za to wsławił się ekranizacjami lektur szkolnych oraz kilkoma projektami, które spowodowały szybsze bicie serca tylko u fanów i przyjaciół z wiadomych mediów. Ach, no i “Katyń”, obiekt z jednej strony atencji, z drugiej szyderstw. Dodajmy do tego nieudane plakaty, co najwyżej średnie zwiastuny i na pierwszy rzut oka przesadny hurraoptymizm po festiwalu w Wenecji… Do “Wałęsy” na poważnie trudno było przysiąść.

W jak Więckiewicz. Albo jak wybitny. Śmiem twierdzić, że to jedna z najlepszych ról męskich ostatnich lat. I to nie tylko w kinie polskim, ale i światowym. W pamięci odszukuję kilka ról tak mocno odciskających swoje piętno na celuloidzie: Bruno Ganz w “Upadku”, Daniel Day-Lewis w “Aż poleje się krew”, Christoph Waltz w “Bękartach wojny”, Tom Hanks w “Forreście Gumpie”, Roberto Benigni w “Życie jest piękne”. Przesadzam? Więckiewicz stworzył postać ikoniczną, co nie jest takie dziwne, biorąc pod uwagę status, jakim cieszy się Wałęsa, ale właśnie dlatego to rola tak trudna do okiełznania. Ten sposób mówienia, gestykulowania, mimika – mistrzostwo świata, tym cenniejsze, że uzupełnione o genialne dialogi Głowackiego. W tej roli nie chodzi o samo odgrywanie Wałęsy, ale zrozumienie tego, w jaki sposób Wałęsa konstruuje świat i samego siebie. Niezwykłe. Warte wszelkich nagród i wcale się nie zdziwię, jeśli Więckiewicz otrzyma nominację do Oscara za najlepszą pierwszoplanową rolę. Już teraz wiem, że jest bezkonkurencyjny w tej kategorii. Nie wierzycie? Zobaczcie sami.

Z jak zaskoczenie. Zdrowy śmiech jak na najlepszej komedii. Oklaski po seansie. Same zadowolone oblicza. Tak wyglądała wczoraj przeciętna premiera w przeciętnym multipleksie zapełnionym wieczorem w ¼. Można grymasić, można życzyć sobie mniejszego ślizgania się po tematyce opozycyjnej, można żachnąć się na historyczną płyciznę i epizodyczną fabułę, która buduje wielkość Wałęsy na zasadzie “bo tak!”. Ale fakt pozostaje faktem – to bardzo przyjemny seans z Robertem Więckiewiczem. Każda kwestia, jaką wypowiada, każda mina, gest są na wagę złota i nie da się tego nie docenić.

Rafał Oświeciński

Rafał Oświeciński

REDNACZ at FILM.ORG.PL
Celuloidowy fetyszysta.
Kino istnieje nie tylko dla rozrywki. Powinno budzić emocje. Powinno szokować ibulwersować. Powinno bez skrupułów zmuszać mózg i serce do wytężonej pracy. Dlatego wolę nieudane eksperymenty od udanych średniaków tworzonych od linijki.
Rafał Oświeciński






  • Cassel

    Nominacja do Oscara dla Więcka? To byłoby coś, ale poczekajmy najpierw, może w Złotych Globach coś zwojuje, BAFTA to też nie byle co (zakładam oczywiście, że zostaną spełnione wszystkie kryteria, aby „Wałęsę” zobaczono wszędzie, gdzie to potrzebne). O ile wiem, jedyną naszą aktorką nominowaną do Globu była Joanna Pacuła (za „Gorky Park”), a do BAFTA Cybulski (za „Popiół i diament”). Jeszcze do Europejskiej Nagrody Filmowej sporo naszych: Krystyna Janda za „Przesłuchanie”, Jerzy Stuhr za „Historie miłosne”, Krzysztof Siwczyk za „Wojaczka”, Z. Zamachowski za „Ucieczkę z Kina Wolność” i Wojciech Pszoniak za jakiś niemiecki film. Może tym razem Robert W. rozbije bank? :)

  • Jokullus

    Film robiony pod zagraniczną publiczność, więc nie ma co się dziwić że ślizga się po temacie. Gdyby tego nie robił, byłyby zapewne takie same komentarze jak po filmach Smarzowskiego w Gdyni: niezrozumiały dla osób spoza Polski – stąd niedocenienie, brak nominacji, nagród.

    • Kazik

      Niekoniecznie, bo gdyby film zrobić dogłębnie, to szybko by się okazało, że z tym bohaterstwem Lecha, to tak, panie, nie do końca… Powstał więc jakiś bryk na który pójdą przede wszystkim szkoły

      • Jokullus

        Gdyby chcieć zbadać temat dogłębnie i przenieść to na ekrany kin, to do tego potrzeba co najmniej dwóch filmów, a nie jednego. Inaczej będzie ten sam efekt co u Wajdy – skakanie po wydarzeniach, bez jakiegokolwiek opisu postaci drugoplanowych, czy szerszego kontekstu. Cóż, Wajda chciał zrobić film o człowieku z historią w tle, nie na odwrót.

  • Kazik

    Rafał… ” kto bardzo dojrzał intelektualnie przez kilkadziesiąt lat.????????????????????” Lubię twoje recenzje, ale nie przerażaj. Kto dojrzał, kiedy, gdzie? Bo na pewno nie Wałęsa.

    • Wiesz, chodzi o pewną kulturę polityczną. Niegdyś mówił jak robotnik, teraz mówi również prosto i dosadnie, ale ze zdecydowanie większą świadomością tego, co osiągnął i gdzie jest teraz Polska (i niekoniecznie jest to najlepsza ocena). Stawia się w roli mędrca, to jasne, ale jednocześnie jest ostrożny w analizowaniu obecnej sytuacji politycznej. Wystarczy poczytać to, co mówi – jest bardziej wstrzemięźliwy, co nie znaczy, że nie zdarza mu się palnąć głupot (są politycy, którym się to nie zdarza?). Nie chcę go usprawiedliwiać, ale wyraźnie widać różnicę między Wałęsą z 1981 roku, a Wałęsą z 2013 roku.

  • janko

    Mam tak samo jak autor, mimo wielu słabości tego filmu, dzięki Więckiewiczowi, dialogom i muzyce nie żałuję seansu.

  • Pingback: 60 lat w kinie, czyli wszystkie filmy ANDRZEJA WAJDY | Film.org.pl()

  • Artur Gralla

    oj intelektualisci intelektualisci ;).gdyby nie walesa to bysmy do dzisiaj cienko spiewali po rusku ;).

    • Kazik

      Tobie chyba niedobrze. Weź się chłopie opanuj. Komunizm w Polsce jak i na świecie już i tak dogorywał. Wkurwiają mnie maksymalnie wszelkie teorie wedle których komuna rosła w siłę, komuniści z uciechy klaskali w rączki i ustawiali się do dożynek. Nagle pojawił się Wałęsa i JEB! Rozpierdolił doszczętnie wszechpotężny ustrój! Mam napisać kim trzeba być, żeby coś takiego wyznawać, czy mam się raczej powstrzymać od słów powszechnie uważanych za obelżywe? Może jednak się powstrzymam, choć czasem trudno. Gdyby twój ukochany Wałęsa wyrósł w latach 50-tych XX wieku, to najdrobniejszy ślad by po nim nie pozostał. Pojawił się za to wtedy, kiedy komunę już dawno trafiał szlag a panowie i panie z czerwonym książeczkami masowo zapisywali się do Solidarności, zaś Związek Radziecki coraz śmielej szykował się do odnowy, pewnie też dzięki Wałęsie.

      • Artur Gralla

        No co ty chlopie,gospodarczo czy politycznie to byl wrak ale militarnie to bylo mocarstwo,juz nie chce wspominac o akcjach kgb itd,teraz to kazdy jest bohater i madry,szczescie nasze jest takie ze na szczycie doszli do wladzy ludzie ktorzy nie byli twardoglowymi komunistami,poczytaj troche ksiazek historycznych,przeczytaj tez ksiazke o kuklinski jakie plany mial zwiazek radziecki i jakie miejsce odgrywalismy w ich palnie jako mieso armatnie a co do walesy to zobaczy co sie stalo z solidarnoscia rolnikow tam tez byl taki koles cos ala walesa ktory sie dogadal z wladza i co i za 5 minut nie bylo zwiazku.Wiec jak ja slysze bajki teraz to my wszyscy walczylismy to mnie smiech bierze gdyby nie wales i kilku intelektualistow to do dzisiaj bylibysmy kolejna republika ruskich.Wtedy jakos nie widzialem tych wszystkich walczacych.

        • gość

          Chyba intelektualiści z ruskimi papierami, bajki opowiadasz. Zachłysnąłeś się propagandą. Wałęsa miał zostać symbolem i koniec, jego aktualne wtrącanie się do polityki, język nienawiści, „pałowanie związkowców”, pomysły łączenia Polski i Niemiec oraz niejasna przeszłość dyskredytują go jako autorytet w moich oczach. Kto ze stoczni bywa na jego urodzinach? Bywają postkomuniści tłumnie. Ilu wschodnich agentów zostało deportowanych od 89? :))

  • Kazik

    Możemy tak dyskutować do czasu letniej olimpiady w Warszawie i nie sądzę aby to coś dało.

    Ty wiesz swoje, ja wiem swoje. Polski komunizm późnych lat 70-tych, to nie był ten sam system co dekadę wcześniej.

    Ty wyznajesz czarno-biały podział świata w sensie „Kochani Amerykanie ws podli Rosjanie”, to sobie wierz w te pierdoły dla maluczkich.

    O jakiej republice ty piszesz? Człowieku, kto Stalinowi bronił ustanowić w Polsce radziecką republikę w 1945 roku? Armia krajowa? A może pomordowani żołnierze w Katyniu? Mógł zrobić to na co miał ochotę.
    Ale wiedział, że z Polakami nie będzie to takie proste, i że lepiej dać sobie spokój. Ostatecznie nie zdecydował się nawet na zmianę hymnu, chociaż usilnie zabiegali o to sami polscy komuniści.

    Lata 70-te to były już totalnie inne czasy i czystym bredzeniem jest twierdzenie, że szykowała się jakaś interwencja, że jakaś wojna atomowa… chuj wie co, Licząc od lat 70-tych, kiedy była ostatnia radziecka interwencja? Kilkadziesiąt lat wcześniej!

    Wałęsa wespół z kolegami zrobił to co zrobił, nie dlatego, że był cholernie odważny, sięgał gdzie wzrok nie sięga i wszystkim pokazywał Bozię w klapie. Wałęsa zrobił to co zrobił, bo komuniści mu na to pozwolili, doskonale wiedząc, że zbliża się moment kiedy trzeba będzie wyprowadzić sztandar.

    I co z tego, że czytałeś jakieś książki? Zależy przez kogo napisane. Maciarewicz też korzysta z tego co mówią mu jego eksperci i bardzo niewiele z tego wynika.

    • Artur Gralla

      Jasne pewnie zwiazek radziecki sam sie rozpadl a papiez sie sam postrzelil i wogole my to nic nie zrobilismy ja nie wiem skad u tylu polakow kompleks ze jak cos sie wygra to zaraz nie my tylko nam pozwolili ha ha ha,jaki komuniz u nas to byl dziwny system wystarczy dodac to ze milicjanci chrzcili swoje dzieci i to juz wystarczylo,normalnie chlopaki jestes ladnie zakompleksieni przeciez polacy czy polska to taki sam narod jak inne mielismy chwila chwaly i chwile upadku.Mowie wam do lasu i partyzanke zakladajcie ;)a nie na forum piszcie.Dodam tylko ze z was to tacy malowani polacy i najlepiej jakby polska byla pod rozbiorami to wtedy byscie sie najlepiej czuli.Pamietam tamte czasy i jakos nie widzialem poza walesa czy grupa intelektualistow zeby inni walczyli,dopiero dowiedzialem sie jacy to wszyscy byli waleczni jak juz jest wolnosc ;) i mozna mowic co sie chce i kiedy sie chce bez zadnych konsekwencji.Nawet lem przewozil drukarnie swoim autem ;) i ja mam szacunek dla tych wszystkich ludzi i nie daje sobie wciskach kitu ;).

  • Kazik

    Myśl co piszesz, bo póki co, rozmawiamy jedynie o ułamku polskiej historii. Dodatkowo „Polacy” pisze się zasadniczo z dużej litery, podobnie „Polska”, panie patrioto.
    A wracając do meritum, czy ja neguję choćby dokonania Piłsudskiego i olbrzymią rolę jaką odegrały w świadomości Narodu jego legiony? Czy je poddaję w wątpliwość bohaterską postawę Westerplatczyków?
    Czy neguję wartość wygranych powstań Śląskich? Powstania listopadowego podczas którego ponoć sam książę Konstanty wołał: „To moi chłopcy się tak biją!”. Polska wielokrotnie miała swoje dni chwały.
    Po prostu niekoniecznie przekonuje mnie jaranie się Solidarnością i Wałęsą.

    • Artur Gralla

      Ok ja to rozumie ale denerwuje mnie to ze Walesa to byl agent ktorego podstawili komuchy,przeciez to sie nie trzyma kupy po cholere mieli to robic mogli sami zlikwidowac komunizm gdyby tak chcieli,wtedy nikt nie wiedzial tego co teraz wiemy.

  • Pingback: Polskie klasyki na blu-ray | Film.org.pl()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Labirynt

Następny tekst

Fota #83 - Gravity



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE