Wada ukryta | FILM.ORG.PL

Wada ukryta

"Wada ukryta" dekonstruuje świat prywatnych detektywów rodem z Raymonda Chandlera, bohater kojarzy się raczej z Big Lebowskim z filmu Joela Coena, a humor przypomina ten rodem z Nagiej broni, Ściśle tajne, Czy leci z nami pilot?




Nic nie jest takie, na jakie wygląda




Tekst gościnny
02.05.2015


Autorką recenzji jest Małgorzata Kulisiewicz.

Do biura prywatnego detektywa w Los Angeles przychodzi piękna, długonoga blondynka Shasta Hepworth i prosi o pomoc w sprawie zdrady i spisku. Jest rok 1970, schyłek epoki hippisów. Początek mógłby sugerować film noir, jednak jest to tylko postmodernistyczna zabawa gatunkami. Detektyw to hippis wiecznie na haju, mający za nic normy ubioru i zachowania, Larry „Doc” Sportello. Od początku oprócz kryminalnych obecne są wątki romansowe. Dawna hippiska Shasta jest byłą dziewczyną detektywa i obecną przyjaciółką potentata budowlanego Michaela Wolfmanna. Prosi Doca Sportello o pomoc w sprawie planowanego przez pazerną żonę i jej kochanka porwania Wolfmanna.

Niedługo po wizycie znika nie tylko Wolfmann, ale i Shasta, a także zostaje zamordowany Glenn Charlock, ochroniarz Wolfmanna. Detektyw Doc, który próbuje rozwiązać zagadkę ich zaginięcia, zostaje wciągnięty w intrygę jako jeden z podejrzanych. Jego antagonistą staje się gliniarz o skomplikowanym charakterze Christian Bjornsen zwany „Wielką Stopą”.

VICE_SUPPER_BBD_Online_RGB_INTL

W filmie Paula Thomasa Andersona nie wszystko jest takie, na jakie z pozoru wygląda. Podkreśla to wszechobecny humor, kreślony z finezją, miejscami absurdalny i groteskowy.

Interesująco nakreślone postacie potrafią zaskoczyć. Potentat budowlany i żydowski deweloper Wolfmann (Eric Roberts) jest amatorem ciężkich narkotyków, fanem i przyjacielem neonazistów. Docowi Sportello (Joaquin Phoenix) daleko do tradycyjnego wizerunku prywatnego detektywa, to „ujarany” marihuaną długowłosy hippis z wielkimi bokobrodami, stosujący w pracy improwizację i metody rodem z kreskówek. Policjant „Wielka Stopa” Bjornsen (Josh Brolin) rozbawia zarówno sarkazmem i fryzurą na Flinstone’a, jak i nieposkromionym apetytem na mrożone banany w czekoladzie.

Paulowi Thomasowi Andersonowi, nie tylko reżyserowi, ale i scenarzyście filmu, powiodło się przeniesienie na ekran nowej powieści znakomitego amerykańskiego pisarza Thomasa Pynchona pt. Wada ukryta (która w polskim tłumaczeniu ukazała się w 2011 roku). Anderson odtworzył narkotyczny klimat i lekko paranoiczną narrację powieści. Detektywowi Sportello niektóre rozwiązania nasuwają się pod wpływem prochów, działa jak w narkotycznym zwidzie, w część pomysłów trudno uwierzyć. Niezwykle barwna i trochę nierzeczywista jest też galeria postaci przewijających się przez karty książki i przeniesionych do filmowej narracji: faszyzujących motocyklistów z Bractwa Aryjskiego, hippisów, narkomanów, rockmanów, mafiozów czy członków zagadkowej i złowieszczej organizacji „Złoty Kieł”, dziwnie blisko związanej z agendami policyjnymi, federalnymi i rządowymi.

o-INHERENT-VICE-facebook

Los Angeles jawi się tu jako stolica nieprzemijającej młodości, nieustannego słońca i ciepłych pór roku, ale pod atrakcyjną powierzchnią czai się zło. Korumpuje ono nie tylko policję, służby specjalne i federalne, które współpracują z mafiozami i szemranymi organizacjami. Powoduje również zwyrodnienia na ciekawym skądinąd ruchu hippisowskim. Wielokrotnie pojawia się tu we wspomnieniach jak złe widmo morderca Manson. Mitologizacja najlepszego ze światów, obecna w przekonaniach i marzeniach bohaterów, zderza się z wadą ukrytą ludzkości, z niedoskonałością i złem. Hippisowskie wyzwolenie zmierza tu ku końcowi. Nadchodzi zmiana, po której u steru znajdzie się rządowa wszechkontrola i towarzyszące jej najnowsze narzędzia inwigilacji. Jaskrawe barwy hippisowskich dzieci-kwiatów zaczną blaknąć i szarzeć.

Symbolem wady ukrytej społeczeństwa może być „Złoty Kieł”. Doc trafia na ślady tej niebezpiecznej organizacji, która przeniknęła do świata handlu narkotykami, ośrodków odwykowych i terapeutycznych oraz stomatologii. Złoty Kieł to też nazwa nowoczesnego budynku w kształcie zęba oraz statku transportowego z tradycjami. Dla każdego jest czymś innym, jest mitologizowany prawie jak złe wcielenie Świętego Graala. A może to tylko urojenie będącego pod wpływem narkotyków detektywa? Powieść i film Andersona nie odtwarzają dokładnie hippisowskich czasów, choć mają wyraźnie zarysowane tło społeczne. Najważniejsza jest psychodeliczna opowieść, zanurzona w oparach marihuanowego dymu.

inherent-vice-whysoblu-2

W niezwykle skomplikowaną filmową strukturę wprowadzony jest ciekawy chwyt narracyjny. Narratorką filmu Paula Thomasa Andersona jest hippiska Sortilège, przyjaciółka Doca i Shasty, której głos komentujący filmowe wydarzenia, słyszalny jest z offu. Postać Sortilège jest jakby uosobieniem przeznaczenia, które po wielu perypetiach łączy ludzi…

Hippisowski koloryt wzmacnia muzyka skomponowana przez Jonny’ego Greenwooda oraz piosenki z lat sześćdziesiątych, m.in.: Dreamin’ on a Cloud, Rhytm of the Rain, The Throwaway Age, Journey through the Past, Adam-12 – temat przewodni muzyki z serialu telewizyjnego z tych lat, Gilligans Island, Burning Bridges.
Psychodeliczny klimat podkreślają też znakomite zdjęcia Roberta Elswita. Postacie filmowane są we mgle, w rozmaitych oparach, w mroku, gdzie z cienia wydobyte zostają tylko oczy bohatera. Taki sposób prowadzenia kamery stanowi doskonałe dopełnienie narkotycznej narracji. Atutem filmu jest równowaga stylu, dopasowanie wszystkich elementów. Aktorzy, szczególnie znakomity Joaquin Phoenix w roli Doca, nigdy nie szarżują z humorem i nie przekraczają cienkiej granicy między ironią, zabawą gatunkiem a filmową farsą. Wada ukryta dostała wiele nagród i nominacji: za zdjęcia, muzykę, a także za znakomite kostiumy i stylizacje na późne czasy hippisowskie, oraz nominację do Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany dla Paula Thomasa Andersona.

korekta: Kornelia Farynowska

Tekst gościnny

Tekst gościnny

Jeśli potrafisz pisać recenzje lub artykuły filmowe (które zazwyczaj lądują w Twojej szufladzie), a chciałbyś zaprezentować się przed tysiącami czytelników, możesz gościnnie publikować na naszej stronie! Przy większej i regularnej liczbie tekstów, takie osoby takie dopisujemy do stałej współpracy.
Napisz do nas: wspolpraca@film.org.pl
Tekst gościnny






  • steppenwolf1982

    Wg mnie humor nie ma nic wspólnego z dziełami Zuckerów. Mnie konwencja „Inherent vice” skojarzyła się głównie z filmami Altmana – przede wszystkim z „Długim pożegnaniem” – tyle, że u Altmana obserwacje ludzkich zachowań są fascynujące a dość osobliwy humor i nieprzejrzysta narracja mają swoją logikę, której w filmie Andersona nie jestem w stanie ogarnąć. Pan Anderson robi filmy coraz bardziej hermetyczne, ale przy tym kompletnie nie wciągające i nudne. Szczerze liczyłem, że z recenzji dowiem się dlaczego ten film komuś się podoba, ale poza przeczytaniem streszczenia niczego się nie dowiedziałem.

    • Lizergamid

      Doceniam formę filmu, ale mam podobne zarzuty co steppenwolf – ten film mnie po prostu wynudził, pomimo rozumienia konwencji nie byłem w stanie wciągnąć się na dłużej a rzekome smaczki rzucane nam pod nogi w moim odczuciu są zwykłymi kęsami niedzielnego mięsa. Czy warto zobaczyć? Tak, ale nie łudźcie się, że ten obraz rzuci was na kolana i porazi swoim wysublimowaniem. Co do psychodeli to znam parę filmów, gdzie jest przedstawiona zdecydowanie lepiej i gdzie w zasadzie nie trzeba się zastanawiać czy lepiej oglądać na trzeźwo czy nie ;)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Wędrówka na Zachód

Następny tekst

Autostopem przez galaktykę - 10 lat od premiery



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE