Violette | FILM.ORG.PL

Violette

Bardzo inteligentne, błyskotliwe kino biograficzne




Mały film o dużej postaci




Bernadetta Trusewicz
25.08.2014


Autorką recenzji jest Bernadetta Trusewicz.Violette

Na filmowej osi (ości) czasu można złapać kilka mechanizmów projektowania kina biograficznego.

Są to animowane wpisy z wikipedii od linijki, z ambicją edukacyjną, a nie artystyczną. Mamy też drugą szkołę portretowania. Zupełnie wywrotowe artystyczne mutacje, w których podczas procesu przygotowywania było więcej seansów LSD, niż filmowych.  Ze zderzenia czołowego tych dwóch taktyk, powstała trzecia i od piątku można doświadczyć efektów tej twórczej krzyżówki, która kraksą wcale nie jest – a chodzi o Violette.

Kino coraz lepiej i pewniej czuje się w roli mitotwórczej, a nie tylko patronatu. Nie tylko podpiera pomniki, ale również je wykuwa. Tak również dzieje się tym razem, a słowo pomnik nie jest żadną zapowiedzią koncertu jadu z mojej strony.

Tytułowa Violette to  francuska pisarka, którą się staje na oczach widzów. Towarzyszymy jej w kolejnych etapach życia, w których jest nie tylko artystką, ale też samotną kobietą. Reżyser słusznie w swojej szczerości i autodyscyplinie, ale też empatii i szacunku do postaci nie traktuje wybiórczo historii wielkiej kobiety, jaką była Violette. Tworzy coś działającego bardziej szerokokątnie, niż laurka dla najbardziej znanej wśród nieznanych.

violette-emmanuelle-devos

Provost zrobił film inteligentny, bez żadnej pauzy. Wydaje się, że nie jest to atut klasy twórczej zaawansowanej, a minimum wpisowego. Spokojnie jednak mogę zawyrokować, że coraz rzadziej  w kinie walczy się o inteligencje inteligencją, o pokorną twórczość opierającą się na jakiś paradygmatach.

Twórca Serafiny po raz kolejny nie boi się opowiadać historii narracją psychologiczną, ale nie kliniczną. Wie, że jedynie metodą emocjonalnego, ale z bezpieczną odległością od chaotycznych przewinień w narracji i manifestacji jedno-hasłowych, prowadzenia historii przedstawi wyczerpujące studium nad twórcą. Jednocześnie film umknie prostolinijnej, historycznej atrakcyjności.

Właśnie, trafiamy w najwyższą jakość w filmie, socjologiczno-artystyczna obserwacja. Ze szczegółu do ogółu. Tworząc portret jednej postaci, twórca tworzy zbiorową wystawę walcząc z karykaturą myśli społecznej. Provost kaligraficznie daje prztyczka w nos krzywdzącej i generalizującej wizji „artysty-emocjonalnego onanisty”. Próżnego pasożyta, wirusa gospodarki, który z potrzeby kaprysu nie weźmie się za żadną ‘prawdziwą’ pracę. Myślę, że Violette nie gloryfikuje artystów symbolicznymi nadużyciami, a patrzy na nich bezpośrednio. Zachowując tę samą odległość między demaskowaniem, a afirmacją. Provost jest obrońcą pozwanego, a nie zapatrzonym, bezkrytycznym psychofanem. Obserwuje etat artysty trwający 24h na dobę, za który bohater szybciej dorobi się choroby psychicznej, niż godziwej pensji. Twórczość o działaniu obosiecznym- lecznicza, ale też unicestwiająca, nic sobie z dwóch wykluczających się funkcji nie robiąca. Gdzie często wyobrażenia o sile sprawczej literatury nie przebijają się o pragmatyczny żelbeton. A feminizm i zmiana kierunku myśli społecznej to katorżnicza praca, a nie kilka manifestacji i kłótnia w telewizji.

329866980

Nikt się w tym filmie nie breloczkuje swoją artystycznością.  Fetysz bohemą zostaje wyparty pełnokrwistym opowiadaniem o błogosławieństwie, ale i przekleństwie twórczym. Opiekunka talentu, ale też uwikłana w kwestie osobiste, Simone de Beauvoir  mówi przecież o pisaniu jako  jedynym racjonalnym wyjściu z nieracjonalnej rzeczywistości, jedynym pewniku. Nadaje pióru wartości terapeutyczne, medyczne, sprawcze.

Oczywiście Provost zdaje sobie sprawę z atrakcyjności tamtego okresu czasu. Jak łatwo złapać na haczyk z przynętą Camusa, dużej ilości wina i obdrapanych kamienic samozwańczych artystów i zaszantażować wycyzelowanym kadrem. Jednak kontestuje tę postawę w sposób zrównoważony.  W jego filmie rozchodzi się o coś więcej niż o Prosecco, Camele i kilka trudnych słów.

Gwałtowną, rewolucyjną i niepoprawną bohaterkę, której twórczość była paralelna z nią samą, nie opowiada się tutaj w sposób wpisujący się w charakter Violette. Dzięki temu nie muszę jako odbiorca zastanawiać się na kogo pada światło w tym filmie. W tej produkcji nie chodzi o koncert możliwości Provosta, a o koncert rumieńców Violette. Pisarki, której nie oglądamy jako wskrzeszonej postaci, ale też nie w formacie dokumentalnym. Twórca ingeruje w historię tylko dla zwielokrotnienia efektu, poetycko opowiadając o poetce. Filmowi można zarzucać nadmierne ostudzenie, środkowanie kosztem siły rażenia. Historia kąsa mniej filmem, niż francuska pisarka swoją twórczością. Ale nie o dogonienie przedstawiającego przedstawionej przecież chodzi.

Film zdaje test wariografu i mój osobisty. Mały film o dużej postaci. Twórczość to nie tylko boskie podmuchy, ale też i przede wszystkim ludzie odruchy.

 







  • Krzysztof Walecki

    Dziwna recenzja, bo dotyczy filmu biograficznego, ale nie dowiaduje się z niej niczego o głównej bohaterce. I proszę wybaczyć moją ignorancję, skoro nic nie wiem o tytułowej Violette, ani nie znam jej twórczości, lecz z tego tekstu również niczego się nie dowiem. Nawet jej nazwiska. Przydałoby się tych kilka słów o Violette, aby reszta wywodu była bardziej czytelna.

  • romeck

    Co za potworny przeintelektualizowany bełkot. I oczom nie wierzę, że przechodzą kwiatki typu „jakiś paradygmatach”. To jest dramat co się tu porobiło. Bardzo mi przykro z tego powodu, naprawdę.

  • Mania

    Chryste. Jak można dać komuś „kaligraficznie prztyczka w nos”? Co to jest „breloczkowanie artystycznością”?
    I ten potworek: „Wie, że jedynie metodą emocjonalnego, ale z bezpieczną odległością od
    chaotycznych przewinień w narracji i manifestacji jedno-hasłowych,
    prowadzenia historii przedstawi wyczerpujące studium nad twórcą.” Czy sama autorka wie, co chciała przez to powiedzieć? Czytałam wcześniej recenzje pani Bernadetty w „Alter Mag” i były napisane znacznie klarowniej.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Dawca pamięci

Następny tekst

Slacker - kronika generacji X, Linklater - kronikarz życia



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE