Tydzień z Nolanem - MROCZNY RYCERZ POWSTAJE | FILM.ORG.PL

Tydzień z Nolanem – MROCZNY RYCERZ POWSTAJE








08.11.2014


b

Maciej Niedźwiedzki

Ostatnia pół godziny The Dark Knight Rises to jedno z najgorszych trzydziestu minut w dziejach kina. Przez wcześniejsze dwie godziny jest naprawdę dobrze. Przymknę nawet oczy na kilka elementów dla mnie wątpliwych: sposób wyeliminowania policji i wygląd sterroryzowanego Gotham, które w takim warunkach, powinno się przemienić w ogromne Narrows – znane z Batman Begins. Wtedy Mroczny Rycerz powstaje prezentowałby sie znacznie bardziej ponuro – znacznie lepiej. Mogę również wytłumaczyć małą ilość czasu ekranowego oddanego Batmanowi (to odważna decyzja, która ogólnie się sprawdza). Nie boli mnie tak bardzo nachalne eksploatowanie mało efektownego, wręcz nudnego Bat-samolotu, ani niektóre fabularne dziury. Żałuję również, że Batman ani razu w tym filmie nie lata z pomocą swojej peleryny – wiem, że to brzmi trochę dziecinnie, ale uwielbiam, gdy on to robi – to jedna z najbardziej podniosłych i jednocześnie groźnych figur jaką przyjmuje ten superbohater. To wszystko jeszcze potrafię wyjaśnić koncepcją artystyczną, której tym razem mogłem nie zrozumieć. Nie umiem jednak usprawiedliwić ostatniego aktu tego filmu. Tego scenopisarskiego lenistwa i roboty na „odwal się”. Tego w jaki sposób żegnamy się z potężnym Banem, tego jak opuszcza nas Miranda Tate. Mniejsza z tym, że w moim odczuciu ta bohaterka generalnie jest nijaka. Istotne jest, że ta postać okazuje się ważna dla Nolana, a ten kompletnie nie wie co z nią zrobić. Nie znoszę tego przeklętego pościgu za BOMBĄ… aaaa, szkoda pisać więcej. Nie chce mi się. Dokładnie tak samo jak nie chciało Nolanowi. 6/10

tdkr

Szymon Pajdak

Pamiętam, że pierwszy seans zakończył się u mnie opadem szczęki, jednak każdy kolejny seans utwierdzał mnie w tym, że początkowy zachwyt spowodowany był raczej atmosferą premiery i salą IMAX pełną ludzi, aniżeli faktyczną wielkością filmu Nolana. Dziury scenariuszowe są ogromne, Batman pojawia się chyba na 15 minut MAX, jeden z najciekawszych przeciwników Człowieka Nietoperza, który zresztą został świetnie zinterpretowany przez Toma Hardy’ego został sprowadzony do roli pomagiera i wreszcie końcówka. Coś co sprawiło, że momentami przypomina mi się serial z Adamem Westem, w ostatniej scenie brakło komiksowego napisu KABOOOM. No i nie możemy zapomnieć o najgorszej scenie śmierci w historii kina. Nie wiem co się stało, że po dwóch świetnych filmach Nolan skończył tą trylogię tak fatalnie. Może miał już dosyć Batmana? 5/10

Jan Dąbrowski

Poparty dwiema poprzednimi produkcjami o Mrocznym Rycerzu ostatni film z trylogii Nolana wypromował się sam. Zachwyty nad nowoczesnym, „realistycznym” i pomysłowym ujęciem tematu utwierdziły większość widzów w przekonaniu, że po dwóch dobrych filmach zamknięcie historii o Batmanie musi być wydarzeniem niebywałym. Zasadniczo tak było, a premierowy seans pozostawił mnie w kilkugodzinnej euforii. O sile ładunku emocjonalnego serii świadczyć może fakt, że po obejrzeniu całej trylogii ze znajomymi, część z nich zalała się łzami po zakończeniu trzeciej części. To dość jaskrawy przykład oddziaływania na widza, a na polu budowania klimatu i napięcia Nolan radzi sobie dobrze. Biorąc film pod lupę okazuje się, że po opadnięciu emocji także można się popłakać – nad fabularnymi absurdami. Zgoda – Bane świetnie pomyślany i zagrany, podobnie jak obsada znana z poprzednich części. Świetny prolog, pomysł na postać Batmana (pod tym wzgledem film nowatorski). Śledząc jednak poczynania bohaterów dojść można do wniosku, że słynny nolanowski realizm nie pojawia się wcale w tej części. Niemniej jednak nie stanowiło to większej przeszkody i powstało trwające niemal trzy godziny widowisko, dzieje się dużo, jest klimat i jest ciekawie (choć nie zawsze mądrze). Christopher Nolan musiał odkryć jakąś istotną tajemnicę kina, ponieważ nie przypominam sobie filmu, który mimo tylu nielogiczności i absurdów cieszy się tak dużą estymą wśród widzów. W dodatku z całą świadomością plusów i minusów nie potrafię (może przez sentyment do komiksu?) ocenić tego filmu źle. 8/10

Christian-Bale-Tom-Hardy-and-Christopher-Nolan-on-set-of-The-Dark-Knight-Rises

Krzysztof Walecki

Zwieńczenie trylogii o Mrocznym Rycerzu ma swoje problemy. Duże problemy. Finał z „frontalnym atakiem” nieuzbrojonych policjantów, niezbyt uczciwe obejście się z głównym czarnym charakterem czyli Banem, a nawet metraż filmu, który trwa męczące 165 minut to zaledwie niektóre z nich. Nolan kontynuuje wątki z „Mrocznego Rycerza”, lecz ambicje, które miał poprzednik giną pod natłokiem licznych nielogiczności oraz fabuły nie potrafiącej udźwignąć poruszanych przez reżysera tematów. Nie jest to zły film, ale zwyczajnie rozczarowujący. Są w nim rzeczy bardzo dobre, jak wreszcie pasujący do głównej roli Christian Bale, świetne – nie tylko wizualnie, ale i dramaturgicznie – sceny akcji oraz cały wątek Bruce’a Wayne’a, zniszczonego psychicznie i fizycznie. To ostatnie jest zresztą najciekawsze w tej części – podróż bohatera, który musi odnaleźć nie tylko wolę walki, ale i na nowo sam siebie. Jest to jedna z niewielu rzeczy poprowadzona w tym filmie znakomicie, przypominająca, dlaczego to właśnie Nolanowi zaproponowano realizację nowych przygód Batmana.

„Mroczny Rycerz powstaje” to przede wszystkim światło ostrzegawcze dla reżysera, który nie potrafił zapanować nad materiałem, tak od strony scenariuszowej, jak i realizacyjnej. Brak logiki mocno wpływa na odbiór filmu, a pośród natłoku wątków, postaci i wydarzeń gubi się sens tej konkretnej odsłony oraz trylogii jako całości. 6/10

Filip Jalowski

W przypadku Mroczny Rycerz powstaje Nolan chciał po prostu za dużo. W scenariuszu znajduje się zbyt wiele wątków, bohaterów, przemyśleń. Z czasem reżyser traci kontrolę nad ich spójnym połączeniem, a przez to do filmu wkradają się nielogiczności, sceny zbędne, nikomu niepotrzebne dłużyzny prowadzące w istocie na manowce. Gdzieś w tym wszystkim zupełnie ginie sam Batman, ginie również – i tu wielka szkoda – Bane, będący przecież jednym z najciekawszych złoczyńców w świecie Człowieka Nietoperza (do tego świetnie obsadzonym). Po seansie w głowie zostaje jedynie dobrze poprowadzony wątek załamania Wayne’a oraz Anne Hathaway w obcisłym stroju Kocicy. Po dłuższym czasie pierwszy z pozytywnych aspektów ginie pod natłokiem minusów filmu, a na hasło Mroczny Rycerz powstaje w głowie pojawia się jedynie ten drugi. Najgorszy film Nolana. 5/10







  • Nevler

    Czekałem na hejty redakcji odnośnie TDKR i nie zawiodłem się. Garść kretyńskich argumentów pokroju „Batman nie korzysta ze swojej peleryny” i „Bane sprowadzony do roli pomagiera”. I ulubione: „Najgrosze pół godziny w dziejach kina”. You made my day.

    I jak, dostane bana?

    • bobzielarz

      Po co tyle cebulactwa i zawiści? Chyba o to chodzi, że każdy może mieć własne zdanie, na temat muzyki, książki czy filmu. Przecież można się nie zgadzać ze zdaniem autorów recenzji ale czy trzeba ich od razu atakować jak somalijscy piraci tankowiec z bananami? Każdy z nas uwielbia filmy i odnośmy się do siebie z szacunkiem. Nie musimy się lubić ale kultura raczej jest wskazana.

      • Nevler

        Gdzie tu jest cebulowanie? Do bana się odniosłem ponieważ kilka dni temu jakiś użytkownik skrytykował recenzję i redaktora, na co momentalnie zaczęto go straszyć banami. Mogę coś dodać do Twojej wypowiedzi? Jasne, każdy ma prawo do własnego zdania, ale jak już robi to publicznie to niech będzie gotowy na krytykę.

        Powtarzam, każdy może mieć własne zdanie, ale skoro Panowie określają się zacnym mianem „Klubu miłośników filmów”, to chyba jakiś obiektywizm i trzeźwość obowiązuje. A jeśli tutaj takie filmy jak „Dredd 3D” i „Pacific Rim” wychwalane są pod niebiosa i okrzykiwane arcydziełami, a świetny „TDKR” jest besztany, to chyba samo mówi za siebie. Tak jak już ktoś kiedyś sugerował – niech sobie zmienią nazwę na „Klub ludzi oglądających filmy” i nie będę się czepiał.

        • jakiś użytkownik nie tyle skrytykował recenzję, co zaatakował ad personam – czujesz różnicę?
          Co do TDKR – możesz zaklinać rzeczywistość, ale prawda jest taka, że film nie został tak doceniony jak TDK. Owszem, to świetnie zrealizowane kino, ale jednocześnie kulejące w wielu momentach. I o tym mówią redaktorzy powyżej, i to jest wytykane w wielu recenzjach, choćby na Rotten Tomatoes.
          I nie, obiektywizm tu nie obowiązuje. Trzeźwość tak (czyli argumenty), ale nie obiektywizm.

          • Nevler

            Ależ ja nie twierdzę że został doceniony bardziej niż TDK. Na Rotten Tomatoes to widać, oceny ma niższe – ale niewiele. W końcu TDKR miał mniej oryginalny scenariusz, ale za to niósł większy ładunek emocjonalny, dzięki czemu stawiam go na równi z TDK.

            Po prostu, dawanie jednemu 10/10, a drugiemu 5/10 (albo na odwrót) itp, jest śmieszne. Pozdrawiam.

          • Nevler

            A, jeszcze odnoście tego obiektywizmu. KAŻDY szanujący się recenzent piszący publicznie powinien zawierać w swoim tekście choć trochę obiektywizmu. W przeciwnym wypadku, zapraszam na forum Filmwebu.

        • tonkpils

          Tylko proszę nie płakać że ktoś śmiał mieć swoje zdanie i skrytykować Twój ulubiony film.
          Co do filmu ,to pamiętam jak byłem wkurzony że Nolan tak schrzanił bardzo dobrze zapowiadającą się trylogię

          • Nevler

            Chłopcze, tego filmu nie mam nawet w top#10 moich ulubionych.

            Co do własnego zdania to już napisałem – jasne, może je mieć, ale jak się wypowiada publicznie i to propaguje to mam prawo się do tego odnieść. To działa w obie strony, nikt tu nie płacze.

          • tonkpils

            Dorosły Pan znawca kina się znalazł,ale nadal słyszę tylko dziecięcy płacz i lametowanie .że ktoś śmiał skrytykować film który on lubi.Bo jak inaczej można określić tą postawę oskarżycielską , która rozpoczyna się tym że KMF nie zna się na filmach i że powini zmienić nazwę?
            ahh wiem; dorosłą, poważną,,obiektywną dyskusją osoby dorosłej

          • Nevler

            Dziecięcy płacz chyba słyszysz zza ściany, ja już o TDKR dawno zapomniałem i pisałem o czymś zupełnie innym.

            Nigdzie nie twierdziłem że KMF się nie zna na filmach, ja skrytykowałem ich za tworzenie wyniosłego, opiniotwórczego portalu, który w gruncie rzeczy przepełniony jest mało obiektywnymi recenzjami (TDKR to kropla w morzu), co jakby popatrzeć z dystansu, budzi niesmak.

            Osobiście nigdy nie sugerowałem się tutejszymi recenzjami (myślę że nie jestem sam), ale wchodzę tu ze względu na inne ciekawe artykuły, felietony, pełne luzu dystansu zabawy itp. W końcu kiedyś sam opublikowałem tutaj tekst :-)

          • Al

            Ach, stary dobry argument o nieobiektywności recenzji…. Pozwól, że wyjaśnię Ci to na prostym przykładzie. Weźmy „Moulin Rouge” Luhrmanna. Co możemy powiedzieć o tym filmie? Jest to musical, wypełniony po brzegi charakterystycznym dla twórczości tego australijskiego reżysera kiczem, pełnymi garściami czerpiący ze schematów klasycznych opowieści o miłości z „Damą kameliową” Dumasa juniora na czele. Zapewne wszyscy się zgodzą z tym, że to co napisałem jest obiektywne. Z tym że to nie jest jeszcze recenzja. To podanie informacji. Recenzja zaczyna się w momencie, gdy krytyk ocenia czy W JEGO mniemaniu wszystkie te elementy zagrały ze sobą w odpowiedni sposób. I tak recenzent, który ma mniejszą tolerancję na kicz i przerysowanie, stwierdzi że wspomniane „Moulin Rouge” przekracza granicę dobrego smaku i staje się karykaturą niemalże nie do oglądania. Inny natomiast, zakochany w klimatach campu i uwielbiający zabawy z konwencją stwierdzi, że Luhrmann jest geniuszem a „Moulin Rouge” to prawdziwa perła. Teraz widzowie, którym film się podobał mogą zarzucić pierwszemu recenzentowi nieobiektywność i tak samo widzowie, którym się film nie podobał, skrytykują tego drugiego. Rozumiesz o co mi chodzi? Krytycy nadal są w pewien sposób uzależnieni od swoich własnych gustów i choćby nie wiem jak bardzo chcieliby być obiektywni to i tak nie daliby rady. Bo wyobraź sobie, że wówczas większość zdań w recenzji musiałaby wyglądać w stylu „Mi się to osobiście nie podobało, ale może ktoś doszuka się tutaj głębszej myśli więc sami musicie zdecydować, czy to było w porządku”. Oczywiście w takim wypadku o wystawianiu jakiejkolwiek oceny nie ma mowy.

            W przypadku TDKR, Tobie mógł się ten film podobać bo, na przykład, niósł ze sobą duży ładunek emocjonalny i dzięki temu mogłeś przymknąć oczy na pewne niedociągnięcia w scenariuszu. Ok, nie przeczę, że ten ładunek faktycznie tam był, tylko osobiście nie potrafiłem się wciągnąć w opowieść bo nie mogłem znieść tego jak czasem Nolan idzie na fabularne skróty. Znów, „obiektywną” informacją może być to, że TDKR potrafi wzbudzić emocje (choć zapewne parę osób uważających że tak nie jest mogłoby się włączyć do dyskusji), ale to czy rzeczone emocje są warte przymknięcia oko na ubytki scenariusza pozostaje kwestią indywidualną, również dla recenzenta. Oczywiście masz pełne prawo się z takim spojrzeniem nie zgodzić, ale w końcu jakbyśmy wszyscy się ze sobą zgadzali to byłoby nudno :)

            Mam nadzieję, że mój wywód nie był zbyt chaotyczny i przez to niezrozumiały. Swoją drogą, mógłbyś podać jakiś przykład recenzji, która według Ciebie jest „obiektywna”. Pozdrawiam!

          • Nevler

            Bardzo dobrze to wszystko powiedziałeś. Chyba żaden krytyk w 100% nie będzie obiektywny, bo każdy człowiek jakieś gusta posiada i się ich nie wyprze choćby nie wiem co. Konkretnej recenzji Ci nie podam, ale zakładam że dobry tekst powinien być pisany poprzez porównanie z wieloma innymi obrazami podobnymi na tych samych płaszczyznach. Wtedy dobrze widać co dobre a co złe. Jeszcze ważniejsze jest chłodne podejście do filmu – czyli zero konkretnych oczekiwań. Myślę że tutaj tkwi szkopuł – 90% z nas ocenia obrazy poprzez pryzmat swoich oczekiwań.

            Świetnym przykładem jest chociażby TDKR – śmiać mi się chciało, jak ludzie z całego świata robili w majty oczekując nowego „Ojca Chrzestnego”, arcydzieła wszech czasów itp. Stąd potem to rzekome „rozczarowanie”. Ludziska, litości – toż to film o gościu który zbawia świat w stroju nietoperza, i pod tym względem to w zasadzie arcydzieło. Wyciśnięto z tematu tyle ile się dało i jeszcze więcej.

            Tak jak już mówiłem na początku, konkretnej recenzji Ci nie podam, myślę że najlepszą decyzją jest sugerowanie się serwisami agregującymi recenzje krytyków (np RT), albo nas czyli widzów (imdb itp). Wiem że nie jestem teraz oryginalny, ale logicznie rzecz biorąc to najlepsza opcja. KMF nie jest i nie będzie takim serwisem, zwłaszcza że utworzyło się tutaj takie „kółko wzajemnej adoracji” – jak już jakiś film jest chwalony, to wszędzie, przez wszystkich i przy każdej okazji. Tak samo działa w drugą stronę i myślę że dla każdego kto tu zagląda w miarę często może to być irytujące.

            Jeszcze odnośnie samego TDKR – tak, miał fabularne skróty, niedociągnięcia i nieścisłości a także drobne błędy logiczne, ale tak samo miały je dwie poprzednie części trylogii i mogę spokojnie je wytknąć i zacząć dyskusję. Tylko czy jest sens?

            PS. Czemu na końcu „Tygodnia z Nolanem” zabrakło tej najważniejszej aktualnie pozycji, czyli „Interstellar”? Chciałbym poczytać co inni redaktorzy sądzą o tym filmie, chociaż mam odnośnie tego pewne przewidywania. Pozdrawiam.

          • Maciej Niedźwiedzki

            Nie zabraknie, nie zabraknie. Nie długo pojawi się dokładnie takie same zestawienie opinii redaktorów o „Interstellarze”. Musisz jeszcze poczekać.

    • Andriej

      Znowu ten sam pajac od „Interstellar”, tylko z innym nickiem. Przedtem można było cię wziąć za debila, ale teraz to już jestem absolutnie pewien, że to był czysty trolling…

      • Nevler

        Sprawdź sobie moje IP jeśli tylko możesz. I…? Jesteś oficjalnie uznany za KRETYNA.

        Przepraszam redakcję ale nie mogłem się powstrzymać.

  • bobzielarz

    Najlepszy z tego filmu był Tom Hardy, a raczej jego głos, hipnotyzujący i chyba jeden z najlepszych w historii kina.

  • Grz3chu

    Cała nolanowska trylogia to dla mnie nieporozumienie. Te filmy są po prostu głupie. Dramat i żenada, to chyba najgorsze filmy jakie w życiu widziałem. Sam pomysł, aby „urealnić” uniwersum spuściłbym w klopie. Moje oceny odpowiednio: 410; 310; 110 koszmar.

  • Adam Nguyen

    Jedyny prawdziwie nieudany film Nolana. Dla mnie głównym problemem TDKR jest to, że jak byk widać, iż był to film przez Nolana niechciany, zrobiony z obligacji, „bo trylogię trzeba jakoś zamknąć”. Batman Begins był swego rodzaju eksperymentem i próbą zrobienia czegoś nowego, dla reżysera indie, który do premiery tego filmu nie był kojarzony z blockbusterami wielkich studiów. The Dark Knight – podobnie jak „Returns” u Burtona (który był dla Tima bardziej osobisty niż „Batman”) – był reżyserską eskalacją. Naprawdę konkretnym rozwinięciem tematu i mocniejszym odciśnięciem przez twórcę, swojego własnego stylu. Oba te filmy miały za sobą mocną wizję i twórczą argumentację za powstaniem.

    Natomiast Rises przypomina takiego filmowego Frankensteina, sklejonego na szybko z różnych komiksowych motywów. Motywów, których – w przeciwieństwie do tych użytych w poprzednich dwóch filmach – Nolan nie znał, nie „czuł”, i które były mu podawane na tacy przez Nolana juniora i Goyera. Film bardziej zainteresowany domykaniem trylogii i odnoszeniem się do sztucznej legendy i pompy jaka narosła wokół tej serii po TDK, niż funkcjonowaniem jako własna, pełnoprawna historia.

    Rises nie jest do końca tragiczny. Bane jest zajebisty, zarówno w koncepcji jak i wykonaniu. Jest kilka fajnie zrealizowanych momentów, czy ciekawych motywów. Ale ogólnie jest to strasznie koślawy tytuł. Tematyczny bałagan, w którym fabuła była sztucznie sklejana z różnych miejsc zamiast wychodzić naturalnie z jakiegoś zródła.

    • Andriej

      Seconded. Nic dodać, nic ująć.

  • frost

    TDKR robił mocne wrażenie na sali kinowej, niestety próby powtórnych seansów nie potrafił przetrwać. Nolan umie budować emocje i przy trzeciej części nie można narzekać na ich brak- to chyba najlepsze co zaoferowało Rises. Kolejny genialny przeciwnik (Hardy!), kilka świetnych scen (prolog, powrót Batmana, walka w kanałach), ale dużo więcej tych po prostu głupich i niedorzecznych. Niestety, i tu zgodzę się z recenzentami, scenariusz dziurawy, za dużo mało istotnych wątków niezgrabnie połączonych z tymi ważniejszymi, kilka słabych pomysłów- to ostatnimi czasy charakterystyczne dla Nolana przewinienia.

    Czy teraz pod każdym tekstem trzeba będzie znosić tyrady na temat wolności wypowiedzi i stosunku do niej, czy tylko biedny Nolan tak wpływa na ludzi?






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

20 000 DNI NA ZIEMI

Następny tekst

URWANY FILM #61. Strażnicy galaktyki podcastów helołin!



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE