Tydzień z Nolanem - INCEPCJA | FILM.ORG.PL

Tydzień z Nolanem – INCEPCJA








07.11.2014


b

Maciej Niedźwiedzki

Doskonale rozumiem wszystkich narzekających na Incepcję. To film, na bazie którego bez problemu można zbudować swoją nienawiść jak i kinofilską miłość do Christophera Nolana. W niej właśnie chyba zawarł większość elementarnych cech i wyróżników swojej koncepcji wysokobudżetowego kina. Będzie więc kręcił z samymi gwiazdami z pierwszych stron gazet, korzystał ze scenariuszy (bądź sam sobie pisał) opierających się na względności czasu i bawiących się nieoczywistą, nielinearną narracją, będzie również wiele czasu poświęcał na, miejscami zbyt nachalną, ekspozycję – tak, by każdy widz poznał reguły – często skomplikowane. Wyraźnie też zasygnalizował, że bardziej interesuje go sam koncept filmu (zasady funkcjonowania świata przedstawionego) niż jego bohaterowie, którzy bardzo często są głównie trybikami popychającymi fabułę do przodu, a nie postaciami dramatycznymi. Nolan uwielbiał będzie również bawić się technicznymi innowacjami, za każdym razem będzie starał się coś odkryć na polu możliwości filmowego języka. Nolan realizuje kino raczej emocjonalnie chłodne i trochę wykalkulowane (choć nie ukrywam, że wątek Cobba jest świetnie rozpisany i szczerze emocjonujący). Na polu każdego z tych wyznaczników Incepcja dociera do ekstremum. Mi to wystarcza, by przez ponad dwie godziny świetnie bawić się w kinie. Może jeszcze większą frajdę sprawia późniejsze roztrząsanie czy ten film ma sens, i w których momentach go gubi. Bo abstrahując już od samej oceny, nigdy nie odmówię Incepcji tego, że prowokuje do twórczej dyskusji nad narracyjnymi możliwościami kina.  8/10

Jan Dąbrowski

Chyba pierwszy raz Christopher Nolan okazuje się bujać w obłokach, odwieszając swój zwyczaj tłumaczenia wszystkich szczegółów widzowi. Wiemy, jak Alfred zamówił rogi do zbroi/kostiumu Batmana, albo z czego zrobiona jest peleryna. Wiemy, czym i jak Lenny tatuuje swoje ciało.  Znamy zakulisowe techniczne szczegóły trików iluzjonistów w Prestiżu. Bez tego wszystkiego filmy Nolana także byłyby dobre, jednak skrupulatnością (zazwyczaj) w detalach zasłużył na dodatkową uwagę i aprobatę. Tym razem zrobił sobie merytoryczne wakacje i postanowił nie tłumaczyć niczego podczas seansu Incepcji. Poznajemy wprawdzie zamysł i ideę zaszczepiania tytułowej incepcji w umyśle, a podczas seansu podziwiamy złożoność tego procesu. Bezdyskusyjnie jest to techniczna i wizualna wirtuozeria, oprawa muzyczna (ponownie) jest zacna – jednak widz chcący zadać pytanie, musi sam szukać odpowiedzi. Jaki specyfik wstrzykują sobie bohaterowie, by usnąć/wybudzić się? W jaki sposób i gdzie Cobb osiągnął biegłość w sztuce incepcji? Na te i wiele innych pytań odpowiedź reżysera brzmi: zamknij się i podziwiaj, patrz  jakie to pomysłowe! Nie sposób się nie zgodzić, lecz w gruncie rzeczy Incepcja jest udanym kinem rozrywkowym, a poziom i nowatorskość tego filmu porównać można do pierwszej części Matrixa, który w czasie swojej premiery wprawiał (mnie tam do dziś wprawia) w zachwyt swoją pomysłowością i wykonaniem. Wysoka półka w dziale „rozrywka”, czyli 9/10

incepcja-2

Krzysztof Walecki

Ten film to przede wszystkim oryginalny koncept i pierwszorzędne wykonanie. Kino sensacyjne rozgrywające się w snach o profesjonalnych złodziejach ludzkich sekretów, którzy wchodzą w podświadomość swoich celów, aby namieszać im w głowach – już sam taki pomysł jest wabikiem dla widzów łaknących emocji, ale i niespotykanych rozwiązań. I choć akcja dzieje się głównie w snach, to o żadnej onirycznej atmosferze nie ma mowy. Zamiast tego jest dynamiczny film akcji i kilka wizualnie spektakularnych momentów, efektownością przebijających wszystko, co Nolan zaprezentował w swoich Batmanach.

Mają jednak rację ci, którzy mówią, że brakuje tu głębi, a dylemat głównego bohatera o rysach Leonardo DiCaprio sprowadza się do rodzinnego melodramatu. Można też mieć pretensje do Nolana za niezbyt wybujałą fantazję (wszakże w snach można wszystko, a Incepcja nie powala wizyjnością) oraz że za biegłością narracyjną reżysera nie kryje się już ambicja powiedzenia czegoś o naturze człowieka, jego pędzie ku autodestrukcji. Liczy się tylko zabawa, choć miejscami skomplikowana przez wielopoziomowość snów, po których przemieszczają się bohaterowie. Jednak w kategoriach kina rozrywkowego Incepcja sprawdza się doskonale. Czy można stawiać zarzut o to, że nie jest niczym więcej? 8/10

incepcja-3

Filip Jalowski

Incepcja zapowiadała się na film, od którego można oczekiwać znacznie więcej niż od typowego, wysokobudżetowego kina mającego na celu ściągnięcie do kin jak największej liczby widzów. Przed premierą uległem kampanii reklamowej i zacząłem wierzyć w to, że Nolan zafunduje nam produkcję, która wyznaczy nowe standardy w świecie blockbusterów. Niestety, po seansie sztucznie nadmuchiwany balonik pękł. Incepcja była dla mnie dużym zawodem.

Liczyłem na to, że biorąc na warsztat temat snów Nolan powali nas wizualną stroną filmu, sprawi, że na długo po seansie będziemy poszukiwać szczęki zagubionej gdzieś pomiędzy kinowymi fotelami. Niestety, nic z tego. Pomijając kilka widowiskowych scen, rzeczywistość snu w niczym nie różni się od tej normalnej, znanej z setki innych filmów opowiadających o intrydze kryminalnej. A jeśli już o tej mowa, Nolan przedstawia nam dosyć prostą historyjkę wzbogaconą o wątek dramatyczny (Leonardo i Cotillard), który poziomem skomplikowania i wrażliwości, z jaką podchodzi się do tematu stoi na równi z produkcjami spod znaku „okruchy życia”. To, że zakręcimy widza mnożeniem kolejnych poziomów snu, nie wystarczy, aby zaangażować go w opowiadaną historię. Incepcja szybko zaczyna nudzić, ponieważ to, co ma zaskakiwać, jest w zasadzie oczywiste (łącznie ze sławnym finałem, którego można było spodziewać się od wyjaśnienia sposobu działania wędrowania po marzeniach sennych).

Incepcja z jednej strony ma być układanką, z drugiej Nolan wybitnie stara się o to, aby widz nie miał wielu problemów z jej ułożeniem (ciągłe wyjaśnianie tego, co dzieję się na ekranie). Jak bardzo straciłoby na wartości Memento, gdyby i tam znalazła się postać działająca tak, jak w Incepcji Page – aż szkoda myśleć. Dalej, pomysł Nolana nie jest również szczególnie oryginalny. Nie chcę używać tu mocnych słów, posądzać kogoś o plagiat, bo to grube przegięcie. Nie zmienia to jednak faktu, że Nolan musiał widzieć świetną Paprikę Satoshiego Kona, czyli film, który porusza się po podobnym świecie co Incepcja, niemniej unika jej potknięć. Jeśli faktycznie chcę pooglądać kinową architekturę snów, zawsze wybiorę japońską animację. Incepcja to nic innego jak Paprika pozbawiona wyobraźni. 6-/10







  • bobzielarz

    Dla mnie 5/10, zdecydowanie przereklamowany. W jednym z odcinków South Park jest całkiem udana satyra na ten film.

    • John Wayne

      Pierwszy raz – obejrzałem, Za drugim klepałem się w czoło.
      Teraz, za piątym razem, gdy próbowałem dać szansę, wyłączam po dwudziestu minutach opowiadania o zasadach rządzących filmem. Filmem, nie światem. Do jasnej cholery, doprowadzają mnie do szału pseudogeniusze nie pozwalający zapomnieć, że oglądam film. Nolan. Jakiś grafomański pasztet.

      • steppenwolf1982

        trzeba było obejrzeć go aż pięć razy, by stwierdzić, że to „grafomański pasztet”? zgadzam się, że Incepcja nie jest żadnym arcydziełem jakim niektórzy ją obwołują, ale śmieszy mnie też krytyka sprowadzająca się do zarzutów, że film nie jest tym czym się wydaje, bądź że nie jest arcydziełem jakiego ktoś oczekiwał, zwłaszcza od osób, które poddają ją szczegółowej analizie poprzez wielokrotne oglądanie. to po prostu ambitny blockbuster, pełen świetnych pomysłów, jak i charakterystycznych dla tego typu produkcji głupot i uproszczeń. film widziałem raz, wyszedłem z kina zadowolony i nie widzę potrzeby do niego wracać, bo to nie ten typ kina, w którym na siłę należy doszukiwać się czegoś więcej.

        • John Wayne

          Bywają filmy, które za pierwszym razem czymś irytują ale po kolejnych seansach zaczynają wchodzić gładko i z przyjemnością. Incepcja jest na tyle skomplikowana, że po pierwszym seansie ciężko ogarnąć całość, liczyłem że na kolejnych poukłada się i pozwoli się obejrzeć z satysfakcją by moc docenić geniusz mistrza. Jednak nie, każdy kolejny seans to coraz większa irytacja, tam nie ma żadnego geniuszu, tam jest grafomania. Ja dziękuję.
          Nolan to tani efekciarz, ma manierę gościa z cyrku popisującego się żonglowaniem wałkami do ciasta i jako artysta znaczy tyle co on. Modern Talking świata filmu.

  • tonkpils

    Zawsze mnie śmieszy jak ludzie po filmach z założenia tych bardziej zaskakujących na końcu, mówią że spodziewali się zakończenia,jeszcze długo przed jego końcem.Jak dla mnie w większości przypadków jest to ściema i windowanie siebie o jeden poziom wyżej od innych.Jednak nie twierdzę że tak jest tym razem

    • bobzielarz

      Wydaje mi się, że ludzie mogli tego oczekiwać między 1995 rokiem (Siedem) a rokiem 2004 (Osada Sjalamajana czy jakoś tak).Potem nastał czas, kiedy zaskoczyć widza jest bardzo trudno. Ogólny rozwój internetu spowodował, że 1 dzień po pokazie prasowym, znamy (jakieś 3 miliardy ludzi) już wszystkie plusy i minusy filmu,o spojlerach nie wspominając (może nawet nominacja do Oscara?). Tym samym, wszyscy, którzy oczekujecie zakoszenia i narzekacie na jego brak, te czasy już dawno się skończyły.

      • bobzielarztyanalfabeto

        Ja ostatnio doznałem wybitnego zakoszenia – podczas prac ogrodowych. Zakosiłem cały trawnik.

        • bobzielarz

          Obyś miał tak dalej!

  • Widowiskowy film, który gwarantuje świetną rozrywkę. Nolan zaszalał tym razem po całości, a takich efektów specjalnych (wyginające się miasto) to nie widziałem od czasów „Matrixa”. Obok Początku Batmana i Memento, to dla mnie najlepszy film Anglika. Więcej nie wypowiadam się.
    9/10

  • Gargamel

    Film o snach i umyśle, w którym wszystko sprowadza się do strzelania.
    (Mimo iż film w całości widziałem tylko raz, w kinie, to do tej pory nie mogę zapomnieć jednego z zimowych żołnierzy, który sam z nieprzymuszonej woli rzuca się z kładki, robiąc miejsce, chyba dla DiCaprio, taki błąd monterski albo żart Nolana).
    Zmarnowany potencjał i najbardziej przereklamowane „dzieło” Nolana. Ludzki umysł to nie matematyka.
    Chcesz obejrzeć dobry film o podróży w głąb umysłu, odpal sobie na przykład coś od Lyncha.
    5/10

  • „Tym razem zrobił sobie merytoryczne wakacje i postanowił nie tłumaczyć niczego podczas seansu Incepcji.”

    Co? :)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Tydzień z Nolanem - MROCZNY RYCERZ

Następny tekst

Zimowy sen



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE