Transformers: Wiek Zagłady - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Transformers: Wiek Zagłady

Scenariusz, który nawet jak na tego typu produkcję razi głupotą i nielogicznością, montaż rodem z MTV, wszechobecny chaos, orgia efektów specjalnych i nuda, która pomimo całej parady atrakcji jaką serwuje nam Bay pod koniec daje się mocno we znaki.




Co za dużo, to niezdrowo




Szymon Pajdak
28.06.2014


Imax_1402597039

Nie wiem co jest ze mną nie tak, że mimo, iż z filmu na film seria „Transformers” pod batutą Michaela Baya spadała coraz niżej, ja ciągle meldowałem się w kinie. Tragiczne części 2 i 3 powinny mnie raz na zawsze wyleczyć z mojego pędu ku destrukcji, a jednak mimo to, słysząc, że „Wiek zagłady” wchodzi do kin zarezerwowałem bilet i wraz z pozostałymi ludźmi na pełnej sali kinowej czekałem na to, co tym razem zaserwuje nam nasz „Master of disaster”. Oczekiwań nie miałem absolutnie żadnych, w swojej naiwności liczyłem jednak, że może tym razem będzie chociaż trochę lepiej, a ja nie będę czuł się zażenowany podczas seansu. I faktycznie nie byłem! Może dlatego, że momentami przysypiałem.

Od wydarzeń z trzeciej części minęły 3 lata. Sojusz między ludźmi, a Autobotami został zerwany, a Ci ostatni są ścigani przez specjalną komórkę CIA i likwidowani jako zagrożenie dla spokoju na świecie. Tymczasem, gdzieś w Teksasie zdolny, ale nieco nierozgarnięty inżynier – wynalazca próbuje związać koniec z końcem wychowując przy okazji nastoletnią córkę. Poszukując staroci, które mógłby wykorzystać w swojej pracy natrafia na zdezelowaną ciężarówkę, która okazuje się być Transformerem. Od tego momentu jego życie zmienia się o 180 stopni.

Największą zmianą w porównaniu do poprzednich części jest całkowicie nowa obsada. Shia „No, no, no, no, no!” Lebeouf został zastąpiony przez przypakowanego Marka Wahlberga, zaś zamiast gorącej Megan Fox dostaliśmy jeszcze gorętszą Nicole Peltz, która nawet na farmie chodzi w szpilkach i półprzeźroczystych sukienkach. Co do tej drugiej pani, to ciężko powiedzieć cokolwiek sensownego, wszyscy wiemy, że jej rola ogranicza się jedynie do ozdobnika ekranu i trzeba przyznać, że wywiązuje się ze swojego zadania znakomicie. Natomiast Marky Mark sprawił, że wreszcie nie miałem ochoty mordować głównego bohatera. Oczywiście musimy przymknąć oko na to, że gra on inżyniera, bo umówmy się – jest w tej roli absolutnie niewiarygodny, ale wiemy, że tym razem jest to twardziel z krwi i kości, a nie irytujący swoim skamleniem nastolatek. Oprócz niego na ekranie pojawia się Stanley Tucci, który doskonale wie w czym gra i zdaje się bawić swoją rolą oraz cała masa postaci, które zapychają ekran. Niestety, po raz kolejny bohaterowie ludzcy dostają więcej czasu niż Transformery.

Transformers-Age-of-Extinction-Grimlock

Przetasowanie zostało poczynione również w ekipie Autobotów. Twórcom zarzucano, że robotów jest za dużo, przez co nie możemy poznać ich charakterów. Ekipę ograniczono do 5 transformerów. Oprócz Optimusa Prime’a i Bumblebee, który w dalszym ciągu nie mówi (ile chcą to ciągnąc?) dostaliśmy 3 zupełnie nowe roboty. I tutaj niewielki  plus – wreszcie mają jakąś osobowość, a niektóre z nich, np. Hound, któremu głosu użyczył John Goodman jest naprawdę zabawny i wzbudza u widza poczucie sympatii. Jest także Autobot samuraj, rzucający mądrościami wschodu i autobot buntownik narzekający na swoją sytuację. Co do antagonistów – jak w każdej poprzedniej części ich rola sprowadza się do mięsa armatniego. Nieco lepiej został zarysowany Lockdown, którego mieliśmy okazję poznać już w zwiastunie oraz Deceptikon, który odegra większą rolę w kolejnych częściach. W pewnym momencie na ekranie pojawia się około 50 Transformerów, a każdy z nich ginie w ciągu kilku minut. Wprowadzono także nowy sposób transformacji, który swoim wyglądem przypomina … wygaszacz ekranu z Windowsa 98.

Sporo emocji wzbudził fakt, że na ekranie mają pojawić się Dinoboty. Dla fanów są to postacie kultowe, niestety nazwa ta nie pada podczas seansu ani razu, zaś Grimlock, Slag, Swoop i (chyba) Snarl pojawiają się na zaledwie kilka minut. W formie robotów robią autentyczne wrażenie, niestety jako dinozaury są przestylizowane. Ich występ ogranicza się do orgii CGI i chaosu, który w trzecim akcie filmu zaczyna naprawdę męczyć.

Transformers-Age-of-Extinction-Official-Trailer-5

Mimo tych kilku zmian „Transformers: Wiek zagłady” to praktycznie kalka części 1 i 3. Tajemniczy artefakt, walka w mieście podczas, której reżyserowi puszczają wszelkie hamulce – eksplodujące samochody, walka na autostradzie, wybuchy, wybuchy i jeszcze raz wybuchy, ale tym razem w slow-motion. Generalnie pełen zestaw Bayizmów. Jeżeli dołożymy do tego scenariusz, który nawet jak na tego typu produkcję ma mnóstwo bzdur i nielogiczności dostaniemy film, która swoją konstrukcją autentycznie potrafi widza zmęczyć i wynudzić. Słowo daję, że pod koniec zacząłem się zastanawiać czy nie dorobię się odcisków. Można się było tego spodziewać, skoro scenariusz podobnie jak w przypadku poprzednich dwóch części napisał Ehren Kruger. Koleś pisze chyba tylko według jednego szablonu, bo wszystko jest do bólu schematyczne, a pod koniec Optimus wygłasza oczywiście mowę. 

Żeby być sprawiedliwym trzeba przyznać, że film ma kilka plusów. Efekty specjalne stoją na bardzo wysokim poziomie, zdjęcia widoków i panoramy są ładne, w końcu zrezygnowano także z żenującego humoru. Tzn. wymuszone dowcipy nadal są obecne, ale tym razem miałem wrażenie, że są mniej rażące i nie ma ich, aż tak dużo. Muszę nawet przyznać, że dwa razy w ciągu seansu zdarzyło mi się uśmiechnąć. Ludzie na sali śmiali się znacznie częściej. Cóż, widocznie jestem ponurakiem.

Miało być nowe rozdanie. Nowi bohaterowie, nowe Autoboty, nawet Linkin Park został zastąpiony przez Imagine Dragons. Niestety wyszło tak jak zawsze. Scenariusz, który nawet jak na tego typu produkcję razi głupotą i nielogicznością, montaż rodem z MTV, wszechobecny chaos, orgia efektów specjalnych i nuda, która pomimo całej parady atrakcji jaką serwuje nam Bay pod koniec daje się mocno we znaki. Końcówka, która z założenia miała wzbudzać emocje i chęć zobaczenia kolejnej części powoduje jedynie westchnięcie z bezsilności, bo zapowiada się, że po raz kolejny dostaniemy dokładnie to samo. Puste pudełko, opakowane w błyszczący papier, na którym zmienia się jedynie wstążki. Szkoda czasu i pieniędzy.

Transformers-4-Age-of-Extinction-Mark-Wahlberg-Jack-Reynor-and-Nicola-Pelt

Arahan

Pracownik, student i podróżnik. W świat filmu ucieka od otaczającej go rzeczywistości. Uwielbia Spielberga, Nolana, Leone, Tarantino, del Toro i Scorsese. Na ekranie lubi oglądać DiCaprio, McGregora, Pacino, Daniela Day-Lewisa i Oldmana. Kino ma przede wszystkim wzbudzać emocje, niezależnie od tego jakie one będą. Ma wzruszać, zaskakiwać, dawać radość i skłaniać do refleksji - wszystko zależne od nastroju. Pierwszą recenzję do redakcji wysłał w 2009 roku, a od listopada 2011 pisze w miarę regularnie, raz lepiej, a raz gorzej, ale chyba nie tak źle skoro zaproszono go do zacnego KMF-owego grona.

Latest posts by Arahan (see all)







  • frost

    dziwię się Optimusowi, że jeszcze gra w tym gunwie

    • Optimus Prime

      A w czym mam niby grać? W „Grze o tron”? W „Pacific Rim” mnie nie chcieli. W „Godzilli” i „Parku Jurajskim” też. Że niby do profilu nie pasuję. A z czegoś trzeba żyć. Benzyna droga, części drogie. Dzieciaczkom oponki na zimę by się nowe przydały. A i łożyska przesmarować bo skrzypią, i blachę nawoskować, bo coś korozja nadżera. Żona o nowym lakierze marzy, a kosmetyki drogie. Życie Autobota to nie bułka z masłem, a czasy świetności minęły. :(

      • frost

        „żona o nowym lakierze marzy” po takim tekście odpuszczam Ci to chałturzenie :)

  • mix

    Niedorzeczna scena gdy Mark Wahlberg walczy na miecze z głównym „złym” transformerem jest najlepszym podsumowaniem tego filmu…

  • JOHN

    bardzo podobna recenzja.bardzo.

  • Indroman

    Osobiście zanudziłem się na śmierć oglądając oficjalny trailer i reklamę w TV. Gdy zobaczyłem po raz n-ty akcję w centrum miasta to tak ziewnąłem, że mi szczęka z zawiasów wyleciała i tylko strzał w pysk od żony mógł uratować sytuację. Tymczasem poprzedzający premierę czwartej części festiwal powtórek wszystkich Transformersów w telewizorni odniósł odwrotny skutek do tego jaki założyli sobie marketingowcy. Miał mnie nakłonić do pójścia na seans, a sprawił, że na myśl o tej serii mam odruch wymiotny.

    PS. @frost, @Optimus Prime – rozbawiliście mnie do łez :)

    • janko

      3 pierwsze filmy widziałem w TV i po zmianie głównych bohaterów przymierzałem się iść do kina, ale po kolejnych recenzjach daruję sobie i obejrzę kiedyś z nudów w TV.

      P.S. frost i Optimus Prime rozwalili system, lepszych komentarzy pod tą recenzją nie będzie:)

  • Artur Trzebny

    Osobiście w poprzednich filmach – i w tym zapewne też – nie doszukuję się sensu i logiki. Film rządzi się swoimi prawami, a narracja i prowadzenie opowieści w wykonaniu Baya jest szczególnym przypadkiem. Zamiast tego będę podziwiał jego znaki rozpoznawcze: zwolnione tempo, bohaterów na tle eksplozji i latających samochodów oraz patetyczne przemowy Optimusa (lub zamiennie Marka Whalberga) o prawie do wolności, wygłaszane na tle powiewającej amerykańskiej flagi. Ale wiecie co? Tutaj wcale mi to nie przeszkadza. Bo wiem co dostanę, a w związku z tym mózg na 2,5 godziny zostawiam w domu. Wszystko w temacie;-)

  • steppenwolf1982

    transformers to chyba najbardziej kasowa spośród najbardziej nielubianych serii na świecie. mam wrażenie, że bay eksperymentuje na ludzkich umysłach podobnie jak naukowcy na zachowaniach szczurów – czy to nie dziwne, iż widzowie wyrażający na ogół negatywne opinie o 3 poprzednich filmach, i tak nie są w stanie powstrzymać się przed zobaczeniem części czwartej, jak gdyby powodał nimi jakiś kompulsywny odruch związany z nerwicą natręctw?

  • Andriej

    „Co za dużo to niezdrowo” – fakt, ocena o połowę za wysoka…

  • Ja też chcę byś mega fajny. Nigdy nie oglądam takich filmów, nie gram też w Call of Diuty i podobne, a pod każdą recenzją zawsze powtarzam jakie to są gówniane produkcje i że kiedyś było o wiele lepiej.
    Powiem wam jednak coś w tajemnicy. Czasami po cichutku w domowym zaciszu włączę sobie COD:Ghost, kolejną część transformerów, czy jakiś film akcji typu The Raid 2 i o dziwo zawsze się przy nich dobrze bawię. Ale nikomu o tym nie mówcie, bo moją zajefajną alternatywność szlak trafi.

    • Żeby nie było. Film obejrzałem. Dla mnie nieco za długi. Nic nowego nie pokazali. Sporo absurdów typu wspominana w komentarzach walka mieczykiem itp (sporo tego ale nie będę wymieniać). Ale to transformery – właśnie tego się spodziewałem. Tak samo jak w poprzednich jest tu masa patosu, piękne wypicowane małolaty mieszkające na wsiach, absurdalne akcje z łapaniem latających w powietrzu bohaterów, wspaniali Amerykańscy mężczyźni i olbrzymie roboty, których w tej części jest tyle, że tylko znawca animowanego serialu ogarnie temat. No i oczywiście masa, masa efektów. Tych ostatnich jest nawet za dużo?

  • Jakub Piwoński

    gwoli ścisłości: nie wiem czy ten błąd był zamierzony czy nie, ale przydomek „master of disaster” odnosi się do emmericha. :)

  • Greg

    Tu jest fajne podsumowanie całej serii tego badziewia:

  • Greg

    Tu jest fajne podsumowanie całej serii tego badziewia:

  • janosik79

    Podczas kręcenia tego filmu powinno wymienić się scenarzystę, operatora kamery i reżysera. Film jest do bólu nudny, bez ładu i składu – prawie trzygodzinny teledysk. Transfozaury wyglądały słabo i równie słabo zostały do tej serii wprowadzone.

  • Pingback: DUCH W MASZYNIE. O robotach w kinie | FILM.ORG.PL()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Hellion

Następny tekst

FOTA: Jack Lemmon i Walter Matthau



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE