TRANSCENDENCJA - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Transcendencja

Wtórny i bezbarwny powrót do przeszłych konceptów cyberpunku.




Depp przemawia ze Skype’a




Jakub Piwoński
09.05.2014


transcendence-poster1-405x600Trzy powody zachęcały mnie do oczekiwania na „Transcendencję”. Powód pierwszy: osoba reżysera. Ciekaw byłem jak w swym reżyserskim debiucie wypadnie Wally Pfister, gość którego razem z wami poznałem za sprawą wyjątkowo dobrze wykonanej roboty przy zdjęciach filmów Christophera Nolana. Mógł z tej współpracy wynieść coś osobliwego i przekuć to w swym pierwszym filmie. Powód drugi: osoba głównego aktora. W Johnnym Deppie wciąż tkwi potencjał, ale mam wrażenie, że aktor od kilku dobrych lat z nieznanych przyczyn stara się go przed nami ukryć pod pieczołowicie przygotowaną charakteryzacją. Rola w „Transcendencji” mogła pozwolić mu choć na chwilę przestać być tym irytującym błaznem. No i powód trzeci: sam tytuł zobowiązywał. Filozoficznych rozważań z dzienników Immanuela Kanta się raczej nie spodziewałem, ale solidnego sprzężenia „przekraczalnych” idei z cyberpunkowym sztafażem już tak. Transhumanizm oraz nanotechnologia to przecież wciąż wdzięczne tematy dla SF, które we współczesnej rzeczywistości każdego dnia nabierają coraz bardziej aktualnego wymiaru.

I to wszystko mogło popychać do zainteresowania się tą fantastycznonaukową produkcją. Konfrontacja z finalnym produktem okazała się być jednak rozczarowująca, gdyż nie pozostawiła w sobie wiele z tego, czym zapowiadała, że będzie.

Johnny-Depp-image-johnny-depp-36307238-1280-544

Koncept fabularny wyrażę w jednym zdaniu: to kolejny film o sztucznej inteligencji, który zdaje się ferować oczywiste przesłanie, jakoby należne było kontrolowanie komputerów, z uwagi na istnienie zagrożenia, że kiedyś to one będą kontrolować nas. Przytaczanie pozostałych elementów narracji wydaje mi się zbędne, z uwagi na pełnienie przez nie względem całości wyraźnie pretekstowej roli. Nie wiem który z kolei jest to odcinek popularnego serialu, mającego na celu ostrzeżenie nas przed negatywnymi skutkami rozwoju technologii, bo zwyczajnie straciłem rachubę. Wiem natomiast co w nim nie zagrało tak, jak powinno.

Zaczynając od początku – Wally Pfister nie zepsuł roboty. Nie mogę powiedzieć, by główna przyczyna mojego rozczarowania „Transcendencją” leżała w zatrudnieniu reżysera-debiutanta. Problem leży natomiast w zatrudnieniu scenarzysty-debiutanta. Nie wiem kim jest Jack Paglen, ale z pewnością po zapoznaniu się z efektem jego pierwszej, profesjonalnej, scenopisarskiej roboty, nie mam najmniejszej ochoty do tego, by nazwisko to zapisać sobie w notatniku. Kompletny no-name, na którego barkach spoczęła odpowiedzialność za nadanie tej historii stosownego kształtu. To się nie udało. „Transcendencja” jest boleśnie wtórna, szyta grubymi nićmi, nieudolnie powiela gatunkowe pomysły, których realizację widzieliśmy już dawno temu i to w o wiele ciekawszym wydaniu („Burza mózgów” czy „Colossus: The Forbin Projeckt”). Film jest wyraźnie przestarzały w swej narracji, ponieważ śledząc akcję można odnieść wrażenie, jakby scenariusz na bazie którego powstała, przeleżał kilkanaście lat w szufladzie i dopiero teraz ktoś zdecydował się go zekranizować. Brakuje tu tempa, brakuje ram, a co gorsza, brakuje także celu. Wolałbym zatem, aby w kontekście „Transcendencji” mówiono o jednym, mało premiującym debiucie, bo trudno wymagać od Pfistera, by dysponując tak przeciętnym scenariuszem mógł nim zdziałać cuda.

still-of-johnny-depp-and-morgan-freeman-in-transcendence-(2014)

Między kolejnymi dialogowymi linijkami da się jednak wyczytać potencjał tkwiący w treści. Założenia tranhsumanizmu, nie są wcale absurdalne. Ludzkość od zawsze dążyła do tego, by technologia którą stworzyła, pomogła jej w pokonywaniu trudów codzienności. Teraz jednak weszliśmy w nowy etap, ponieważ technologia ta ma także pomóc w rozszerzeniu zmysłowych możliwości człowieka. I tu wchodzimy w boskie buty, co budzi etyczne wątpliwości. Mi jednak wciąż nie chce wierzyć się w to, byśmy nie potrafili zachować w tym procesie zdrowego rozsądku i wyciągnąć z niego tylko to, co dla nas niezbędne. Te pesymistyczne wizje jawą mi się zatem jako celowo wyolbrzymione, celowo prowokujące. By jednak robić to wiarygodnie, fabuła nie może być oparta na zaprzeszłych konceptach. I nie może brzmieć tak, jakby wystosowywała Prawdy Objawione, gdyż nada to całości pretensjonalnego charakteru. Nadęty komunikat przecież odpycha. Twórcy „Transcendencji” zdają się jednak nie robić sobie wiele z istnienia tej zasadności. Wypowiadane przez aktorów słowa brzmią zatem inteligentnie, ale nic z nich nie wynika.

Co do aktorów, to postawiono przed nimi wyjątkowo niewdzięczne zadanie. Mieli bowiem interesująco odegrać kompletnie nieinteresujące postacie. Powkładano im w usta błyskotliwe sformułowania, których znaczeń nie rozumieli, a które miały do tego brzmieć dumnie, odpowiednio do tonacji filmu. To nie mogło wypaść wiarygodnie. W efekcie tego Rebecca Hall, z aktorki, która nie interesowała mnie nigdy zarówno na poziomie aktorstwa jak i urody, stała się aktorką, która… nie interesuje mnie jeszcze bardziej. Podobna historia z Paulem Bettanym, którego dla odmiany cenię, ale tutaj nie miał on najmniejszych szans na wykazanie swoich umiejętności.  Morgan Freeman z kolei gra siebie, odcinając kupony od wypracowanego przez lata, bezpiecznego emploi, które przecież każdy z nas kocha. Ja jednak powoli zaczynam odczuwać zmęczenie patrzeniem na setną prezentację tej samej postaci w jego wykonaniu. Chyba pozostały mu już tylko ciepłe papcie i kominek.

Transcendence 2014 Poster Wallpaper

A Johnny? Była nadzieja, że w końcu zagra coś poważnego i przestanie rżnąć głupa. Była nadzieja, że jeszcze nie zapomniał, jak do nawet średnio rozpisanej roli dodaje się coś unikalnego i niepowtarzalnego. Od jednego z najlepiej zarabiających aktorów można przecież tego wymagać. Nic z tego. W pierwszej części filmu gra jakby na kacu, deklamując swoje kwestie w sposób niewyraźny i od niechcenia. W drugiej części z kolei wygląda jakby mówił do nas przez Skyp’a, przez co trudno jest wyrokować, ile dał z siebie do tej roli. Raczej niewiele odebrałoby to filmowi, gdyby wiodącą postać zastąpić innym aktorem. Bezpłciowość jest jednak domeną całości zespołu aktorskiego.

Ciekawi natomiast moralna niejednoznaczność wydźwięku filmu. To jeden z tych obrazów, który zadając pytania, niekoniecznie ma ochotę na nie odpowiadać. Te wyraźne opowiedzenie się po stronie szarości i odrzucenie bieli lub czerni, było z pewnością zabiegiem celowym i szkoda, że nie zrobiono z niego lepszego użytku. Ślepy rozwój technologii może okazać się dla nas szkodliwy, ale może także nieść za sobą pewne niezaprzeczalne korzyści. Obawiam się jednak, że tych, których „Transcendencja” pobudzi do takich refleksji będzie mało, gdyż zrazi do siebie większość publiki aurą wtórności.

Tak sobie myślę, że te starsze cyberpunkowe filmy, o których przypomnieliśmy w ramach naszego cyklu na stronie, wciąż ujmują szczerością intencji, ponieważ twórcy wówczas robili co mogli, by zmierzyć się z czymś, co pozostawało nieodgadnione. Wiele z tych poruszanych niegdyś pytań wciąż pozostało aktualnych. Nieaktualny jest już jednak sposób mierzenia się z nimi. Bo dzisiaj, zdobycze najnowszej technologii to nasz chleb powszedni – coraz więcej obszarów życia zostaje przez nie zdominowanych. Dlatego musi w końcu nastąpić przełom w sposobie opowiadania o sztucznej inteligencji. Jego zapowiedzią była z pewnością ubiegłoroczna „Ona”. Postęp technologiczny przeprowadza się w tak szybkim tempie, że w dociekaniach nad tego postępu implikacjami, należne jest sięgać do otaczającej nas rzeczywistości, a nie konstruować fabuły na podstawie wizji fantastów, którzy nie dożyli czasów Internetu. Bo fakt wyrzucenia ze scenografii starych pudeł, przypominających monitory, na rzecz umieszczenia w niej ciekłokrystalicznych ekranów, jeszcze nie oznacza, że nadaliśmy opowiadanej historii współczesnego charakteru.

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Film fascynuje mnie odkąd sięgam pamięcią. Każdy seans jest jak nowa przygoda, nowa podróż, która pozwala przenieść się do miejsc jeszcze nie odwiedzonych, poznać ludzi jeszcze nie poznanych, zmierzyć się z problemami jeszcze nie doświadczonymi. Każdy seans pozwala lepiej zrozumieć otaczający mnie świat, lub utwierdzić w tym co już zdążyłem zrozumieć. Szukam przesłań, tych oczywistych, bądź ukrytych w drugim dnie dzieła.
Jakub Piwoński






  • romeck

    Bardzo fajny, dobrze napisany tekst Piwon. Nie wiem czy się zgadzam z Twoimi opiniami czy nie, bo filmu nie widziałem, ale bardzo dobrze mi się czytało Twoją recenzję. Mały błąd się wkradł w przedostatnim akapicie: „niekoniecznie” piszemy łącznie.

    • Mefisto

      Jakub w formie, prawda Przemku? :)

    • Grune Frunde

      Kuba w formie, naprawdę, świetne ostatnie teksty. Jak dla mnie czołówka KMF, widać progres jak na dłoni.

    • Jakub Piwoński

      Bardzo mi miło.

  • vendigo

    zgadzam sie wpelni z recenzentem wycignol mi slowa z ust wlasnie wrocilem i jestem niesamowicie zawiedziony ta produkcja…
    Johny juz od jaiegos czasu serwuje nam takie kiszki np. turysta i poza jackiem sparowem nic nie pokazuje… niestety

    • prof. Dżemik

      Ja natomiast jestem bardzo zawiedziony Twoją ortografią.

      • Anika

        Nie czepiaj się tak :) to, że ktoś pisze na szybko jeszcze nic nie znaczy …

        • prof. Dżemik

          Ja też piszę „na szybko” i jakoś tylu błędów nie popełniam.

  • kunieczko

    Świeżo po seansie – niestety, moje odczucia są identyczne z tymi zawartymi w recenzji…

  • Andriej

    Zaskoczony nie jestem, bo oczekiwań zawyżonych również nie miałem. Powiedzmy sobie szczerze, ambitny motyw z m.in „Ghost in the Shell” wykorzystany w filmie „jadącym” głównie na nazwiskach, wypuszczonym na początku sezonu letniego nie miał prawa się udać.
    Ech, co nie zmienia faktu, że pewnie znowu znajdą się tabuny idiotów a’la fanboye „Prometeusza”, funkcjonujących wedle zasady „U no like it? U not smart! Me like it cuz me very smart!”

    • A tam od razy tabuny. Na sali oprócz mnie były dwie osoby. I chyba nikt z sali nie kierował się tą Twoją zasadą :>

  • Anika

    Już plakat jest tak nudny, że nic dobrego nie wróży – nie wiem czemu ale plakat do filmu prawie zawsze odzwierciedla jaki film będzie :) Poza tym Johnny pograżył się w moich oczach od czau filmu Turysta gdzie był gruby, zaniedbany, chyba na ciągłym chaju, grał jak sierota (licealista zagrałby lepiej) bez życia, od niechcenia – zgroza! A był czas, że jako nastolatka kochałam go z Gilebrta Grape’a, Don Juana de Marco czy Jeżdźca bez głowy … – latało się do kina na Johneggo, a teraz współczuję mu, bo postanowił odrzucić aktorstwo na rzecz gwiazdorstwa. Ble.

  • Pingback: TRANSCENDENCJA - recenzja filmu | FILM.ORG.PL()

  • Aneta Kownacka
  • Łukasz

    Film rozczarowuje. W zasadzie brak pomysłu – fabuły. Banalną historyjkę którą można opowiedzieć w 5 niezbyt złożonych zdaniach, ktoś rozciągnął do granic przyzwoitości. W filmie nie ma nic zaskakującego, żadnych niespodzianek. W zasadzie po pięciu minutach wiemy o czym film będzie, po 15 jak się skończy. Oczekując zwrotu, ciekawego wątku czy czegokolwiek zmierzamy jedynie do nic nie wnoszących następnych scen, rozwlekłych wąskich ujęć, słabych aktorsko postaci i banalnych dialogów. Idąc na ten film do kina oczekiwałem czegoś na miarę Incepcji – dostałem niemal odcinek Klanu… Nędza






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Urwany Film #51 – Watchmen & Spider-Man 2

Następny tekst

Trailer - Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE