The Young and Prodigious T.S. Spivet - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

The Young and Prodigious T.S. Spivet

Świat oczami dziecka




Pozostaje niedosyt




Maciej Niedźwiedzki
17.07.2014


pBezkresna Montana – serce Ameryki. Rodzina Spivetów utknęła w niezmiennych pozach i przyzwyczajeniach – ukochanej rutynie dnia. Żyją poza czasem, poza historią, tworzą swój własny mikrosystem. Głowa rodziny, dla nas widzów bezimienny Ojciec (Callum Keith Rennie), to kowboj żyjący w nieodpowiednich dla siebie czasach. Mimo to dalej kultywuje zmitologizowany znany z westernów styl życia: codziennie popija whiskey, jest małomówny, a wieczorami przesiaduje na koniu: w skórzanym płaszczu, z bronią, w kapeluszu. Czy ulewny deszcz czy żarzące słońce on ciągle, nieustannie wyobraża siebie urodzonego sto lat wcześniej. Spogląda za horyzont, za zachodzące słońce i na pewno modli się o to, by wróciły czasy, na miarę których, on sam został stworzony. W jego postawie nie ma jednak dojmującej nostalgii i beznadziejnej tęsknoty za czymś co już minęło.

Film Jeuneta zmierza jednak w innym kierunku bo to opowieść nie o nim, ale o jego synach.

Natomiast jego żona (Helena Bonham Carter) to wielbicielka owadów i dobra opiekuńcza matka trójki rodzeństwa. Mamy więc Gracie – nastolatkę z prowincji marzącą o zostaniu Miss Ameryki – to oczywiście osobowość stereotypowa, w kinie pojawiająca się niezwykle często. Gracie ma dwóch młodszych dziesięcioletnich braci bliźniaków: Laytona i Thomasa Sparrowa Spiveta (dobrze zagrany przez młodego aktora Cyle’a Catletta). I to oni są w tej opowieści najważniejsi, to o związek między nimi chodzi. Pierwszy z nich idzie w ślady ojca: lubi sięgać po strzelbę, przywdziewa kowbojski kostium i z kapeluszem na głowie wpatruje się w tatę. Obdarzony jest również nieprzeciętną jak na swój wiek życiową mądrością.

p

Główny bohater, T.S., pochodzi z jakby trochę innego świata. To geniusz i wynalazca zakochany w kartografii i naukach ścisłych, obdarzony nie tylko niespotykaną inteligencją, ale również empatią i wrażliwością wobec otaczających go ludzi . Obu braci łączy silna emocjonalna więź. Z perspektywy Thomasa śledzimy tę historię, to przez jego doświadczenie przefiltrowany jest każdy element przedstawionego świata. To natomiast pozwala twórcom roztoczyć przed nami baśniową wizję amerykańskiego heartlandu. Świata, który nie istnieje.

Znany z Amelii reżyser Jean – Pierre Jeunet razem ze swoim operatorem (nagrodzonym za swoją pracę francuskim Cezarem) Thomasem Hardmeierem stwarzają przed nami niespotykaną przestrzeń. Film przeszedł przez wyraźną korekcję barwną, przez co nabiera estetyki bajki, każdy kolor atakuje swoją intensywnością, ostrością i głębią. Każde ujęcie jest wymierzone co do milimetra, pod względem narracyjnym panuje idealny ład bez jakiejkolwiek improwizacji. Kamera często płynnie wznosi się nad głowy bohaterów co wzmaga u widzów poczucie bezpieczeństwa. Cała przestrzeń jest sterylna, pozbawiona brudu i nieporządku. Podobni również są ludzie: pogodni i pełni empatii. To świat bezpieczny, hermetycznie odcięty od zewnętrznego zła. Trudno również nie wątpić w to, że ten świat jest przetworzony przez doświadczenie i wyobraźnię głównego bohatera – wydaje się, że to wyidealizowana i przejaskrawiona projekcja starszego człowieka wspominającego swoje beztroskie lata dziecięce. Jednak dwa wydarzenia zachwieją tym poukładanym bezpiecznym światem. W życie rodziny Spivetów wkradnie się niepokój i wątpliwości.

TSS Day 20 "The young and Prodigious Spivet" Photo: Jan Thijs

Pewnego dnia T.S otrzymuje informację, że został laureatem prestiżowej nagrody przyznawanej przez jeden z uniwersytetów w Waszyngtonie. W tajemnicy przed rodzicami ucieka nocą z domu i wyrusza w podróż przez pół Ameryki, by ją odebrać. Niefortunnie dla filmu akcja zaczyna wtedy przyspieszać i z każdą minutą tracić niesamowitość z jaką obcowaliśmy na samym początku. Z baśniowego tonu zmierzamy w stronę karykatury i wyśmiania różnych instytucji: najpierw uniwersyteckiego środowiska, potem pazerne na rodzinne tragedie media. Niestety nie bardzo służy to tej opowieści i odwraca uwagę od początkowej intrygującej problematyki. Szczególni drażni postać manipulatorki profesor G.H. Jibsen (Judy Davis), której zbyt ekspresyjna kreacja nie pasuje do tego świata. Właśnie w momencie jej pojawienia się Young and Prodigious T.S. Spivet zaczyna rozczarowywać, pojawia się kiczowata ckliwość i reżyserska łopatologia.

Jeunet po raz kolejny zaprasza nas do jego ulubionej estetyki realizmu magicznego. Jego film niewątpliwie przez pierwszą godzinę fascynuje. Nie tylko sposobem prowadzenia narracji i reżyserskiej konsekwencji, ale również przemyślaną i niezwykle plastyczną wizją świata. To wszystko sprawia, że nasz apetyt na smakowite zakończenie szybko rośnie. Niestety równocześnie z oddalaniem się młodego Thomasa od rodzinnego domu sama historia traci swój aromat i wyjątkowy smak pozostawiając nas z uczuciem nieprzyjemnego niedosytu.

Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki

W KMF od 2013 roku. Uwielbiam filmy Martina Scorsese i animacje Pixara. Interesują mnie europejskie filmy festiwalowe, animacje z całego świata i oczywiście wysokobudżetowe filmy amerykańskie (wyłączając produkcje Marvela, których nie lubię i nie rozumiem). Trzy najlepsze filmy w historii kina to "Ojciec Chrzestny II", "Brokeback Mountain" i "Wściekły byk".
Maciej Niedźwiedzki






  • Przemysław Zakrzewski

    Cały czas czekam na drugą „Amelię”, ale chyba to się nie zdarzy. Dobrze, że mogę do tego filmu wracać kiedy chcę.

    • be

      po co druga „Amelia”? Jedna nie starczy? Niech się Jeunet nie powtarza, a robi dalej autorskie kino, tylko mniej lukru. „Bardzo długie zaręczyny” to był dobry kierunek, „Bazyl…” i „Pivet” – już chyba mniej…






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

IN THE FLESH. Być jak zombie

Następny tekst

PLAKAT - The Drop



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE