The Raid | FILM.ORG.PL

The Raid

Ze świetnie zapowiadającego się, niegłupiego i trzymającego w napięciu thrillera, „The Raid” przeistoczył się w bezmyślne i, co gorsza, mało widowiskowe mordobicie.




Zabili go i uciekł




Rafał Donica
04.07.2012


Mimo zbliżania się do granic wieku średniego i coraz poważniejszego podejścia do kina (Fellini, Bergman, Kieślowski, Kurosawa, Antonioni – zaliczeni lub z grubsza liźnięci), jedną nogą stoję wciąż w mało wymagającym, a i często zupełnie bezmyślnym kinie rozrywkowym. Pokaż mi pan porządną strzelaninę, a z aprobatą przytupnę nogą. Po całkowitym odrzuceniu (braku) scenariusza z radością łykam nawet obezwładniającą zmysły rozpierduchę z trylogii „Transformers” – oprócz „dwójki” oczywiście, bo tę potrafi przełknąć tylko Dewastator. Konkretnym pościgiem na autostradzie też nie pogardzę, pewnie dlatego znam na pamięć każdą sekundę słynnej sekwencji z „Matrix: Reaktywacja”. Lubię przy tym jak film ma jasno określoną konwencję, która nie zmienia się nagle w połowie seansu. Chlubny wyjątek stanowi ocierający się o geniusz zwrot akcji z „Od zmierzchu do świtu”, ale precedensami nie będę się tu zajmował. Jeżeli reżyser decyduje się na dramat, powinien utrzymać się w jego ramach od początku do końca. Jeżeli film jest o karate, akcja nie powinna nagle przenosić się na salę sądową i vice versa. Mniej więcej tak właśnie zepsuto „The Raid”, z którym wiązałem ogromne nadzieje…

Świat zachwycił się indonezyjsko-amerykańskim „The Raid” – wysokie oceny na IMDb (8,0) i RottenTomatoes (83%), etykietka „Najlepszego filmu akcji ostatniej dekady” oraz świetny trailer, zwiastowały nadejście nowego króla kina akcji, klasy co najmniej „Szklanej pułapki” czy „Speed”. I owszem, pierwsze 30 minut to prawdziwa petarda, której nie powstydziłby się sam John Woo. Dwudziestoosobowy Oddział SWAT wkracza do 30-piętrowego bloku, w którym obok ludzi z nizin społecznych mieszka sobie doskonale zorganizowany kartel narkotykowy prowadzący niezarejestrowaną działalność gospodarczą. Uzbrojeni po zęby gliniarze, ku swojemu zdziwieniu i uciesze widzów, w oka mgnieniu zostają odcięci od świata zewnętrznego i uwięzieni w budynku. Otoczeni przez hordy wyposażonych w broń krótką, długą i snajperską przeciwników, zdani są wyłącznie na siebie, a z każdym wystrzałem żołnierzy kartelu, ich oddział traci na liczebności.

Co za klimat, gęsty od krwi, dymu i huku eksplozji! Nacierający na policjantów tłum bezimiennego, pozbawionego sumienia mięsa armatniego z piekła rodem, przywołuje jak najlepsze skojarzenia z klasycznym „Atakiem na posterunek 13”. Nawet muzyka w niektórych momentach jest podobna, a wysadzenie w powietrze butli z gazem w celu masowej eksterminacji napierającego wroga, to niemal kopia finału klasyka Carpentera. Osaczenie i beznadziejne położenie to szarpiące nerwy widza cechy wspólne obydwu filmów. O ile jednak Carpenterowi udało się wynieść na wyżyny i utrzymać napiętą atmosferę zagrożenia do końca „Ataku…”, tak w „The Raid” w połowie seansu wszystko sypie się niczym domek z kart, a początkowy klimat pęka z trzaskiem jak kość po uderzeniu z karata.

Początkowa sytuacja oddziału SWAT jest tragiczna/fatalna/katastrofalna/beznadziejna – z każdego zaułka, z każdych drzwi, każdego okna może wpaść zabójcza kula, pozbawiając życia gliniarza, który nieopatrznie wychylił głowę o centymetr za daleko. Snajperzy i strzelcy przeciwnika są po prostu wszędzie, bezlitośnie zmniejszając liczebność policjantów. I nagle, ten genialnie zainscenizowany survival-movie przeistacza się w kung-fu movie, obracające w niwecz to, co wypracowała w pocie czoła pierwsza połowa. Odniosłem wrażenie, że operator w kinie pomylił szpule i obejrzałem końcówkę innego filmu niż zaczynałem. Jak za dotknięciem magicznej różdżki znikają strzelcy, ba! znika jakakolwiek broń palna (i to po obydwu stronach konfliktu), a przeciwnicy – teraz także zwykli lokatorzy znęceni widmem nagrody za policyjne głowy – posługują się tylko pięściami, w porywach nożem lub pałką. Pojawia się też, niczym w grze komputerowej na końcu „levela”, lokalny boss, czekający na wyszkolonego gliniarza, by zmierzyć się z nim w pojedynku sam na sam. Bitka trwa i trwa, jest długa, monotonna i nie oferuje niczego, czego byśmy w kinie kopanym nie widzieli.

Ze świetnie zapowiadającego się, niegłupiego i trzymającego w napięciu thrillera, „The Raid” przeistoczył się w bezmyślne i, co gorsza, mało widowiskowe mordobicie. Gdyby jeszcze sekwencje walk oczarowały moje zmysły, przymknąłbym oko na tak nagłą zmianę konwencji i obniżenie poziomu dramaturgii, na umownie znikające karabiny i próby kreowania głównej postaci na azjatyckiego, nieśmiertelnego Johna McClane’a. Ale druga połowa filmu jest zbyt komiksowa i naiwna, a główny bohater nie jest grany przez Bruce’a Willisa, co zaowocowało tym, że w żaden sposób nie potrafiłem go polubić. To, co nie udało się złym ludziom kartelu, udało się scenarzystom –  wrzucając głównego bohatera w jakieś hop-siup-bum-trach klimaty rodem z „Mortal Kombat”, zabili go. I uciekł.  

PS. Polecam mało znany u nas „The Protector” z Tonym Jaa łamiącym przed kamerą mnóstwo gnatów, i fenomenalną sekwencją walki nakręconą na jednym ujęciu. Film jest o ratowaniu ukochanego słonika, ale niech was to nie zwiedzie, „The Protector” to jedno z najostrzejszych, najbardziej brutalnych i najlepiej nakręconych mordobić wszech czasów: 

 

Rafał Donica

Rafał Donica

Rocznik 77, od chwili obejrzenia „Łowcy androidów” pasjonat kina (uwielbia „Akirę”, „Drive” i niedocenioną „Nienawistną ósemkę”). Miłośnik Szekspira, Lema i literatury rosyjskiej (Bułhakow, Tołstoj i Dostojewski ponad wszystko). Ukończył studia w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie na kierunku realizacji filmowo-telewizyjnej. Od seansu „Frankensteina” Jamesa Whale'a – niepoprawny wielbiciel postaci monstrum. Założyciel i w latach 1999 – 2012 redaktor naczelny portalu FILM.ORG.PL. Wieloletni współpracownik miesięczników CINEMA oraz FILM, publikował w Newsweek Polska, CKM i kwartalniku LŚNIENIE.
Prowadzi blog tematyczny poświęcony klasycznym monster-movies: cinemafrankenstein.blogspot.com
Rafał Donica

Latest posts by Rafał Donica (see all)







  • D Karp


    mało widowiskowe mordobicie” – klasycznie zapodam: u okulisty był?

    • Dux

      A o własnej opinii słyszał? ;)

      • Problem w tym, że w tej opinii będziesz bardzo osamotniony :P. Co nie znaczy, że nie masz do tego prawa oczywiście ;).

        • Mike Grabovsky

          Film jest całkiem dobry. Może nie tak rewelacyjny i innowacyjny jak dało się słyszeć ale mimo to nadal dobry A tym którym sie podobał polecam także: Ong Bak, Protector (Tom Yum Goong), Chocolate ( ten tajski film ), Bangkok Knockout i może Undisputed 3. Po obejrzeniu tych kilku filmików można stwierdzić ze Evans swoim filmem Ameryki nie odkrył :) Ale i tak Raid jest dobry i nawet lepszy niz jego młodszy brat Merantau.

  • Jak jak mnie to faktycznie najlepszy film akcji od dawna. Scenariusz fabularnie, szczególnie w końcówce faktycznie mocno średniawy, ale mi to nie przeszkadza. Chciałem kina kopanego i dostałem kino kopane. W produkcjach tego typu logiki lepiej nie szukać, innowacji też wielkich nie oczekuję. Liczy się efektowność i inscenizacja. A pod tym względem według mnie film trzyma poziom do samego końca i finałowej walki. Dla mnie bomba.

  • Matiau

    Czyli jedyną winą filmu jest to, że recenzent postrzegał go od początku jako thriller… widać nie oglądał trailerów. Przecież to JEST typowe mordobicie, a co za tym idzie fabuła będzie tylko pretekstem do walk. Wszystko na co recenzent narzeka (znikające giwery, „boss fighty”, niesamowita wytrzymałość głównych bohaterów) jest przecież elementem konwencji i na to nie ma prawa się narzekać! (tak jak nie narzeka się na dźwięk w kosmosie w SW albo świetnie działające starożytne mechanizmy w filmach z Indianą Jonesem). Co najlepsze, recenzent to wie – bo w przeciwnym wypadku nigdy nie poleciłby Protectora, który to film poza scenami akcji nie ma NIC do zaoferowania (a i tak jest świetny) i nie udaje, że jest inaczej (są tam wszystkie rzeczy, za które skrytykowano Raid, i to do sześcianu – film zaczyna się jak łzawy megamelodramat, bohater walczy z dealerami narkotyków i przemytnikami, ale ci nie mają broni palnej (dlatego ta nie musi absurdalnie znikać, więc to pewnie jakiś plus), boss fight’ów jest conajmniej kilka, w tym parę w płonącej świątyni (na tyle wygodnie płonącej, że ogień wyznacza po prostu arenę walki) w której po kolei pojawiają się znikąd kolejni przeciwnicy „o rosnącym poziomie trudności” (najlepsze, że ostatni, wielki zapaśnik pokonuje głównego bohatera, ale go nie wykańcza, bo… słyszy syreny policyjne w oddali), to co się dzieje w finałowej sekwencji to już czysty komiks, trzeba to zobaczyć, szkoda opisu (oczywiście Tony Jaa jest niezniszczalny, to co u zwykłych śmiertelników powoduje ból i kontuzje, u niego manifestuje się… zmęczeniem).
    Co do scen walk w Raidzie – wg mnie są bardzo dobre, w pełni realizują wysoki standard narzucony przez tajskie kino walki i dodają trochę nowych elementów (przede wszystkim styl walki – Silat – ujęty wcześniej tylko w poprzednim filmie ekipy, Merantau, ale w Raid jest bardziej dynamiczny i brutalny). W ogóle nie rozumiem, jak można napisać, że nie są efektowne, mogą się nie podobać np w porównaniu z wyczynami Tony’ego Jaa (być może tak jest u Autora, ja absolutnie tak nie uważam), ale że nie są efektowne? Kamera pracuje dynamicznie, ale nie na tyle, żeby wszystko było rozmazane (a poza tym jest dużo statycznych ujęć), ciosy wyglądają przekonująco, kaskaderzy dokonują akrobatycznych cudów, jest demolka otoczenia, gra mocna muza – jak na mnie obiektywnie oznacza to efektowność. Podobało mi się, że przynajmniej niektórzy przeciwnicy w niektórych momentach walczyli „realistycznie”, tj. nie stosowali wyrafinowanych technik tylko po prostu próbowali rzucić się na przeciwnika, przygnieść go ciężarem i pokonać przewagą liczebną, a nie prowadzić piękne skądinąd wymiany ciosów w stójce bez zbytniego skracania dystansu (co też jest elementem konwencji). Z drugiej strony, smieszne nieco było, gdy w finałowej walce z Mad Dogiem cały czas go podnosili z ziemi,po tym jak padał po ciosach, żeby mu przyłożyć , (a on wtedy skutecznie się bronił a nawet oddawał), zamiast go skopać taktycznymi buciorami, gdy leży.
    Dziwne, że w recenzji nie wspomniano o soundtracku (IMO świetnym), oczywiście nie musiał się podobać, ale chyba nie można zostać wobec niego obojętnym.

  • Crazy_ivan

    Hmmm, odcięci w budynku? Może po prostu amunicja się im skończyła :) ? :D

  • JEŻELI BYŁOBY MOŻLIWE ZASTĄPIENIE BRUCE LEE NA STANOWISKU KRÓLA KUNG FU TO TONY JAA JEST NA NAJLEPSZEJ DO TEGO DRODZE.ROBI PRZYZWOITE ZAMIESZANIE NA EKRANIE I MA WSPANIAŁE PREDYSPOZYCJE CO DO TEGO.

  • Wezyr

    Jesli chodzi o umiejscowienie akcji i podobne osaczenie, to zbliżonym filmem jest francuski film z 2009 roku „La Horde”. Wprawdzie tam są zombie, ale niektóre elementy i forma realizacji są podobne. Nie jest to kino wybitne, ale gdy ktoś lubi tematykę żywych trupów, a przy tym francuskie kino, to może zaciekawić.

  • Pingback: The Raid 2: Berendal – pierwszy teaser | Film.org.pl()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Trzeci człowiek

Następny tekst

Dyktator



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE