The Past - recenzja najnowszego filmu Farhadiego | FILM.ORG.PL

The Past (prosto z Cannes)

Najnowszym filmem Farhadi po raz kolejny udowadnia swój reżyserski kunszt snując przejmującą opowieść o zdradzie, niepewności i nie dającej o sobie zapomnieć przeszłości




Emocjonalne konsekwencje




Karol Baluta
19.05.2013


Po czterech latach nieobecności, Ahmad wraca do Francji, aby wziąć rozwód ze swoją żoną Marie. Na miejscu dowiaduje się, że kobieta mieszka już z innym mężczyzną i jego małym synkiem. Zauważa też, że jej nastoletnia córka z poprzedniego małżeństwa – Lucie – nienajlepiej znosi całą sytuację. Powoli Ahmad zaczyna odkrywać coraz bardziej niepokojące fakty dotyczące nowego związku Marie…

Poprzednie znakomite dzieła Farhadiego – „Co wiesz o Elly” i „Rozstanie” – mimo wielu refleksji natury ogólnej, kręciły się wokół problemów irańskiego społeczeństwa, przez co niejako dystansowały do siebie międzynarodowego widza. Wraz z nowym filmem reżyser decyduje się na historię osadzoną w innej, nie tak dobrze znanej mu kulturze ale zarazem ukazuje sytuacje posiadające bardziej uniwersalny wydźwięk. „The Past” jednak jest naturalnym wynikiem poprzednich prac reżysera i w bardzo ciekawy sposób koresponduje z poruszanymi przez niego wcześniej tematami, a sam twórca udowadnia, że potrafi odnaleźć w obcej kulturze i znakomicie poprowadzić zagranicznych aktorów.

Reżyser powoli i konsekwentnie odkrywa przed widzem kolejne tajemnice bohaterów. Nie przynoszą one jednak satysfakcjonujących wniosków lecz mnożą tylko kolejne pytania i konflikty. „The Past” opowiada więc o grupie ludzi przytłoczonych przez niepewność, będących w zawieszeniu pomiędzy teraźniejszością a bolesną przeszłością. Każde z nich cierpi na swój własny sposób, bo nie potrafi pogodzić się z faktem, że pewne sprawy nigdy nie zostaną rozstrzygnięte, że na niektóre pytania nie da się znaleźć odpowiedzi. Z każdą kolejną minutą taki stan staje się udziałem praktycznie wszystkich bohaterów filmu, łącznie z kilkuletnimi dziećmi Marie i jej nowego narzeczonego Samira. Farhadi w znakomity sposób opowiada o niszczącej więzi z przeszłością, która trzyma bohaterów w zawieszeniu, nie pozwala im cieszyć się teraźniejszością i spokojnie patrzyć w przyszłość. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, bo historia opowiedziana przez Fahradiego jest znakomicie skonstruowana, ukazując kolejne maski bohaterów, ich obawy i najskrzętniej ukrywane sekrety. Nakreślona przez niego intryga, niczym w jego „irańskich” dokonaniach, jest zbudowana na niedopowiedzeniach, aluzjach, półsłówkach, drobnych gestach i praktycznie niezauważalnych szczegółach.

Obraz zapewne nie robiłby takiego wrażenia, gdyby nie grupa znakomitych, doskonale ze sobą współgrających aktorów. Po raz kolejny Farhadiemu udało się zebrać wspaniałą obsadę, tym razem składającą się z międzynarodowych gwiazd. Znana z „Artysty” Berenice Bejo jako Marie wypada więcej niż znakomicie – w moim odczuciu aktorka ma wielkie szansę na festiwalową nagrodę dla najlepszej aktorki. Jej bohaterka za niewinnym uśmiechem ukrywa żal i frustrację, które znajdują ujście w krótkich i nagłych wybuchach gniewu; widać w niej determinację i chęć pozostawienia za sobą niewygodnej przeszłości.

Swój talent po raz kolejny udowadnia Tahar Rahim, gwiazda „Proroka”. Jego Samir to spokojny, zamknięty w sobie mężczyzna, który żyje w cieniu życiowej tragedii, przez co jest wyciszony i niedostępny, coraz bardziej dystansując się do swojej przyszłej żony. Ali Mosaffa w roli Ahmada jest spokojny, opanowany, bije z niego pewna charyzma i inteligencja. Dzięki temu łatwo można uwierzyć w jego emocjonalną więź z Marie i Lucie, która przecież nie jest jego córką, a mimo to traktuje go niemal jak ojca. Jego pokojowy charakter i stanowczość czynią z niego doskonałego mediatora w niewygodnej sytuacji, jakiej jest mimowolnym świadkiem. Warto też wspomnieć o świetnej Pauline Burlet w roli zagubionej i szukającej odkupienia Lucie, z której bije zaskakująca aktorska dojrzałość. Farhadi znowu świetnie prowadzi też aktorów dziecięcych – Jeanne Jestin i Elyesa Aguisa, który w roli Fuada (synka Samira) kradnie niejedną scenę swoim pełnym buntu i niepokoju spojrzeniem.

„The Past” nie posiada jednak ładunku emocjonalnego „Rozstania”, czy przede wszystkim „Co wiesz o Elly” (które, moim zdaniem, wciąż pozostaje najlepszym dokonaniem reżysera), nie ma tej siły i poczucia narastającego niepokoju. Wszystko co najgorsze bohaterowie mają – jak wskazuje choćby tytuł – za sobą, a to co następuje później to powolny proces zrozumienia tej tragicznej przeszłości i odkrywania jej kolejnych niuansów. Farhadi opowiada więc nie tyle o samej sytuacji, co o jej emocjonalnych konsekwencjach, które na zawsze zmieniają relacje między bohaterami. Niczym w jego poprzednich dokonaniach, raz uczynione zło sieje spustoszenie w życiu bliskich sobie osób, bez szansy na odkupienie czy oczyszczenie z przewinień. „The Past” to wciąż jednak kawał znakomicie zagranego, pełnego podskórnego napięcia i niedopowiedzeń kina i kolejny dowód wielkiego talentu Farhadiego, powoli wyrastającego na jednego z najlepszych współczesnych reżyserów światowego kina.












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

HELI (prosto z Cannes)

Następny tekst

Bends (prosto z Cannes)



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE