The Hallow - recenzja | FILM.ORG.PL

THE HALLOW. Hardy horror

Schematyczny horror pełen znakomitych efektów specjalnych. Warto jednak śledzić, co debiutujący reżyser Corin Hardy nakręci w przyszłości.




Hardy Horror




Krzysztof Walecki
24.11.2015


The Hallow udowadnia, jak trudno dziś zadebiutować w gatunku, jakim jest horror. Po części wynika to z prostego faktu, że współczesne filmy grozy są w większości odtwórcze, zwłaszcza fabularnie; nawet te najlepsze korzystają z wypróbowanych motywów, przetwarzając je na tyle, aby można było je uznać za coś bardziej ciekawszego niż są w rzeczywistości. Styl i atmosfera mogą uratować taki obraz, a nawet sprawić, że jawić się będzie jako wielkie (w swoim gatunku) dzieło, ale wraz z odkrywaniem kolejnych cytatów i zapożyczeń, nasz podziw nieco przygasa. I pierwszy film Corina Hardy’ego taki właśnie jest – inspiracja goni w nim inspirację, choć ogląda się to bardzo przyzwoicie.

Miesiąc po przeprowadzce do Irlandii, do położonego w środku lasu domu, małżeństwo z małym, niespełna rocznym dzieckiem odkrywa, że jest tam niemile widziane. Ich najbliższy sąsiad, jegomość o dosyć ponurej aparycji (Michael McElhatton, bardziej znany jako Roose Bolton z Gry o tron), najpierw daje im do zrozumienia, że okoliczny las nie jest dobrym miejscem do spacerów, a następnie zostawia wielką księgę traktującą o lokalnym folklorze. Para początkowo ignoruje ten „prezent”, oczywiście do momentu, w którym dookoła nich zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Najpierw mąż (Joseph Mawle) znajduje w różnych miejscach pewną odmianę grzyba pasożytniczego (a przynajmniej wydaje mu się, że czarna substancja tym właśnie jest), następnie zaś domostwo zostaje zaatakowane przez stwory z ludowych podań.

the_hallow

Reżyser nawet nie próbuje kryć się ze swoimi inspiracjami – w The Hallow usłyszeć można echa Martwego zła, Coś, a nawet Lśnienia.

Kopiowanie klasyków wychodzi debiutantowi całkiem zgrabnie, choć brak oryginalności uderza tym bardziej, że punkt wyjścia dawał nadzieję na coś autentycznie świeżego i niespotykanego. Na początku filmu słyszymy z radia o perspektywie sprzedaży gruntów przez państwo, co doprowadziłoby do sytuacji, że Irlandia pozostałaby bez lasów publicznych. Główny bohater jest natomiast ekologiem oceniającym, które drzewa są zdrowe, a które idą do wycinki. Obecność mitycznych potworów można by zatem tłumaczyć walką o swoje. Ale nic z tego. Hardy szybko porzuca „zielony” wątek, pozbawiając fantastyczne siły szlachetnej motywacji. Pozostają one zatem jednoznacznie negatywne, skupione bardziej na tym, aby zgubić ludzi, niż uzmysłowić im, dlaczego to robią.

Równie kliszowe jest to, co dzieje się później – bohaterowie ukrywają się w domu, starając się przeczekać noc, a nieproszeni goście dostać do środka. Debiutant stara się urozmaicić seans widzowi na różne sposoby, przede wszystkim odważnie łącząc horror cielesny, elementy baśniowości, film o potworach oraz sugerując początkowo naukowe rozwiązanie. Im bliżej finału jednak, tym mniej takich zabaw i prób nadania obrazowi bardziej oryginalnego charakteru, tak jakby reżyserowi skończyły się pomysły.

the-hallow-2015-horror-movie-news-4

Co przemawia najbardziej na korzyść filmu Hardy’ego to wykonanie.

Jest to nie tylko najlepiej wyglądający brytyjski horror od czasu Zejścia sprzed dziesięciu lat, ale i jeden z nielicznych ostatnio przedstawicieli tego gatunku, który nie razi taniością i szczerze chce się podobać. W dobie found footage, niechlujnych zdjęć z ręki oraz wyjątkowo małej wyobraźni wizualnej współczesnych reżyserów kina grozy The Hallow wydaje się powrotem do horroru bogatego w atrakcje.

Zdjęcia Martijna Van Broekhuizena nadają filmowi klasy, ale nie wydają się przestylizowane. Całość kręcona była w autentycznych lokacjach, dzięki czemu poczucie zagrożenia i odizolowania jest jeszcze bardziej namacalne. Reżyser mądrze korzysta też z efektów specjalnych, głównie tych praktycznych, z niewielkim udziałem komputerowych. Moment, w którym ręka leśnej zjawy przenika drewnianą klapę na strychu, a następnie powoli zbliża się do twarzy bohaterki granej przez Bojanę Novakovic, jest nie tylko pełen napięcia, ale i magii filmowego horroru. Ożywia widza obrazem, sugestią, co się stanie, gdy ręka dosięgnie celu oraz celebrowaniem chwili. Hardy nie spieszy się; wie, że groza musi trwać.

the-hallow-image-3

Nie dziwi również dedykacja na napisach końcowych – „Pamięci Raya Harryhausena, Dicka Smitha, Stana Winstona oraz Leo Hardy’ego, którzy nauczyli mnie wierzyć w potwory”. Ci trzej pierwsi panowie to nieżyjący już wybitni pionierzy w dziedzinie efektów specjalnych i charakteryzacji. I też te dwa elementy debiutu Hardy’ego wybijają się na tle pozostałych, co tylko potwierdza zainteresowania początkującego reżysera.

The Hallow jest filmem nierównym, przynoszącym satysfakcję tylko miejscami, ale dającym nadzieję, że Corin Hardy wyrośnie na znaczącego twórcę w kinie grozy. Póki co, swym pierwszym dziełem udowadnia, że klasykę horroru zna na wylot. On sam sytuuje swój film gdzieś między Nędznymi psami a Labiryntem fauna. Następnym razem jednak niech nie patrzy się na innych, a kręci po swojemu.

korekta: Kornelia Farynowska












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

DRUGIE DNO #1 - O SERIALACH SŁÓW KILKA

Następny tekst

Kino klasy Z - TURBO KID



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE