nowości kinowe

THE COMMUNE – recenzja najnowszego filmu Thomasa Vinterberga (Berlinale 2016)

Subtelnie i intymnie opowiada o problemach, które w życiu każdego z nas wywołałyby trzęsienie ziemi

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

commune-plakatVinterberg znowu to zrobił. Podobnie jak w Polowaniu z 2013 roku po raz kolejny postawił swoich bohaterów w sytuacjach wystawiających odporność emocjonalną na niewyobrażalną próbę. Ponownie doprowadza ich do najgłębszych wzruszeń, największych traum i najszczerszej radości. A wszystko to w kopenhaskich krajobrazach, które jeszcze nigdy nie wyglądały tak ciepło.

Inspirując się własnym wychowaniem w podobnej społeczności, Thomas Vinterberg napisał sztukę, która stała się kanwą filmowego The Commune. Reżyser często podkreśla w wywiadach jak istotne dla jego rozwoju był fakt dorastania w niezwykle barwnej i żywiołowej grupie ludzi. Istotnie, tytułowa komuna to twór, który nieustannie zmienia się, ewoluuje w kierunkach trudnych do przewidzenia. Tak jest właśnie z grupą bohaterów najnowszego dzieła Vinterberga. Małżeństwo z 15-letnim stażem, Anna i Erik, dziedziczą ogromny dom w portowej części Kopenhagi. Kobieta nie chce jednak mieszkać w nim jedynie z mężem i 14-letnią córką Freją. Proponuje Erikowi stworzenie tytułowej komuny, do której zapraszają nie tylko przyjaciół, ale kilkoro przypadkowych ludzi, wyłonionych w osobliwym castingu.

201609209_6_IMG_FIX_700x700

commune

Początki kolektywnej egzystencji są wyjątkowo udane – bohaterowie spędzają razem święta, dobrze organizują i rozdzielają obowiązki, dzielą się swoimi przemyśleniami i odczuciami. Jak jednak można się domyślać, idylliczny nastrój w tej społeczności szybko ustępuje złym emocjom. Co ciekawe, ich źródłem nie są wcale relacje wewnątrz grupy – to niewierność jednego z bohaterów wywołuje serię zdarzeń, które zmieniają komunę na dobre.

Vinterberg porusza się pomiędzy meandrami ludzkich emocji z gracją baletmistrza.

Gdy uderza w dramatyczne tony, wiemy, że owa dramaturgia była konieczna, a gdy jego bohaterowie wspólnie się radują, wierzymy w szczerość ich uśmiechów. Przeczuwamy także, że relacje pomiędzy bohaterami ulegną pogorszeniu i reżyser raz po raz potwierdza nasze przeczucia subtelnymi zmianami nastrojów. Warto dodać, że atmosfery filmu nie byłoby bez znakomicie dobranej ścieżki dźwiękowej, przy pracy nad którą – jak potwierdził sam reżyser – chciano uniknąć evergreenów i kompozycji opartych na rozczulającym pianinie. Udało się doskonale – główny temat filmu to zarazem świetna ilustracja filmu, jak i sposób na promocję duńskiej muzyki.

pobrane

Ukazanie tak skrajnych emocji, będących efektem zdrady, upokorzenia, a także uczuciowego wycieńczenia, musiało być dla aktorów niezwykle trudnym wyzwaniem. Biorąc jednak pod uwagę, że kino skandynawskie, a zwłaszcza Thomas Vinterberg, słynie z uwalniania silnych emocji, aktorzy tacy jak Trine Dyrholm czy Ulrich Thomsen wspaniale radzą sobie z podobnymi wyzwaniami. Zwłaszcza kreacja aktorki znanej m.in. z oscarowego W lepszym świecie Susanne Bier wywiera ogromne wrażenie – to jej bohaterka zostaje wystawiona na największą próbę i to ona musi poradzić sobie z nową, szalenie trudną dla niej sytuacją.

The Commune zachwyca tym, że subtelnie i intymnie opowiada o problemach, które w życiu każdego z nas wywołałyby trzęsienie ziemi. Vinterberg ukazuje ludzi walczących o własne szczęście, ale także takich, którzy nie radzą sobie z tym, gdy szczęście odchodzi. Wspaniałe, wzruszające dzieło duńskiego reżysera to najlepsza propozycja z tegorocznego konkursu Berlinale.

Ostatnio dodane