Take This Waltz (2012) - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Take This Waltz

Szkoda, że to, co mogło okazać się wyśmienitym słodko-kwaśnym daniem jest w istocie ładnie podaną papką bez smaku.




Kiepski przepis




Filip Jalowski
07.10.2012


Plakat „Take This Waltz” ma coś w sobie. Nieobecna mina Michelle Williams, rozmazany Rogen majaczący gdzieś na drugim planie i stylizowane na szkicowane ołówkiem napisy na pozór nie są niczym niezwykłym, a jednak intrygują. Poster łączy w sobie melancholię i coś, co na pierwszy rzut oka kojarzy się z dzieckiem, które kurczowo ściskając kredkę wypełnia kontury kolorowanek. Podobne odczucia wywołuje opis filmu, w obrębie którego małżeńskie rozczarowania zostają zderzone z kulinarnymi losami kurczaków. Wszystko wskazuje na to, że film Polley będzie właśnie takim słodko-kwaśnym miszmaszem, który zaskakuje konsumenta z każdym kolejnym widelcem. Rzeczywistość okazuje się być jednak zupełnie inna, bowiem „Take This Waltz” jedynie udaje tego typu kino, w istocie będąc raczej ciężkostrawnym zlepkiem stereotypów.

Margot (Michelle Williams) od pięciu lat pozostaje w związku Lou (Seth Rogen), który zajmuje się przygotowywaniem książki kucharskiej w całości poświęconej drobiowi. Pozornie wszystko układa się doskonale, bo mąż i żona budzą się obok siebie z uśmiechami w skąpanej w porannym słońcu sypialni, bo wśród małych złośliwości wyczuwa się oznaki przywiązania do drugiej osoby, bo w oczach Rogena wyraźnie dostrzega się fascynację Williams. W trakcie jednej z podróży służbowych Margot spotyka jednak Daniela, który – jak się później okazuje – zostaje nowym sąsiadem małżeństwa. Zupełnie inny niż Lou mężczyzna od razu zwraca uwagę żony króla kurczaków. Kilka spontanicznych wymian zdań doprowadza do tego, że Margot zaczyna uzmysławiać sobie, że dusi się w związku, od którego wymagała niegdyś o wiele więcej, aniżeli obecnie dostaje. Nadchodzi czas na zmiany.

Tematyka „Take This Waltz” nie jest zatem szczególnie oryginalna, bo o problemach małżeńskich kino mówiło już nie raz i nie raz robiło to wyśmienicie (ostatnie lata to chociażby „Droga do szczęścia”). Scenarzysta tego typu historii nie ma łatwo. Ciężko uchwycić sedno małżeńskiego kryzysu i przekonywująco opowiedzieć o ludziach, którzy mimo wspólnych historii i emocjonalnej zażyłości nagle przestają widzieć w sobie oparcie. Łatwo popaść w tani dramatyzm, rozwodową sztampę, w trakcie której na ścianach tłuką się talerze, po damskich policzkach spływa makijaż, a do męskich gardeł alkohol. Pollley zdaje sobie z tego sprawę i zdecydowanie stara się uniknąć wpadnięcia w takie tony. Niestety, jej sposobem na poradzenie sobie z problemem jest upchnięcie w jednym filmie całej listy stereotypów pochodzących z nieco innego porządku.

Obowiązkowo, każdy z bohaterów musi być – mówiąc dość prosto i dosadnie – „dziwny”. Margot biega po domu zachowując się jak małe dziecko, Lou albo trzyma w ręku kurczaki, albo z uśmiechem na ustach opowiada Margot o udziwnionych sposobach na pozbawienie ją zdrowia, Daniel zgrywa się na głównego bohatera „Przed wschodem słońca” Linklatera, a szafarzem mądrości życiowych okazuje się być walcząca z chorobą alkoholową Geraldine (Sarah Silverman). Poza tymi „maskami ekscentryczności” nie kryje się jednak zupełnie nic. Bohaterowie Polley przypominają figurki wycięte  z kolorowej gazety lub, co bardziej oddaje ich problem, katalogu festiwalu kina niezależnego. Tak, tak – uciekamy od głównego nurtu, robimy minimalistyczny film z nieco ekscentrycznym scenariuszem i oczekujemy na oklaski publiczności festiwalowej lub bywalców kin studyjnych. Szkoda jednak, że pod tą „niezależną” stylizacją kryje się historia o bohaterach przypominających swoją głębią psychologiczną postacie z telenoweli.

I mimo tego, że trio Rogen – Williams – Silverman daje z siebie wszystko i patrzy się na nich z nutką podziwu (szczególnie na Silverman, która nie pierwszy raz potwierdza swoje umiejętności poza repertuarem komediowym), to „Take This Waltz” wciąż pozostaje filmem miałkim, nie mającym do zaoferowania nic ponad sztampową historię o małżeńskich rozczarowaniach i niedojrzałości do związku. Szkoda, że to, co mogło okazać się wyśmienitym słodko-kwaśnym daniem jest w istocie ładnie podaną papką bez smaku. Zjeść można, ale jedynie wtedy, gdy głód mocno doskwiera, a na horyzoncie brak alternatyw.







  • Rafał Donica

    Piękny film, romantyczny, klimantyczny, z fantastyczną sceną w wesołym miasteczku. 5/10 mógł dać tylko ktoś nieczuły ;p

  • Fidel

    Widocznie jestem nieczuły ;) Scena w wesołym miasteczku jest doskonałą metaforą całego filmu – niby wszystko jest pięknie, ale gdy zgasną światła i wyłączy się muzyka, to zostaje zupełnie nieinteresujący szary plac i rusztowanie karuzeli. Gdy raz go zobaczysz, to karuzela przestaje sprawiać radochę. I wiem, że Polley może tak chciała, że to ma niby nawiązywać do sytuacji bohaterów, którzy mają już za sobą fajerwerki związane ze ślubem itp. i muszą zmierzyć się z normalnym życiem, ale mnie to najnormalniej nie przekonuje.

  • reveal

    Zgadzam się w zupełności z tą recenzją. Baardzo się rozczarowałem filmem, bo po zwiastunach oczekiwałem czegoś przynajmniej bardziej wciągającego. Przez pierwszą godzinę akcja nie posuwa się zupełnie. Zlepek scen nie pokazujących nic konkretnego. Tak jak autor zauważył, temat nienowy, więc zasługuje na ambitniejsze podejście. Rewelacyjna „Droga do Szczęścia” (czy Krytycy przestaną wreszcie widzieć w DiCaprio tylko „boskiego Leo” i dadzą mu wreszcie tego Oscara, na którego zasługuje praktycznie od początku kariery?!), czy nawet też świetny „Blue Valentine” (w roli główniej… Michelle Williams:) ogarnęły temat i zaprowadziły go w arcyciekawe rejony. Tutaj niestety zabrakło polotu. Szkoda, bo potencjał ogromny…

  • Adam Misiura

    Film opowiada o niedojrzałej emocjonalnie kobiecie, która wdaje się w romans. Wymaga ona bóg wie czego od faceta, którego ledwie zna. Deklaruje mu, że i tak nie będzie uprawiała z nim seksu, ale już go testuje na wierność (!) mówiąc, że za 40 lat będzie czekała przy wieży tu i tam na pocałunek od niego. Daniel zgrywa romantyka, bo chce zdobyć Margot, ale przecież widać, że pod koniec nawet jemu kończą się pomysły. Prędzej czy później wkracza nuda. Pokochał idiotkę, nie on pierwszy, nie ostatni.
    W dodatku Margot nawet nie uprawia seksu z własnym mężem. Zachowuje się tak, by każdy zwracał na nią uwagę i oczekuje, że ktoś wyczyta z jej oczu pragnienia. Istotna jest scena w restauracji, kiedy to jej mąż mówi „Znam cię. Nie musimy rozmawiać o niczym”. Facet tym samym zapomina, że zasadą dobrego związku jest progres a nie stałość (stałość w uczuciach to przecież rozwijanie znajomości, ale nie jakiś pewnik, który trwa do śmierci). Nie bez powodu ich małżeństwo zabija rutyna, ale dlatego też, że Margot nie potrafi powiedzieć tego, co jej się podoba (dorośli mówią a nie bawią się w zgadywanki) i czyni to w chwili, kiedy już jedną nogą jest w romansie z facetem, na którego przypadkowo trafiła, ale akurat zrobił to, co jej się podobało. Margot to umysłowo taka nastolatka stojąca za tymi wszystkimi bzdurami o miłości z demotów. Ale tacy ludzie przecież istnieją.

    • Mocne słowa, ale rzucają nowe spojrzenie. Dobre. Gdzieś indziej czytałem, że to jest film o odpowiedzialności. Coś w tym jest. Jestem ciekaw na ile jest to powszechne zjawisko… Ludzie emocjonalnie wyekwipowani jak dzieci i chcący bawić się jak dorośli…

  • Zupełnie nie zgadzam się z recenzją. Film nawet przez sekundę mnie nie znudził ani nie zawiódł. Zafundował mi za to wzruszenie na maxa. ;-)

  • Chomik

    Film wcale aż taki papkowaty nie jest. Wiele w nim niesztampowych rozwiązań, wiele odejść od prostego schematu. Mimo wszystko obraz zaskakuje innym podejściem do tematu, nie kończy się happy endem, nie mówi, że wszystko jest piękne i cudowne. Scena w wesołym miasteczku to tylko taka zgrabna alegoria sytuacji emocjonalnej Margot, sprowadzonej do tylko tego jednego wymiaru. Toteż faktycznie, rysunek psychologiczny bohaterów jest niesamowicie spłycony, ale o to w tym filmie chodziło. Ma się go przyjemnie oglądać, a jednocześnie coś z niego wynieść. Co do Geraldine – osoby chore i uzależnione często lepiej wyglądają w roli mędrcy we współczesnym świecie zdominowanym przez bezrefleksyjną kulturę i głupkowaty tryb życia ( nie ujmując niczego żadnym mędrcom).

  • mar

    film samo życie!, niektórzy oczekują, że musi być zły bohater, jak to w filmach bywa i wtedy sytuacja jest jasna,ale w życiu tak nie jest , nie wiadomo czy jak zaryzykujemy i pójdziemy inną drągą będziemy na jej końcu szczęśliwi….Kto miał w zyciu taka sytułacje, ten wie, że wybór jest na bardzo trudny.

  • Nie mogę ani trochę zgodzić się z recenzją. Jest taka rzeczywistość w której każdy ma swój ekscentryzm, ja ją dostrzegam, a co za tym idzie, dla mnie było to realistyczne.

    Swoją drogą, recenzja koncentruje się na powierzchownej warstwie i nie ma słowa o sednie filmu. Rzecz w tym, że to sedno pracuje w głowie widza. Pytanie więc, czy rozumienie tej historii nie zależy bardzo mocno od osobistych doświadczeń?






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Synowie Anarchii

Następny tekst

VHS Slugs



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE