Szybki cash (Snabba cash, 2010) - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Szybki cash

Jest to kino gangsterskie na wysokim poziomie. Może i nie odkrywa Ameryki (a raczej – Szwecji), jednak dowodzi, że zrealizować solidną sensację można również w Europie.




Szybka kasa nie dla studenciaka




Jakub Koisz
09.10.2012


Chcesz stracić przyjaciela, pożycz mu pieniądze – mądrze powiedziane. Ileż spółek zapoczątkowanych przez najlepszych przyjaciół się rozpadło, gdy pojawiła się chciwość? Co chwilę ktoś kogoś „robi” na dużą kasę, wykorzystując zaufanie oraz naiwność. Gdy chodzi o pieniądze, kiedy cierpi się na ich deficyt, zaufać jest łatwo, nawet przestępcom. Dowiaduje się o tym JW Westlund, przykładny student prestiżowej uczelni, który aby dostać się na salony, postanawia szybko i niezbyt uczciwie zarobić.

 

Zrealizowany w 2010 roku (brawo, polscy dystrybutorzy!) na podstawie pierwszej części trylogii Jensa Lapidusa szwedzki „Szybki cash” to film koncentrujący się na trzech postaciach – wspomnianym JW, drobnym gangsterze Jorge oraz brutalnym Mrado, który musi zaopiekować się kilkuletnią córką. Każdy z nich ma ważne motywacje – Jorge chce zapewnić odpowiedni byt swojej ciężarnej siostrze, JW zyskać status i „nazwisko” potrzebne mu do zdobycia bogatej dziewczyny, natomiast Mrado działa na zlecenie wpływowych Serbów, od których chce się uwolnić. Fabuła przerzuca bohaterów między różnymi stronami konfliktu, najbardziej zagubiony jest JW, który nagle – dzięki swojej wiedzy o finansach i ekonomii – staje się ważny dla wszystkich uczestników konfliktu. Wojna jest nieunikniona, tak samo jak ostateczne obranie jednej ze stron.

Bardzo zgrabnie reżyser, Daniel Espinosa (ostatnio próbujący sił w Hollywood, mimo że jego „Safe House” zebrał raczej chłodne recenzje) krzyżuje drogi wspomnianych postaci i choć w centrum zawsze stoi Westlund, wątki związane z pozostałą dwójką rozkładają całość na trzy tematy: chciwość, odkupienie, zemsta. Niestety czuć, że reżyser dwoi się i troi, aby widz zastanawiał się, która postać jest według niego najciekawsza, jednak taka konstrukcja sprawia, że każdemu jakby brakuje tych scenariuszowych 10 minut, które pozwoliłyby wybrać faworyta. Mimo to widać, że żaden z bohaterów nie jest jednowymiarowy, nie ma podziału na dobro i zło. Siłą filmu Espinosy pozostaje również aluzja do wielkiego kryzysu, który kazał się pożegnać młodym Szwedom z życiem niczym z bajki. Życiem, do których ich przyzwyczajono. JW jest dzieckiem swoich czasów – uważa, że należy mu się więcej niż dostaje, dlatego, kierowany przerastającą go potrzebą konsumpcjonizmu, postanawia pójść na skróty. Espinosa szybko ujawnia wszystkie karty, którymi grają przestępcy w tym świecie, więc student staje się intruzem, który za dużo wie i za głęboko w tym wszystkim tkwi. Kiedy to zauważa, może być już nieco za późno na zmianę stron.

 

Mimo kilku minusów związanych z rozłożenia akcentów między trzema postaciami, fabularnie jest to solidnie zrealizowany film, mogący pochwalić się dusznością szwedzkiej literatury oraz wyrazistymi charakterami rodem z Hollywood. Razi nieco to, że Szwecja jest w tym filmie pokazana jako społeczeństwo wyraźnie składające się w większości z emigrantów, czyli – jakżeby inaczej – głównie przestępców.

Tym, czym obraz ten wyróżnia się na tle filmów „chciał dobrze i szybko, ale mu nie wyszło”, jest bardzo dobrze napisana postać głównego bohatera – ambitnego, inteligentnego, lecz ciągle udającego kogoś innego. Dzięki niemu kilka scen naprawdę robi wrażenie, jak np. spotkanie Westlunda i Mrada na schodach – krótka rozmowa wykładająca najsmutniejsze reguły tego świata, ma energię najlepszych filmów Michaela Manna. Mimo tego „Szybki Cash” nie traci klimatu kina europejskiego, które tło społeczne zwykle traktuje z równym szacunkiem co wyrazistych bohaterów. Aktorsko wyróżnia się tutaj grający ambitnego studenta Joel Kinnaman, a jego rola każe zastanowić się, jak poradzi sobie w szykowanym na następny rok widowisku SF „RoboCop”. Myślę, że warto dać mu szansę.

Jeszcze w tym roku w szwedzkich kinach pojawić się ma druga część książkowej trylogii, polscy widzowie tymczasem powinni poznać początek losów młodego szwedzkiego przestępcy, bowiem jest to kino gangsterskie na wysokim poziomie. Może i nie odkrywa Ameryki (a raczej – Szwecji), jednak dowodzi, że zrealizować solidną sensację można również w Europie. Tak, polscy twórcy filmowi, to kolejna okazja, żeby się nieco poznęcać nad nieudolnością rodzimego kina gangsterskiego.   

Jakub Koisz

Jakub Koisz

Skończył polonistykę i kulturoznawstwo. Pisze więc, a to o komiksach, a to o filmach i książkach, uczy mówienia, uczy pisania... Mógłby całymi dniami biegać za piłką lub opowiadać przyjaciołom o filmach, które go ostatnio podjarały. Zapewne choć raz w życiu polecił Ci "Big Lebowskiego", komedie Franka Capry lub "Avengers". Jeśli byłaś kobietą i uznał, że sympatyczną, bredził Ci o "Przed wschodem słońca". Jeśli Cię nie polubił, kazał Ci obejrzeć "Salę samobójców" lub "Efekt motyla". Lubi boks i kino bokserskie.
Jakub Koisz











Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Dredd a sprawa polska

Następny tekst

Na co do kina? #3



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE