SYSTEM. Z punktu widzenia czytelnika książki Toma Roba Smitha. | FILM.ORG.PL

SYSTEM. Z punktu widzenia czytelnika książki Toma Roba Smitha.

To dobre, wciągające kino, które jednak nie wytrzymuje porównania z powieścią. Jeżeli ktoś nie czytał książki Toma Robina Smitha wyjdzie z kina usatysfakcjonowany.




Zmarnowany potencjał




Szymon Pajdak
21.04.2015


Największą krzywdą, jaką można wyrządzić świetnej książce, jest przeniesienie jej na ekran, kompletnie pozbawiając ją klimatu. Czytając powieść Toma Roba Smitha wydaną u nas pod tytułem System (lub Ofiara 44) łapałem się na tym, że przy niektórych rozdziałach nerwowo obgryzałem paznokcie, a wertowane strony wręcz lepiły się od zgnilizny moralnej, o której autor pisał. Oglądając film Daniela Espionsy jedyne, czego doświadczyłem, to poczucie zmarnowanego potencjału. Tylko czy to sprawia, że produkcja jest zła? Niekoniecznie.

Związek Radziecki za rządów Stalina. Oficjalnie – kraj idealny – ludzie mają pracę, gospodarka pędzi do przodu, a zbrodnia jest wymysłem dekadenckiego zachodu. Nieoficjalnie – brudne, odrapane kamienice, prostytucja, wszechobecny terror aparatu państwowego i brutalne morderstwa, których ofiarami padają dzieci. Oficer Służb Bezpieczeństwa Lew Stiepanowicz Demidow to bohater narodowy, człowiek, któremu wszystko się udało. Ma poparcie zwierzchników, piękną żonę i świetlaną przyszłość. Wszystko do czasu, aż morderca dopada syna jego przyjaciela Alexeia. Przełożeni każą mu zatuszować sprawę, jednak Lew zaczyna mieć wątpliwości.

b256dfb5f927f52663d322bc0d80409a-child5

Największym, niewybaczalnym wręcz grzechem twórców filmu jest pominięcie prawie połowy książki, a także zmiana historii głównego bohatera, co ma kolosalny wpływ na całą fabułę, która koniec końców w filmie okazuje się jedynie wydmuszką.

Czymś napisanym na kolanie i sprowadzonym do najbardziej banalnego rozwiązania, w którym klisza pogania kliszę. Wszystko, co dzieje się do momentu przeniesienia głównego bohatera do milicji streszczono w dwadzieścia minut i przedstawiono po łebkach, a to właśnie początek kładzie podwaliny pod resztę historii. Całe śledztwo w sprawie Anatolija Brodskiego, które było punktem zwrotnym w przemianie Lwa, okrojono do absolutnego minimum, całkowicie spłaszczając przy okazji relacje między postaciami.

O ile stosunki Stiepanowicza z Raisą przedstawiono poprawnie, w czym duża zasługa aktorów, tak konflikt pomiędzy tym pierwszym a Wasilijem potraktowano całkowicie po macoszemu. Postać, która w powieści była inteligentna i przebiegła, a jednocześnie w jakiś sposób pociągająca, została sprowadzona do półgłówka z kompleksem niższości. Także Generał Nesterow, kreowany przez grającego samego siebie od kilku filmów Gary’ego Oldmana, stał się ofiarą scenopisarskiej nieudolności. Postać doświadczonego przez życie oficera, dla którego najważniejsza jest rodzina, okrojono do zaledwie kilku nic nie znaczących scen. A gdzie podziało się śledztwo, które prowadził? Gdzie podział się moment, w którym między nim a głównym bohaterem zawiązuje się nić porozumienia i pojawia się sympatia? Swoją drogą, ciekaw jestem, ile filmu zostało na stole w montażowni. Są podczas seansu momenty, w których widać, że były kontynuacją poprzedniej sceny bądź zalążkiem następnej. Jeżeli dołączymy do tego zdjęcia z planu, na których widzimy fragmenty, które nie trafiły do wersji kinowej produkcji, można odnieść wrażenie, że ktoś przesadził z nożyczkami. 

child_44_60082381_st_4_s-high

Kolejnym zarzutem jest brak klimatu, który towarzyszy lekturze. Przy lekturze Systemu wręcz namacalne było uczucie zaciskającej się wokół bohaterów pętli i wszechogarniającej paranoi. W głowie aż się kotłowało od opisów tortur, brudnych klatek i rozkładu społecznego, który trawił cały kraj. Czuć było zagrożenie oraz to, że każdy mógł być szpiegiem służb. Uczucie potęgowały opisy zaśnieżonej, trzymanej w okowach mrozu Moskwy, przy których czytelnik odruchowo pocierał ręce. Same morderstwa również odarto z tajemniczości i brutalności. Mam wrażenie, że mimo kategorii wiekowej Espinosa chce nam pokazać jak najmniej, a przecież brutalność była jednym z charakterystycznych elementów powieści Smitha. Zamiast tego dowiadujemy się, że reżyser cierpi na dziwny fetysz dotyczący pociągów i panoramy miast. Słowo daję, że każdy przerywnik między jedną sceną a drugą to albo rzut oka na Moskwę bądź inne miasto, albo ujęcie przejeżdżającego pociągu. Nie pomaga także rosyjski akcent, który momentami brzmi karykaturalnie, jak z kiepskiego stand-upu.

Jeżeli jednak nie czytaliśmy książki albo przymkniemy oko na wymienione przeze mnie wady, to film może nas wciągnąć. Tom Hardy i Noomi Rapace wywiązują się ze swojego zadania całkiem nieźle.

Ten pierwszy jest prostym, a może i prostackim oficerem, który pod wpływem wstrząsu zaczyna wątpić w słuszną linię partii. Ta druga to silna kobieta, która czuje, że nie pasuje do tego środowiska. Nie ma między nimi ani grama chemii, co jest ogromnym plusem, ponieważ ich relacje to coś na zasadzie kontraktu lub współpracy. Niezły jest także Vincet Cassel jako major Kuzmin, czyli przełożony głównego bohatera. Z jego postaci wręcz bije brak skrupułów i sadyzm. To samo tyczy się Joela Kinnamana, który jako Wasilij jest oślizgłym i odrażającym padalcem, gotowym posunąć się do wszystkiego, byle tylko zająć miejsce Lwa. Szkoda, że jego postać tak bardzo spłycono, ale mimo to aktor wycisnął z tego, ile się tylko dało.

Child 44Publicity StillCH44_D45-13005.CR2

Niezła jest także strona techniczna łącznie z kostiumami i scenografią (chociaż i tutaj pojawiają się zgrzyty). W drugiej połowie filmu, kiedy Demidow zostaje zdegradowany i przenosi się na prowincję, wreszcie można poczuć ten bród i zgniliznę, która tak świetnie została przedstawiona w książce. Odrapane klatki schodowe, pijacy leżący na chodnikach i wszechobecne zepsucie moralne. Wtedy na moment film wskakuje na właściwe tory. Niestety dzieje się tak tylko na chwilę. Przez większość czasu oglądamy 2-3 lokacje, które sprawiają, że oglądamy teatr telewizji, a nie film z Hollywood.

Czy więc System to film zły? Mimo moich zarzutów pod jego adresem – nie.

To dobre, wciągające kino, które jednak nie wytrzymuje porównania z powieścią. Jeżeli ktoś nie czytał książki Toma Roba Smitha, wyjdzie z kina usatysfakcjonowany. Dostanie bowiem obraz, który trzyma w napięciu, a momentami szokuje. Produkcję z niezłymi zdjęciami i dobrze zagranymi rolami. Jeżeli jednak znamy lekturę, możemy się srogo rozczarować. Fanom literackiego pierwowzoru zabraknie przede wszystkim charakterystycznego klimatu. Nie spodobają im się zapewne zmiany i traktowanie niektórych wątków po łebkach. Cała reszta powinna wyjść z kina zadowolona.

korekta: Kornelia Farynowska

Arahan

Pracownik, student i podróżnik. W świat filmu ucieka od otaczającej go rzeczywistości. Uwielbia Spielberga, Nolana, Leone, Tarantino, del Toro i Scorsese. Na ekranie lubi oglądać DiCaprio, McGregora, Pacino, Daniela Day-Lewisa i Oldmana. Kino ma przede wszystkim wzbudzać emocje, niezależnie od tego jakie one będą. Ma wzruszać, zaskakiwać, dawać radość i skłaniać do refleksji - wszystko zależne od nastroju. Pierwszą recenzję do redakcji wysłał w 2009 roku, a od listopada 2011 pisze w miarę regularnie, raz lepiej, a raz gorzej, ale chyba nie tak źle skoro zaproszono go do zacnego KMF-owego grona.

Latest posts by Arahan (see all)







  • Q

    Porównywanie książki z filmem nie ma większego sensu. Zwłaszcza jak się nie myśli i odruchowo stawia sie myslenie pod proste uczucia: lubię to co znam a inne nie jest tym co znam wiec jest gorsze.

    Co innego jak sie uruchomi ciekawość. To można porównywać.
    Ostatnio czytałem autostopem przez galaktykę i jestem zniesmaczony negatywnymi opiniami na temat filmu. W gruncie rzeczy to prawie to samo. Humor jego ilośc jak i jakość niewiele się różni. To te same dowcipy. Tylko zagrane a nie przeczytane. Na litość boska. Chciałem ostatnio przeczytać fight club ale przestałem. Czułem się jakbym czytał scenariusz. Dokładnie to samo.

    Co innego było z pachnidlem. Wspaniała książka która została ciekawie zinterpretowana. Jedno i drugie choć inaczej pokazuje bohatera bardzo mi sie podoba. Można tez podać przykład foresta gumpa który został lepiej zrealizowany niż napisany. Cóż, wyrzucili lub zmienili to co było złe lub zbędne w książce. Dodali to czego książka dać nie może i powstał jeden z najlepszych filmów w historii.

    Film nie może dać tego co może książka, książka tego co film. Jaki wiec sens jest porównywać jedno z drugim. Film jest zaprzeczeniem wyobraźni, ksiazka na niej bazuje. Należy w miarę możliwości najpierw oglądać fim następnie czytać książkę. Przy grze endera zrobiłem odwrotnie i bardzo żałuje. Najgorsze jest to ze zaskoczenie może być jedno. Nie rozdzielisz go na film i książkę. Historie pierwszy raz można poznać tylko raz. Jak ja przeczytasz książkę najpierw to czego oczekujesz od filmu? Ze dorówna twojej wyobraźni lub cię czymś zaskoczy? Głupota
    Może trzeba by przestali kręcić filmy na podstawie książek aby uciąć takie gadanie ;-) tylko większość filmów bazuje na książkach lub na innych filmach lub na filmach bazujących na filmach bazujących na książkach itd.

    Inna sprawa takie warld war z. Film z ksiazka ma wspólny tylko tytuł. Nie oddaje nawet fragmentu ducha książki. Może serial.

  • steppenwolf1982

    Nie lubię kiedy w opiniach na temat filmów nadużywa się nic nieznaczącego słowa „klimat”.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

CANNES 2015 - oczekiwania i prognozy

Następny tekst

Fuck you, GLEE!



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE