Supermarket - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Supermarket

"Supermarket" jest troszkę jak produkty z supermarketu. Na półce wyglądają dość apetycznie, lecz gdy przyjdzie nam otworzyć opakowanie, to jest już dużo gorzej, a termin przydatności do spożycia minął.




Po siódme, nie kradnij




Krzysztof Połaski
07.01.2013


Autorem gościnnej recenzji jest Krzysztof „Połas” Połaski.

Trzecia fabuła Macieja Żaka na papierze wygląda świetnie. Thriller rozgrywający się w supermarkecie, gdzie oskarżony o kradzież klient musi się zmierzyć w psychologicznej oraz fizycznej wojnie z ochroniarzami. Stawką jest życie. Czyż to nie brzmi pięknie i zachęcająco? No właśnie. Szkoda, że tylko tak brzmi. 

Jak byłem dzieckiem to miałem pewne marzenia, które znając życie miała większość dzieciaków wychowanych w latach 90. ubiegłego wieku, a mianowicie – spędzić noc w supermarkecie. Tyle, że gdyby to miało wyglądać tak, jak w tym obrazie, to ja serdecznie za to dziękuję. Ale do rzeczy.

31 grudnia bliżej nie określonego roku. Pewien jubiler, wraz ze swoją momentami histeryczną małżonką, podróżują po polskich drogach swoim eleganckim mercedesem. Celem ich wyprawy jest oczywiście wspaniała zabawa sylwestrowa, lecz brakuje im czegoś kluczowego, aby osiągnąć ten cel. Oczywiście chodzi o szampana! Jak dobrze, że teraz hipermarkety są prawie wszędzie, więc jedynym problemem, jaki spotka naszego bohatera, będzie tylko długa kolejna do kasy. Samochód zaparkowany, żona na wszelki wypadek w nim zostanie, bo w bagażniku jest cenna biżuteria, a Michał Warecki (Tomasz Sapryk) uda się do sklepu po wcześniej wspomniany napój musujący z zawartością alkoholu. Udało się! Butelka kupiona, więc czas wracać do auta.

Ale zaraz, zaraz. Czemu szyba jest wybita? Gdzie jest akumulator? No tak, zupełnie jak w jednej z piosenek Lady Pank – „Wiadomo, wszyscy kurwy i złodzieje”. No cóż, ochrona nie pilnuje parkingu, więc naszemu bohaterowi nie pozostanie nic innego, niż ponownie udać się do sklepu, tym razem po akumulator. W międzyczasie szef ochrony dostaje polecenie od kierownika sklepu (Przemysław Bluszcz), aby zaostrzyć kontrolę i do każdej kradzieży nie wzywać policji, tylko pokazać złodziejom, kto tu rządzi, bo przysłowiowy hajs się nie zgadza, a sklep w ubiegłym miesiącu stracił ponad 80 tysięcy złotych. Żarty się skończyły. Szef ochrony Jaśmiński (Marian Dziędziel) zrobi wszystko, aby nikt z jego ludzi, jak i on sam, nie stracił pracy. A na robocie się zna, jak mało kto, ponieważ w przeszłości był wysoko postawionym wojskowym, który opuścił armię w bardzo niejasnych okolicznościach. Już wkrótce Warecki na własnej skórze przekona się, co znaczy przykazanie siódme, nie kradnij.

Film ten ma trzy ogromne zalety, które nazywają się: Marian Dziędziel, wciąż niedoceniany Tomasz Sapryk oraz Przemysław Bluszcz, ponownie wcielający się w typ bohatera, który przychodzi mu grać najlepiej, czyli śliską gnidę. Niestety, reszta aktorów już tak nie błyszczy. Mikołaj Roznerski jako Himek, niespełniony muzyk, nieudacznik i jednocześnie pasierb szefa ochrony, sprawia wrażenie bohatera nudnego i nijakiego, aż szkoda, że dostał tak dużą rolę. Innym błędem reżysera i scenarzysty jednocześnie, było nierozwinięcie ról Jarzyny i Nerwusa, w których wcielili się Wojciech Zieliński (ostatnio brylujący w tvnowskim serialu „Lekarze” jako dr Orda) oraz Mateusz Janicki, który dawniej zabłysnął rolą Pawła w początkowych odcinkach serialu „Pierwsza Miłość”, lecz w porę zrezygnował z tej marnej roli. Aż się prosiło, aby wątek inteligentnego, byłego studenta, który rzucił uczelnię, aby pracować i utrzymać rodzinę oraz motyw porywczego i prostolinijnego osiłka w jakiś sposób rozwinąć. Ja osobiście ubolewam również, że większej roli nie miał były raper Kolcz, czyli Maciej Łuczkowski, którego potencjał aktorski jest wprost proporcjonalny do jego tuszy.

Chociaż „Supermarket” to film bardzo krótki, trwający zaledwie 84 minuty, to nie można oprzeć się wrażeniu, że wiele scen reżyser umieścił w nim na siłę i zupełnie niepotrzebnie. Chodzi mi tutaj o kiepski wątek miłosny pomiędzy Himkiem, a jedną z kasjerek (urocza Justyna Schneider), czy też sceny z kolegami Himka, czego apogeum zostało osiągnięte w jednej z ostatnich scen filmu, w której się pojawiają.

Film ten z pewnością miał potencjał, co pokazują chociażby sceny, w których obnażana jest supermarketowa rzeczywistość, gdzie sprzedawana jest przeterminowana żywność, pracownicy są traktowani jak śmiecie, większość kręci własne interesy na boku, niewykwalifikowana ochrona przypomina oddział wojskowy, a budynek sklepu przypomina getto XXI wieku. Tyle, że tak naprawdę to materiał na zupełnie inny obraz, który mam nadzieję, ktoś za jakiś czas popełni. Bo jest o czym opowiadać.

„Supermarket” jest troszkę jak produkty z supermarketu. Na półce wyglądają dość apetycznie, lecz gdy przyjdzie nam otworzyć opakowanie, to jest już dużo gorzej, a termin przydatności do spożycia minął. Maciej Żak w pewnym momencie wyraźnie się pogubił i chyba nie wiedział, co chciał tym filmem osiągnąć. W jednym z wywiadów powiedział, że jego celem było zrobienie dobrego filmu. No cóż, może następnym razem.

Polas - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Przemysław

    Filmu nie widziałem, ale czegoś nie rozumiem. Bohater idzie po szampana, a żona zostaje w samochodzie. To znaczy, że akumulator ukradziono i wybito szybę, gdy ona w nim siedziała?

  • Połas

    Na chwilę poszła do toalety, o co mąż ma do niej później pretensje, bo obiecała mu, że nawet na chwilę nie wysiądzie z samochodu.

  • yrb

    k…a, zapamiętajcie sobie taki dialog:

    – prosimy z nami

    – buuuuhaaaaaaaa

    wychodzi

  • Nie wiem czy to dobrze czy moze zle ale pracowalem w kilku marketach i naprawde ten scenariusz jest z ksiezyca mozna by jeszcze zrobic jakis horror ale temat raczej nadaje sie na komedie.

  • Szary

    Już sam pomysł wyjściowy jest w polskich realiach tak absurdalny że aż podpada w autoparodię. Zwłaszcza dla kogoś kto ma jakieś pojecie, o tym jak wygląda praca ochroniarza na takich obiektach, albo ochroniarza w ogóle.
    W szczególności spodobało mi się fragment:,,niewykwalifikowana ochrona przypomina oddział wojskowy”.
    Skoro jest niewykwalifikowana to jak może przypominać oddział wojskowy, który z definicji posiada jakieś tam wytrenowane umiejętności ? Czy miał pan, panie Połaski kiedykolwiek do czynienia z ochroną? Wątpię szczerze.
    Nie urażając nikogo ale trafiają się tam ludzie którzy mają problem z prawidłowym założeniem sortu mundurowego.

    O ile samą formułę filmu można uznać za krok w dobrym kierunku, tak już po obejrzeniu trailera sypią się z niego tak merytoryczne głupoty że szkoda gadać.
    -strata rzędu 80.000 to nie jest rozmowa z szefem i spokojne: panowie daliście dupy, a raczej panowie wypierdalać i pociągniecie do kosztów tak firmy jak i czasem personalnie ochroniarzy.
    – szef ochrony obiektu nie ma jakiejkolwiek możliwości wpłynięcia na wypłaty pracowników za wyjątkiem ustalenia ilości godzin pracy. Które i tak muszą zgadzać się z odgórnymi wytycznymi
    -obraz z kamer przemysłowych uznam za środek stylistyczny i przymknę oko
    – moment w którym strażnik podchodzi i mówi dzień dobry proszę z nami, nie przedstawiając się nie podając powodu kontroli ani nie prosząc łaskawie czy taki petent jest tak absurdalnym naruszeniem zasad ze nikt na otwartym obiekcie by sobie na to nie pozwolił.
    – przesłuchiwanie przez ochroniarza to kolejny absurd, raz ze może cię co najwyżej wylegitymować jeśli mu na to pozwolisz i ew poasystować na przybycie Policji. Petent musi cały czas znajdować się w zasięgu kamer.
    – wyłączenie kamer może spowodować blokadę całego obiektu, a już na pewno musi być zgłoszony wyższym instancjom i nie ma że boli.
    Dalej nie chce mi się wyliczać

    • Połas

      Fragment „niewykwalifikowana ochrona przypomina oddział wojskowy” odnosił się do jednej z początkowych scen, w której Marian Dziędziel zachowywał się niczym kapral wobec swoich pracowników (którzy absolutnie na profesjonalistów w swoim fachu nie wyglądali), chcąc wprowadzić rządy twardej ręki w wojskowym stylu. Zresztą jak się później dowiadujemy, są to jego przyzwyczajenia z przeszłości.

      Co do moich doświadczeń z ochroną to są dość drobne i polegają raczej na znajomości osób z kategorii „emeryt / rencista” pracujący za niską stawkę na obiekcie (ale nie w supermarkecie). Więc jak najbardziej jestem skłonny uwierzyć, że trafiają tam ludzie, którzy nigdy nie powinni byli trafić.

      Odnośnie do absurdów to chyba wszystko, albo chociaż większość, została napisana. Ja jestem zdania, że gdy przymknie się oko na ten cały realizm (a właściwie tylko i wyłącznie wtedy), to mógł być materiał na dobry film. No, ale wyszło, jak wyszło. Dobrze by było, gdyby ktoś w jakimś wywiadzie z Żakiem podpytał o te, delikatnie mówiąc, nieścisłości, bo jestem bardzo ciekawy jego tłumaczenia.

      • Szary

        Rozumiem że cytowany fragment odnosił się do rzeczywistości filmowej, a nie tej nas otaczającej. Tutaj mogę się zgodzić.

        Co do ,,jakości” ochroniarzy w naszym kraju to , bardzo, bardzo delikatnie licząc ok 70% nigdy nie powinno pracować w tym zawodzie. Ale cóż rynek pracy jaki mamy taki mamy i liczy się każda złotówka. Piszę o tym temu żeby odnieść się do fakty że nikt nie miałby ani ochoty ani odwagi narażać się dla tak skromnej płacy. Czy zarabiając 5zł na godzinę komukolwiek chciałoby się bawić w wachmana ciąganie i przesłuchania? Sami sobie odpowiedzcie na te pytanie.
        Widzę to jako sytuację podobną do finału drugiego, Nolanowskiego Batmana (scena na barkach), choć może nie aż tak przejaskrawioną i pierwszy rzut oka widoczną. W ogóle całe film przypomina mi kino S-F z dobrymi efektami, niezłym aktorstwem itd ale z koszmarną ilością merytorycznych bzdur które odbierają przyjemność z oglądania.

        Tym niemniej, po latach ekranizacji Grocholi i tego typu koszmarków, to krok w dobrą stronę. Ale trzeba jeszcze potruchtać.

  • Bogumi

    nie mogę uwierzyć po przeczytaniu tej „recenzji” i komentarzy – mam wrażenie, że zebrała się grupa, chyba kochających inaczej – KMF, która składa się ze sfrustrowanych ochroniarzy… specjalistów od pracy w supermarkecie, szukających dokumentalnej dociekliwości w filmach fabularnych – szkoda, że tylko w polskich filmach – przeczytałem inne Wasze recenzje, np: o Sępie – i znalazłem bardzo fajny post jednego z uczestników, tłumaczących się, że dzień wcześniej przesadził z dobrą ocenę… – widać specjalista, jak ci w supermarkecie. Proponuję przeczytać kilka profesjonalnych recenzji o Supermarkecie, np: na Stopklatce, Onet itp. Może ktoś Wam wytłumaczy o czym jest film. Coś mi się wydaje, że znowu zmienicie zdanie. Pozdrowienia dla kochających, ześwirowanych na punkcie kina…

    • FaustdesNordwestens

      Oho, nawet reżyser się wpisał.

  • Elka

    Bardzo dobra recenzja pana Krzysztofa Połaskiego.Moim zdaniem film miał potencjał ale cóż wyszło jak zwykle. Jak dla mnie najlepsza jest rola Mariana Dziędziela, która powoduje że ma się ochotę obejrzeć do końca ten film.Oczywiście sama akcja z zatrzymaniem i przesłuchaniem w supermarkecie jest wyolbrzymiona i wiadomo że w realnym świecie raczej miejsca by nie miała. Podobnie jak fakt że były prokurator ma emeryturę 800zł i musi dorabiać w sklepie. Jasne.

  • Ania





Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Pokusa

Następny tekst

VHS: Konkurs świąteczny - wyniki!



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE