Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął

Film Herngrena jest karnawałem. Dzieje się tu dosłownie wszystko i wszystko jest dziełem ślepego przypadku




W starym ciele młoda dusza




Miłosz Drewniak
18.06.2014


7611326.3Stulatek…, według powieści Jonasa Jonassona, został sprzedany na świecie jako „Nowy Forrest Gump”. Porównanie jak najbardziej fortunne, biorąc pod uwagę konstrukcję głównego bohatera i historyczną panoramę, która rozwija się nieubłaganie i z zawrotną prędkością, niczym upuszczona rolka papieru toaletowego…

Szczerze mówiąc, nie pamiętam kiedy w ostatnich latach przemówiły do mnie marketingowe hasła typu: „Nowy [tu wstawić tytuł klasyka]”, „Europejska odpowiedź na [tu wstawić tytuł amerykańskiego blockbustera]” etc. No, chyba że wziąłbym pod uwagę świeżego jeszcze Obywatela roku, czyli „norweskie Fargo”. W filmie Felixa Herngrena doszukać się można wyraźnej inspiracji dziełem Roberta Zemeckisa, która na szczęście nie popada w tanią imitację (nie wypowiadam się na temat literackich pierwowzorów powyższych filmów). Ale czy Stulatek… mógłby stanąć do meczu ping-ponga z kultowym Forrestem i spuścić mu łomot? Naaaaah. Przecież każdy wie, że nie ma kozaka (a nawet Azjaty) na Forresta, jeśli chodzi o meczyk ping-ponga.

Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął, jak wskazywać może kuriozalny tytuł, opowiada o starszym panu, który w swoje setne urodziny postanawia wyskoczyć przez okno i zniknąć. A to dlatego, że ktoś taki jak Allan Karlsson (Robert Gustafsson), który wysadził w życiu niejeden most, brał udział w bombowych imprezach Harry’ego Trumana, pił wódeczkę ze Stalinem i gen. Franco, a potem wydymał wszystkich bawiąc się w poczwórnego agenta, nie jest przyzwyczajony do spokojnego życia w domu spokojnej starości. Allan spiernicza, a po piętach depcze mu inspektor Aronsson (Ralph Carlsson), wezwany przez pracowników opieki. W ręce bohatera wpada walizka (doprawdy, zadziwiający paradoks! – motyw tym bardziej nośny, im intensywniej przez kino eksploatowany), która napędzać będzie akcję wątku współczesnego i przez którą grono prześladowców Allana zasili gang skinheadów…

Akcja filmu rozwija się na dwóch płaszczyznach – współczesnej i historycznej. Z jednej strony mamy stulatka, który przeżywa swoją (najprawdopodobniej) ostatnią przygodę, a z drugiej młodego Allana, który niczym taran przewala się przez burzliwy wiek XX.

g-13

„Twój ojciec myślał za dużo. Nie myśl, tylko działaj. Realne jest tylko to, co tu i teraz. Skup się na tym” – tak mniej więcej brzmiały ostatnie słowa matki Allana – małego piromana z zapadłej, szwedzkiej wsi, które zaważyły na całej jego przyszłości… No, nie do końca… To i epizod z obłąkanym psychiatrą-rasistą, do którego trafia nieprzystosowany chłopiec…

Postać Allana Karlssona uosabia ideał mędrca-naturszczyka. Zaszczepiona przez matkę, tkwiąca gdzieś w podświadomości bohatera stoicka filozofia w połączeniu z barwnym życiem, bogatym w doświadczenia i kalectwem, które jest równocześnie jego błogosławieństwem, składa się na charakter trzeźwo myślący – niezmącony ludzkimi popędami (które według Freuda kierują naszym życiem i często nas zaślepiają).

Film Herngrena jest karnawałem. Dzieje się tu dosłownie wszystko i wszystko jest dziełem ślepego przypadku. Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął przedstawia wizję historii, jako chaotycznego zbioru sprzecznych elementów, które tworzą pstrokatą i – o dziwo! – zwartą mozaikę dziejów. Wszystko trzyma się kupy, jednak z filmu jasno wynika, że jakakolwiek celowość jest zwykłą iluzją, bo nie można oglądać się za siebie, tak samo jak nie powinno się wybiegać w przyszłość („łatwo snuć plany, jak jest się zamkniętym w komórce” – komentuje Allan groźby jednego z opryszków). Jest tylko tu i teraz – jak mawiała matka głównego bohatera. Trzeba się poddać trwającej chwili.

stulatek-felix-herngren-kino-swiat-2014-04-23-002-920x612

Stulatek… bardzo zręcznie łączy w sobie różne, charakterystyczne dla postmoderny elementy różnych poetyk – w tym wypadku kryminału, czarnej komedii i filmu drogi, które to składniki dają mieszankę wybuchową, raczej udaną, choć brakuje tu niektórych smaków. Dla porównania, w Forreście Gumpie (uczepię się go jak pijawka moszny) mamy do czynienia z perfekcyjnym wyważeniem komedii i dramatu, co stanowi wielką siłę tego filmu, moim zdaniem największą. Dzieło Herngrena z drugiej strony to po prostu czyste jaja. Nie ma w głównym bohaterze tak bardzo potrzebnego konfliktu. Jego programowy stoicyzm prezentuje się po prostu sztucznie, jakby został uformowany w dzieciństwie i pozostał niezachwiany aż do późnej starości. Dzieje Allana nie wzruszają, a jakiż mają potencjał! Budzą śmiech, dostarczają nam rozrywki, ale nie zmuszą nas do refleksji i nie wzbudzą w nas potrzeby identyfikacji.

W ogóle Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął cierpi na bezbarwnych bohaterów. Kompan Allana – zawiadowca stacji Julius (Iwar Wiklander), Benny (David Wiberg), Gunilla (Mia Skaringer), wspomniany już policjant, wszystko to postacie bez charakteru, bez tego czegoś, dzięki czemu bohaterowie nie opuszczają nas po zakończeniu seansu, a stają się częścią naszych kinofilskich jaźni. Szkoda, bo to właśnie aktorzy (manewry scenarzystów, rzecz oczywista, były ograniczone) mieli ogromne pole do popisu w tak przewrotnym, groteskowym i szalonym filmie, jakim niewątpliwie można nazwać Stulatka… Stalin, Franco, Truman etc. – ogromny aktorski potencjał, a wszyscy sprowadzeni zostali do wspólnego mianownika pijackiego dowcipu.

Zwiastun filmu (jeden z najlepszych jakie widziałem w tym roku) obiecał bardzo dużo. Może nie powinienem łapać się na trailery, ale przyznam pokornie, że zostałem do filmu bardzo pozytywnie nastawiony. Być może dlatego zobaczyłem w nim tak wiele dziur. Może nazbyt kłócił się z idealną wizją obrazu, który powstał w mojej głowie. Należy podejść do Stulatka… na luzie. Bez wielkich oczekiwań. To dobry film. Tyle, że bez przesady…

Miłosz Drewniak

Miłosz Drewniak

Rocznik ’91, czyli wychował się na filmach z Indianą Jonesem i chyba dlatego nie lubi w kinie smętnego bergmanowania. Skończył polonistykę we Wrocławiu, broniąc pracy na temat słowa w filmach Quentina Tarantino. Na stałe związany jest z film.org.pl, ale publikował też na łamach portalu Noir Café i rocznika naukowego „Studia Filmoznawcze”. Top (bez szczególnego porządku): "Zezowate szczęście", "Popiół i diament", "Słodkie życie", "Osiem i pół", "Do utraty tchu", "Fargo", "Big Lebowski", "Pulp Fiction", "Złap mnie, jeśli potrafisz", "Dogville".
Miłosz Drewniak











Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Fota dnia - zza kulis Twin Peaks

Następny tekst

Historia mojego pierwszego w życiu wyjazdu na festiwal w Cannes



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE