SŁUŻĄCA. LABIRYNT INTRYG | FILM.ORG.PL

SŁUŻĄCA. LABIRYNT INTRYG

WszystkO świetnie ze sobą współgra tworząc bogaty i spójny filmowy świat, w którym każdy drobiazg ma znaczenie i jest potrzebne.








Jan Dąbrowski
05.11.2016


the-handmaiden-poster-2Fabuła Służącej jest zbudowana tak, jak rezydencja zamieszkana przez tytułową bohaterkę i jej panią: to labirynt drzwi i ukrytych pomieszczeń łączących w sobie surowość i powściągliwość z przepychem i wyzwoleniem. To osadzony w latach trzydziestych XX wieku kryminał z elementami kina noir, który wzbogacono wątkiem romantycznym i śmiałą erotyką oraz odrobiną przemyślanej grozy i kiczu. Twórca „trylogii zemsty” z Oldboyem na czele, koreański reżyser Chan-wook Park ponownie wstrząsa widzem i zachwyca go jednocześnie.

Sook-hee (Tae-ri Kim) to młoda dziewczyna z nizin społecznych. W porozumieniu z oszustem każącym się nazywać hrabim Fujiwarą (Jung-woo Ha) ma zostać służącą w pewnej rezydencji. Jej właścicielka to piękna, bardzo bogata i niezamężna dotychczas Hideko (Min-hie Kim), która jest jedyną spadkobierczynią rodzinnej fortuny i posiadłości. Zgodnie z planem hrabiego Sook-hee ma mu pomóc zbliżyć się do dziedziczki i ożenić z nią, by przejąć jej majątek. Początkowo wszystko wydaje się proste, a nowa służąca i jej pani zbliżają się do siebie. Wizja oszukania i wykorzystania Hideko zaczyna doskwierać młodej Sook-hee, a ich wzajemna zażyłość przeradza się w uczucie i utrudnia jej zachowywanie pozorów. Z czasem film robi się coraz bardziej nieprzewidywalny, a także niepokojący.

Chan-wook Park znakomicie potrafi dozować napięcie. Czasami robi to np. przez kontekst danej sceny. Drobny gest lub pokazany przedmiot na początku filmu wydaje się czymś niewinnym. Jednak w miarę rozwoju akcji te same rekwizyty i wydarzenia nabierają zupełnie innych, czasem szokujących znaczeń. Wszystkie te elementy świetnie ze sobą współgrają, tworząc bogaty i spójny filmowy świat, gdzie każdy drobiazg ma znaczenie i jest potrzebny, choć nie od razu wiadomo do czego. Jedno z najciekawszych pomieszczeń w rezydencji Hideko to pełna książek i zwojów biblioteka. To tu dziedziczka kiedyś uczyła się pod czujnym okiem mistrza (i wuja) Kouzukiego. Pozornie niewinne miejsce wypełnione wiedzą, ale wystarczy, że reżyser zmieni kontekst, i okaże się, że to siedlisko zepsucia i perwersji. Takich przykładów w filmie jest więcej, a każdy następny mocniejszy od poprzedniego. Chan-wook Park ponownie sięga po dosadne środki wyrazu i nie oszczędza swoich bohaterów.

the-handmaiden-2016-01

Podobnie jak we wcześniejszym Stokerze, tak i w Służącej reżyser cierpliwie odkrywa kolejne warstwy fabuły i dopowiada konteksty, pogłębiając tym samym psychologię postaci i zwiastując mocne zakończenie.

Służąca to także audiowizualne arcydzieło. Na potrzeby filmu Yeong-wook Jo skomponował bogatą i wpadającą w ucho ścieżkę dźwiękową opartą głównie na instrumentach smyczkowych i klawiszowych, a budowane przez nie napięcie równoważy kastanietami. Utwory z powodzeniem nadają się do osobnej kontemplacji, niezależnej od filmu. Klasycznie użyta muzyka w tym filmie oddaje nastrój i uczucia bohaterów, co także potęguje emocjonalny odbiór wydarzeń przez widza. W podobny, pozbawiony eksperymentów formalnych sposób zorganizowana jest praca śledzącej bohaterów kamery. Nad nią czuwał Chung-hoon Chung, który wcześniej pracował z Chan-wook Parkiem także przy Oldboyu i Stokerze. Podobnie jak w przypadku wymienionych wcześniejszych produkcji, tak i tu zdjęcia są na najwyższym możliwym poziomie. Bogate wnętrza, tekstury i desenie tkanin, a także piękno przyrody, oraz nagiego ciała – wszystko uchwycono w korzystny i wysmakowany sposób. Niemal każdy kadr Służącej jest przemyślany, a niektóre aż się proszą, by je wydrukować i oprawić w ramkę.

Chan-wook Park jest bardzo świadomym reżyserem. Wie, jakie zabiegi zadziałają na widza przyzwyczajonego do zachodnich filmów, i stosuje je z powodzeniem, hojnie doprawiając swoje dzieło elementami kina Azji. W efekcie powstają dzieła oryginalne, jednocześnie piękne i trzymające za gardło. Taka właśnie jest Służąca.

korekta: Kornelia Farynowska

agassi







  • Sailor Ripley

    Nie wiem skąd te zachwyty nad tym filmem? Owszem, nie jest zły, ale chyba pan recenzent się lekko zagalopował z tymi peanami na jego cześć. Jako zagorzały, wręcz wyznawca Chan-wook Parka i kina koreańskiego, niestety nie mogę się zgodzić z tą recenzją. Film jest nierówno, przeestetyzowany i tak zagmatwany, że chyba sam reżyser się pogubił w swoich zamysłach. Jedyne z czym się zgadzam w tej recenzji to fakt, że Park kręci już od jakiegoś czasu na zachodnią modłę i jest to delikatnie mówiąc słabe. Co z tego, że tym razem zaangażował świetnych aktorów koreańskich (choćby Jun-woo Ha z Chasera czy ostatnio nową gwiazdę kina koreańskiego Jin-woong Jo), jak po raz kolejny próbuje zrobić film z koreańską obsadą, ale na zachodnią modłę i dlatego po raz kolejny polega. Niestety dla mnie ostatni dobry obraz tego reżysera to Pragnienie, oryginalne, świetne zagrane i nakręcone, po tym jest już gorzej. Stoker to dla mnie najsłabszy film Parka w ogóle, dzieło wtórne i niepotrzebne. Joon-ho Bong wyszedł obronną ręką (moim zdaniem) z nakręcenia filmu z obsadą zagraniczną – Snowpiercera, który może nie jest nie wiadomo jakim arcydziełem, ale się broni, bo mimo w 90% zagranicznej obsady (10% to dla mnie Kang-ho Song, który występuje zaledwie w paru scenach, a kradnie cały film i pozostawia innych aktorów daleko z tyłu), czuć w tym filmie ducha oryginalności. bezkompromisowości kina koreańskiego i jego braku chęci przypodobania się widzowi, które w mojej ocenie stanowią siłę tej kinematografii. Ścieżka dźwiękowa jest słaba i mało oryginalna i po muzyce z Oldboya czy Pani Zemsty, a szczególnie tej pierwszej, która obok ścieżki Iwashiro z Zagadki Zbrodni jest ;dla mnie arcydziełem , pominę ją milczeniem. Wydaje mi się, że pan recenzent niewiele widział filmów koreańskich, stąd jego ochy i achy nad filmem, któremu, mimo dobrego warsztatu, brakuje ducha. Jest wiele lepszych filmów koreańskich, które powstały na przestrzeni ostatni lat, jak choćby New World, A Hard Day, The Attorney, Assassination, czy ostatnio Train to Busan i The Wailing, który jest dla mnie bezsprzecznie filmem roku nie tylko w Korei. Dlatego ja nadal czekam na powrót Chan-wook Parka do korzeni i nakręcenia znowu filmu, który się będzie oglądało z zapartym tchem. I jeszcze jedno, założę się, że większość z widzów Służącej czy to na Nowych Horyzontach czy innych festiwalach nie ogarnęła wszystkich tych wątków i meandrów reżysera, czego nie uważam akurat za powód do wstydu, bo wg mnie sam reżyser chciał stworzyć coś zbyt skomplikowanego i najzwyczajniej w świecie sam się w tym wszystkim pogubił. Ten film zdecydowanie nie jest wizytówką kina koreańskiego, raczej quasi-koreańskiego.

    • Jan Dąbrowski

      Nigdzie nie napisałem, że ten film jest wizytówką kina koreańskiego. Nie napisałem też nigdzie, że jestem – jak Ty piszesz o sobie – zagorzałym wyznawcą Chan-wook Parka i kina koreańskiego.

      Oceniam film na podstawie tego, jak jego elementy składowe wpłynęły na mnie podczas seansu. Pamiętam i doceniam ścieżkę dźwiękową z Oldboya, ale ta ze Służącej również była znakomita. Oba filmy potrzebowały innej ilustracji muzycznej ze względu na miejsce i czas akcji, a także gatunkowość. Poza tym znajomość kina koreańskiego nie jest chyba konieczna, by móc cieszyć się jednym filmem, prawda? Gdyby tak było, cały dorobek Chan-wook Parka byłby zbyt hermetyczny dla widowni w USA, a tym bardziej w Polsce. Widziałem trzy jego filmy poza Służącą (i pewnie z czasem nadrobię resztę) i nie przeszkadzało mi to w cieszeniu się kunsztem realizatorskim i pomysłowością reżysera.

      Czy film jest wizytówką kina koreańskiego? Nie wiem, nie podjąłem w recenzji tematu, ponieważ nie jestem ekspertem w tej dziedzinie. Uważam natomiast, że tego typu produkcje świetnie promują dany kraj zagranicą. Sporo osób może dowiedzieć się o Chan-wook Parku właśnie dzięki Służącej.

    • Łukasz Koperski

      Bez przesady, oglądam kino koreańskie od jakiegoś czasu, widziałem niemal wszystkie wymienione przez Ciebie filmy i żaden wcale od „Służącej” lepszy nie jest. Może „The Wailing” mógłby tu stawać w szranki, ale dla mnie z kolei on był nieco za bardzo zagmatwany i trudny do ogarnięcia jeśli nie zna się pewnych aspektów dalekowschodnich wierzeń, symboliki etc. No ale to też pewnie kwestia gustu. Taki „Train to Busan” to świetne kino rozrywkowe, ale to można zestawiać z takim World War Z (którego zresztą zjada na śniadanie) a nie wysmakowanym audiowizualnie dziełem Parka. Pozostałe filmy wykonawczo też stoją o klasę niżej. „Służąca” jest może od nich mniej „koreańska” ale czy to samo w sobie jest jakimś problemem? Moim zdaniem nie. Tym bardziej że chyba takie było zamierzenie, w końcu Park adaptował brytyjską literaturę.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Disney bije kolejne rekordy

Następny tekst

PRZEŁĘCZ OCALONYCH. Nawiedzona wojna



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE